/, Świat/Sergiej Skrapel – Agent GRU i MI6 ciąg dalszy.

Sergiej Skrapel – Agent GRU i MI6 ciąg dalszy.

Sergiej Skrapel – Agent GRU i MI6 ciąg dalszy.

Afera związana z próbą otrucia byłego pułkownika GRU oczywiście ma swój dalszy ciąg. Starcie przebiega na wielu płaszczyznach. Najważniejsza jest ta dyplomatyczna. O niej najwięcej wiemy. W grę wchodzi też aspekt propagandowy, bo sprawa jest i będzie przez dłuższy czas komentowana i rozbierana na czynniki pierwsze. Ostatecznie nieczęsto mamy okazje zajrzeć za kulisy tajemniczych służb, które niechętne pokazują się w świetle dziennym. Dodam jeszcze, że sprawa Skrapela ma swoje tło społeczne i militarne.

Zacznijmy od tego, co na dzień dzisiejszy wiemy lub raczej, co nam podano do wiadomości.

Wiemy na pewno, że w Wielkiej Brytanii zaatakowano środkiem chemicznym byłego pułkownika GPU Sergieja Skrapela. Wiemy też, że trująca substancja została przetransportowana na wyspy w walizce córki poszkodowanego, która przyleciała z Moskwy. Wiemy, że 2 osoby poszkodowane znajdują się w stanie krytycznym i leżą w szpitalu. Wiadomo też, że środek trujący został zbadany przez laboratorium w Porton Down. To są pewne i niepodważalne fakty.

Teraz przejdźmy do tego, co podają politycy i media. Brytyjczycy podają, że do otrucia pułkownika użyto środka o nazwie Novichok. Jest to trucizna wyprodukowana w ZSRR o działaniu paraliżującym układ nerwowy. Dotychczas brak wiadomości o wcześniejszym stosowaniu tej trucizny w praktyce. Władze wszystkich krajów NATO są pewne, że za atakiem stoją organa wywiadu Rosji. Rosja zaprzecza jakoby była zaangażowana w ten atak a sam fakt określa mianem prowokacji.

Teraz zastanówmy się, czego nie wiemy. Po pierwsze nie wiemy, w jakiej formie substancja dostała się na teren Wielkiej Brytanii. Czy to była forma stała np. proszek, gazowa np. spray lub ciekła? Nie wiemy jak substancja ta z bagażu córki dostała się na jej ciało i następnie przeszła na drugiego poszkodowanego.

Pierwsze wątpliwości. Brytyjczycy są bardzo tajemniczy, jeśli chodzi o sprawę tego potencjalnego zabójstwa. Po pierwsze nie chcą nikomu udostępnić materiałów, które by wskazywały, że faktycznie dany środek został użyty. Novichok nie został nigdy użyty wcześniej. O jego istnieniu wiemy tylko dzięki uciekinierom z Rosji – chemikom Lva Fedorova i Vila Mirzayanova. Z tego powodu można wnosić, że próbki porównawcze nie są dostępne na zachodzie Europy, choć Rosja faktycznie przyznała, że środek taki posiada i że występuje on w pięciu różnych wariantach. Po drugie jak przyznają sami Brytyjczycy środek ten jest niewykrywalny przez standardowe detektory używane w państwach NATO, ponieważ jest przechowywany w dwóch oddzielnych komponentach, które trzeba zmieszać tuż przed użyciem. Po trzecie środek ten jest uważany za najsilniejszą truciznę na świecie o błyskawicznym zabójczym działaniu. Śmierć może nastąpić nawet w ciągu 30 sekund.

Tu pojawia się problem.

Jeśli jest tak jak informują władze brytyjskie, że środek przybył na wyspy w bagażu córki Skrapala, nie został wykryty na lotnisku to należy przyjąć, że został umieszczony w jej bagażu w Moskwie i tak jak podano w dwóch oddzielnych środkach transportowania. Idąc dalej tym tropem to ktoś w Anglii musiał dostać się do bagażu poszkodowanej zmieszać obie substancje a następnie rozprowadzić go tak by wszedł w kontakt z poszkodowaną i jej ojcem. Nie można przecież zakładać, że tych czynności dokonała sama zainteresowana. Proszę zauważyć!! Należy otworzyć bagaż zmieszać substancje i upewnić się, że w danym momencie poszkodowani będą znajdować się razem. Trzeba przyznać, że jest to dość trudne do wykonania. Na dodatek atak nastąpił w galerii handlowej a takie obiekty są ściśle monitorowane i sam fakt otwierania cudzych bagaży powinien wzbudzić zainteresowanie. Trochę to wszystko wydaje się być mało profesjonalne jak na służby specjalne. Na dodatek, mimo że atak został podobno wykonany zabójczą substancją obie ofiary żyją. Zastanowienie budzi też fakt, że w sytuacji, w której użyty jest środek, który nie był używany wcześniej, jest trudno wykrywalny i o którego działaniu możemy jedynie dowiedzieć się z prac teoretycznych, Brytyjczycy niemal natychmiast podali, o jaki środek chodzi. Czyżby Rosjanie zostawili im kartkę z opisem, czego mają szukać? Jak wiadomo badania toksykologiczne trwają tygodniami. Tak szybka identyfikacja musi budzić pewne wątpliwości. Pozostaje mieć wiarę w geniusz brytyjskich śledczych, choć prasa na wyspach coraz częściej unika nazwy trucizny, którą podobno użyto.

Co wskazuje na Rosjan? Przede wszystkim miejsce wysłania przesyłki – bagażu. Bagaż wysłany z Moskwy budzi jednoznaczne skojarzenia. Faktem jest też to, że Skrapel, jako oficer operacyjny w trakcie swojej podwójnej działalności miał dostęp do danych personalnych. Dzięki temu spalił wielu operatorów w siatkach działających po za granicami Rosji, czym wyrządził na pewno znaczące szkody tak GRU jak i konkretnym osobom. Trzeba mieć świadomość, że GRU mimo swej wątpliwej sławy jest dość elitarną organizacją. Liczba etatowych pracowników szacowana jest na dwa tysiące. Zdrada któregoś z nich naprawdę boli. Pamiętajmy też, że centrali GRU podlegają nie tylko siatki wywiadowcze na całym świecie, ale też jednostki SPECNAZ – GRU ( SPECNAZ jest często mylnie traktowany, jako wszystkie rosyjskie siły specjalne. Swoją własną formę SPECNAZ-u posada FSB np. Jednostka Alfa a także poszczególne rodzaje wojsk). Takie informacje przekazane przez Skrapela nie stracą na wartości tak szybko.

Należy też pamiętać słowa Putina, który powiedział: „Zaufajcie mi. Ci ludzie zdradzili swych przyjaciół, swych towarzyszy broni. Cokolwiek dostali w zamian, te trzydzieści srebrników, które im darowano, udławią się nimi”. Wiadomo też, że w 2003 roku generał Andriej Nieczajew zastępca szefa FSB, podpisał dyrektywę zezwalającą na likwidowanie za granicą „osób nielegalnie zbiegłych z Rosji i poszukiwanych przez federalne służby specjalne”. Na dodatek nie jest to pierwsza i pewnie nie ostatnia taka akcja Rosjan. Można tu przypomnieć sprawę Aleksandra Litwinienki lub Zelimchana Jandarbijewa.

Podsumowując tą część można śmiało stwierdzić, że Rosjanie mieli tak możliwość jak i środki do wykonania takiej akcji.

Mieli też powody w ich mniemaniu uzasadniające taki czyn. Jest jednak wiele elementów, które od strony technicznej i profesjonalnej budzą zastrzeżenia lub delikatni mówiąc wątpliwości.

Tu należy przejść do aspektu dyplomatycznego. Retoryka dyplomacji rosyjskiej nigdy nie należała do delikatnych. Jak wynika z doświadczenia ostatnich 70 lat Rosjanie pokazywali, że przedkładają rozwiązania siłowe nad długotrwałe i skomplikowane gry dyplomatyczne. Akurat w tej sprawie świadczy to na ich niekorzyść. Wybranie celu ataku też może potwierdzać tą tezę. Wielka Brytania wobec Rosji znajduje się w bardzo skomplikowanej sytuacji i to z własnej winy. Anglicy już dawno prowadzili bardzo zagmatwaną politykę zagraniczną oddzielając ściśle pryncypialność swojego oficjalnego stanowiska od pragmatyzmu w sferze, która przynosi Anglii korzyści. Z jednej strony Anglicy są jednym z tych krajów, które najgłośniej krytykują Moskwę, dają schronienie zbiegłym oligarchom i popierają wszystkie amerykańskie inicjatywy na forum międzynarodowym. Z drugiej zaś strony to właśnie brytyjskie firmy najbardziej weszły w rosyjską gospodarkę a większość transakcji finansowych Rosji dokonywana jest za pośrednictwem londyńskiego City. W obecnej sytuacji Anglicy stoją wobec bardzo trudnego dylematu. Jeśli postawią sprawę na ostrzu noża mogą stracić bardzo dużo w sferze gospodarczej. Jeśli zaś tego nie zrobią mogą stracić uszanowanie u swoich sojuszników.

Istnieje też druga strona medalu. Przede wszystkim Rosja od czterech lat jest na cenzurowanym u wszystkich krajów zachodnich za przedmiotowe potraktowanie Ukrainy. Teraz, kiedy Rosja prowadzi operację na pełną skalę w Syrii i powoli odzyskuje międzynarodowe znaczenie awantura z zastosowaniem broni chemicznej na terenie innego „mocarstwa” nie wydaje się być na rękę Moskwie. Można przyjąć, że długofalowy celem władz rosyjskich jest podzielenie zachodu. Stosowanie zakazanej broni chemicznej wywołuje odmienny skutek. Tu trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że GRU ma do wyboru całą gamę metod by usunąć swojego byłego oficera. Mógł np. wypaść z okna lub popełnić samobójstwo jak wielu ważnych ludzi w Polsce. Skutek byłby ten sam a awantura mniejsza.

Komentatorzy i tak zwani specjaliści od służb twierdzą, że stosując broń chemiczną i to akurat taką Moskwa chciała postawić swoisty stempel na całej akcji a celem ostatecznym miało być przede wszystkim odstraszenie naśladowców. Argument ten jest o tyle naiwny, co głupi. Środowisko służb jest wbrew temu, co twierdzą różnej maści „eksperci” hermetyczne i nieduże. W przypadku wykonania takiej akcji nie trzeba zostawiać wizytówki, bo ci, którzy w tą grę grają sami wiedzą doskonale, kto jest na celowniku a kto nie.

Argument, że w ten sposób Putin chciał podwyższyć swoje szanse w wyborach prezydenckich jest typową dziennikarską plotką. Tu można posłużyć się przykładem polskiego seryjnego samobójcy. Większość ofiar była sensacją jednego dnia. Czy ktoś z głową na karku przypuszcza, że Rosjanie będą dyskutować tygodniami śmierć pułkownika GRU, o którym większość z nich nigdy nie słyszała? To musiał być człowiek na inną skalę. Tak jak u nas generał Petelicki lub Andrzej Lepper. Taka sprawa jest omawiana długo. To czy omawiany tu przypadek będzie taką sprawą czy nie zależy od reakcji tzw. zachodu. Jeśli rozdmuchają sprawę do niewyobrażalnych granic to spowodują reakcję podobną do niemiecko żydowskich ataków na Polskę. Reakcję oblężonej twierdzy. Czy w takim razie zachód gra na umocnienie władzy Putina?

Dodatkowego smaczku sytuacji dodaje zamordowanie też w Anglii kolejnego Rosjanina. Nikołaj Głuszkow, bliski przyjaciel Borisa Bieriezowskiego – przeciwnika Putina, który popełnił „samobójstwo”, został uduszony smyczą dla psa. Istna epidemia ktoś może pomyśleć albo dojść do wniosku, że rosyjskie służby nagle się wściekły i utraciły zdolność do logicznego myślenia.

Teraz zboczmy z dotychczasowego toku narracji i opowiedzmy pewną historię.

W prowincji Dajr az-Zaur we wschodniej Syrii 7 lutego Amerykanie zbombardowali wojska syryjskie. Przy okazji według sprawdzonych informacji zginęło ponad 100 operatorów z PMC ( najemnicy) Wagner. Elitarnej rosyjskiej grupy operatorów. Straty były zbyt duże żeby je zatuszować. Ponieważ w Syrii istnieje centrum kontaktowe rosyjsko amerykańskie, więc trudno tu mówić o przypadku. Amerykanie dokładnie wiedzieli, kogo bombardują. Było to ostrzeżenie skierowane w kierunku rosyjskim, które miało zasygnalizować jak daleko Amerykanie są w stanie się posunąć. Rosjanie nie odpowiedzieli i całą sprawę upubliczniono ogłaszając triumf zachodniej koalicji nad sprzymierzeńcami Asada.  Minęło prawie dwa miesiące i Asad oraz siły rosyjskie zupełnie zmieniły kierunek działań. Przerwały działania na frontach gdzie znajdowało się centrum konfliktu i skierowali całe swoje siły na enklawę Wschodnia Ghouta ( przedmieścia Damaszku). Dla osób niezorientowanych decyzja, co najmniej nielogiczna, bo Wschodnia Ghouta to mała enklawa wojsk antyrządowych, na dodatek bez znaczących zasobów lub znaczenia gospodarczego. Na dodatek jest to obszar gęsto zaludniony i trudny do zdobycia.

Jednak, gdy wejdziemy głębiej w to, co się dzieje w enklawie to sprawa zaczyna być bardziej ciekawa. Wschodnia Ghouta jest nie tylko punktem wypadowym sił opozycyjnych na cały teren aż do granicy z Libanem, ale też centrum dla „doradców” amerykańskich i izraelskich w Syrii. To z tego miejsca są kierowane działania wszystkich małych armii opozycyjnych. Wraz z atakiem na ten teren powstało realne zagrożenie dla żołnierzy koalicji.

Aktualnie enklawa jest już podzielona na 3 części i zaczyna pojawiać się realna groźba, że opór zostanie złamany. Co ciekawe to atak starano się przerwać nawet rezolucją ONZ, czego nie robiono w przypadku większych obszarów i bardziej zaludnionych.

Co to ma wspólnego z naszą sprawą zabitego pułkownika GRU?

Otóż już raz podobna sytuacja zaistniała tylko, że na Ukrainie. Wtedy w kotle zwanym kotłem iłowajskim znalazły się jednostki nienależące do ukraińskiej armii i groziła im zagłada. Oczywiście zastosowano presję na Rosję w postaci sankcji, potępień i retorsji, ale na koniec doprowadziło to do dość przykrych wycieczek przywódców Niemiec i Francji do Putina oraz przyjęcia roli mediatora przez bagatelizowanego przez wszystkich Łukaszenkę. Ameryka to nie są państwa Europy Zachodniej. USA i Izrael na takie upokorzenie nie mogą sobie pozwolić. Dla Rosjan jest to zemsta za Dajr az-Zaur a państwa demokratyczne muszą się liczyć z reakcją społeczeństwa na poważne straty w ludziach.  Ewakuacja jest niemożliwa, bo drogi lądowe są odcięte a powietrza pilnują rosyjskie baterie S-400. Jedynym możliwym rozwiązaniem jest wywarcie takiej presji na Rosję by atak został wstrzymany.

Konkluzja może być tylko taka.

Trwa wojna sił, o których normalny człowiek nie ma pojęcia. Jest w pełni usprawiedliwione twierdzenie, że Rosjanie zorganizowali zamach na Sergieja Skrapela. Jest wiele argumentów przemawiających za tą wersją. Jest też wiele argumentów za twierdzeniem, że Skrapel jest ofiarą rozgrywki, która się toczy wiele tysięcy kilometrów od miejsca jego otrucia. Jeśli ktoś z was myśli, że pozna prawdę to proszę przypomnijcie sobie przypadki takie jak gen. Sikorski lub Aleksandr Litwinienko.

By |2018-04-04T03:43:18+00:00Maj 12th, 2015|Polityka, Świat|0 komentarzy

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.