/, Polska/Październik 1956 – próba oceny przełomu

Październik 1956 – próba oceny przełomu

Czasy PRL-u nie są bynajmniej jednolitym szarym monolitem.  40 lat dyktatury komunistycznej w Polsce można podzielić na kilka okresów, które choć mają bez wątpienia wspólny mianownik różnią się od siebie znacznie a ich cezury dają się wyraźnie usytuować na osi czasu w kontekście konkretnych wydarzeń o charakterze przełomowym. Jednym z tych ważnych historycznych przełomów jest Polski Październik 1956 roku, który zamknął definitywnie okres stalinizmu a otworzył epokę realnej PRL pod rządami towarzysza „Wiesława” – Władysława Gomułki. Oczywiście nie stało się to od razu. Nastąpił kilkuletni proces polityczny, który pozwolił przyjąć Polsce Ludowej nowe oblicze choć oczywiście mimo wielkich nadziei jakie wiązano z przełomem 1956 roku  ostatecznie nie zaspokoiły one należycie głodu wolności a władza koniec końców pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Październik 1956 – próba oceny przełomu

5 marca 1953 roku zmarł Józef Stalin.  Na Kremlu otworzyło to drogę do walki o schedę po dyktatorze. Starły się tu różne wizje co do dalszego rozwoju reżimu. Z walki tej zwycięsko wyszedł Nikita Chruszczow, który został I sekretarzem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR) we wrześniu 1953 roku. Niezwykle istotnym momentem przełomowym był XX zjazd KPZR, który odbył się w Moskwie w dniach 14-25 II 1956 roku w trakcie, którego Chruszczow wygłosił swój słynny tajny referat na temat zbrodni stalinowskich.

Był on przeznaczony dla zamkniętego gremium słuchaczy. Wywołał on wstrząs gdyż poddał miażdżącej krytyce system stworzony przez Stalina. Po raz pierwszy ktoś w taki sposób publicznie wypowiedział się o działaniach „ojca postępowej ludzkości”. Mimo, że referat wygłoszono za zamkniętymi drzwiami bardzo szybko różnymi kanałami rozszedł się po całym świecie wywołując szok wśród tak zwanych ideowych komunistów. Referat pomógł zresztą Chruszczowowi w umocnieniu pozycji swojego środowiska wobec partyjnych konserwatystów [1].

Znamienna rzecz, że na XX zjeździe był także obecny jako szef polskiej delegacji Bolesław Bierut, który nagle zachorował  i zmarł w Moskwie 12 marca 1956 roku. Pomijając różne niesprawdzone rewelacje na temat okoliczności śmierci Bieruta jego odejście przyczyniło się do wzrostu napięć wewnątrz partii gdzie już od dłuższego czasu wykrystalizował się podział na dwie nieformalne frakcje „Puławian” i „Natolińczyków”.

Pierwsi (zawdzięczali swą nazwę budynkowi przy ulicy Puławskiej w Warszawie gdzie mieszkał jeden z liderów frakcji Leon Kasman, redaktor naczelny „Trybuny Ludu”) stanowili grupę niegdyś zatwardziałych stalinistów, którzy w połowie lat 50-tych przeszli na pozycje „liberalne”. Frakcja składała się w dużej mierze z osób pochodzenia żydowskiego i z tego powodu była potocznie zwana  „Żydami”. Druga frakcja złożona z komunistów pochodzenia proletariackiego swą nazwę zawdzięczała pałacykowi natolińskiemu na obrzeżach stolicy gdzie spotykali się jej przywódcy. Opowiadała się za utrzymaniem twardego kursu. Nazywano ich „Chamami” co było aluzją do ich robotniczo-chłopskich korzeni. Rywalizacja tych dwóch grup trwała już w partii od dłuższego czasu. Jej źródeł można dopatrzyć się jeszcze za życia Stalina, który w pewnym momencie zaczął w szeregach partii prowadzić czystkę antysemicką. Warto przy tym pamiętać, że w Polsce aparat represji i znaczna część ważnych funkcji partyjnych była obsadzona przez komunistów pochodzenia żydowskiego. Działania Stalina zraziły ich do niego a po jego śmierci wraz z oznakami odwilży widocznymi w coraz większej aktywności społecznej na polu kultury, publicystyki i w ostrożnych jeszcze próbach kontestacji systemu sprawiły, że utrzymanie się przy władzy zaczęli oni wiązać ze zgodą na liberalizację systemu. Było to zadanie karkołomne gdyż niedawni piewcy stalinizmu musieli włożyć wiele wysiłku by uwiarygodnić się przed społeczeństwem jako zwolennicy reform. Frakcja natolińska jakby będąc w opozycji do Puławian na przekór swym adwersarzom przyjęła linię obrony dotychczasowego doktrynerstwa [2].

Po śmierci Bieruta trzeba było wybrać nowego I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KC PZPR), którym został na VI plenum partii Edward Ochab. Jego wybór zdawał się być swoistym kompromisem między obiema frakcjami. Zmianom też uległ skład sekretariatu Komitetu Centralnego partii. Mimo względnej równowagi sił pomiędzy koteriami ich wzajemne tarcia coraz bardziej przybierały na sile. Towarzyszył temu wzrastający ferment społeczny. Coraz powszechniej żądano reformy systemu, poddawano krytyce stalinowskie hasła, działania aparatu represji, błędy w polityce ekonomicznej. Wielkie ożywienie nastąpiło w kulturze, która coraz śmielej zrywała z pętami socrealizmu co dało się zauważyć jeszcze na przełomie 1954/1955 roku. Swoistym symbolicznym przełomem w życiu literackim była w tym czasie publikacja tekstu Adama Ważyka „Poemat dla dorosłych” , który wywołał wielkie wzburzenie partyjnych dogmatyków a przecież autor sam był jeszcze niedawno zagorzałym stalinistą. Rozwinęły działalność kluby dyskusyjne na czele z Klubem Krzywego Koła i Klubami Młodej Inteligencji. Nowe ożywcze prądy objęły też prasę. Sztandarowym przykładem przemian w prasie tego okresu było czasopismo „Po Prostu”, które po zmianie składu redakcyjnego, pisało o autentycznych problemach społecznych w sposób otwarty i niespotykany do tej pory. Nie był to zresztą jedyny przykład. Zmiany nie ominęły też Związku Literatów Polskich, którego środowisko w dobie stalinowskiej nocy poszło na współpracę z reżimem, czy to ze strachu czy to z oportunizmu, odgrywając co najmniej dwuznaczną rolę. Sensacją tego czasu były słynne audycje nadawane przez radio „Wolna Europa”, w których zbiegły na zachód były funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), ppłk. Józef Światło relacjonował wstrząsające fakty na temat działań komunistycznej bezpieki w Polsce. Choć istnieją podejrzenia, że ta ucieczka była zorganizowaną akcją służb specjalnych to jednak wartość merytoryczna relacji Światły nie podlega dyskusji. Los więźniów stalinizmu, kwestia zadośćuczynienia ofiarom terroru była jednym z ważniejszych żądań tego czasu. Na pierwszy plan wysuwała się sprawa rehabilitacji żołnierzy Armii Krajowej. W kwietniu 1956 roku sejm uchwalił amnestię w wyniku, której tysiące umęczonych ofiar reżimu wyszło na wolność. Zmiany też nastąpiły w szeregach aparatu represji, który opuścili najbardziej skompromitowani funkcjonariusze m.in. Stanisław Radkiewicz, Józef Różański, Anatol Fejgin. Niektórzy stanęli nawet przed sądem otrzymując wyroki skazujące. Ustąpił  też osławiony Jakub Berman. Ograniczono samowolę bezpieki. Dla Puławian była to ryzykowna gra bo z jednej strony  musieli zadośćuczynić żądaniom społecznym domagającym się ukarania zbrodniarzy stalinowskich a z drugiej strony musieli przez to częściowo uderzyć we własne środowisko. Swoistym zdyskontowaniem tego problemu była rehabilitacja na XX zjeździe KPZR Komunistycznej Partii Polski (KPP), wyniszczonej w latach trzydziestych przez Stalina, w której bardzo ważną rolę odgrywali działacze pochodzenia żydowskiego. Natolińczycy mieli więc twardy orzech do zgryzienia. Bo z jednej strony uderzali w „narodowe tony” atakując „Żydów-stalinistów” współodpowiedzialnych za sytuację w kraju a z drugiej strony blokowali zmiany, których domagało się społeczeństwo, a którym sprzyjali Puławianie. Tym samym frakcja natolińska traciła szansę na szersze oparcie w narodzie. Ówczesna sytuacja była więc pod pewnymi względami pełna paradoksów. W tych warunkach powoli zaczęła wychodzić sprawa Władysława Gomułki [3]. W kwietniu 1956 roku został on zwolniony z więzienia i niemal od razu włączył się w życie polityczne broniąc swojego stanowiska w dyskusjach m.in. z Ochabem na temat oskarżenia go o „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”, które zaprowadziło go do stalinowskiego więzienia w 1951 roku.

Tymczasem w czerwcu 1956 roku doszło na tle fatalnej sytuacji ekonomicznej do wielkiej eksplozji jaką były krwawe wydarzenia poznańskie, które przyczyniły się do przyspieszenia dalszych zmian. 28 czerwca wybuchł strajk w Zakładach im. Józefa Stalina  (niegdyś i obecnie im. Hipolita Cegielskiego).

Robotnicy wyszli na ulice w pokojowej manifestacji wznosząc hasła o charakterze ekonomicznym jednak z czasem doszły do nich hasła polityczne i patriotyczne. Do pochodu spontanicznie dołączali przypadkowi przechodnie i robotnicy z innych zakładów. Demonstranci doszli pod Zamek Cesarski gdzie była siedziba Miejskiej Rady Narodowej (MRN). Wkrótce doszło do ataków na gmachy publiczne m.in. MRN, Komitetu Wojewódzkiego PZPR (KW PZPR), KW Milicji Obywatelskiej (KW MO), Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego (WU ds. BP). Manifestacja przerodziła się w zbrojne powstanie gdyż protestujący zdobyli broń. Wybuchły walki z milicją i wojskiem, dochodziło do samosądów na ulicach. Władze początkowo zaskoczone sytuacją zdecydowały się na użycie siły i skierowały do stłumienia zamieszek 10 tys. żołnierzy. Następnego dnia siły wojskowe opanowały sytuację. Warto wspomnieć, że wypadki poznańskie miały miejsce w czasie gdy w mieście odbywały się międzynarodowe targi. Ocenia się, że w wyniku zajść życie straciło 73 demonstrantów a według innych szacunków ofiar mogło być znacznie więcej, rannych zostało około 1000 osób [4]. Rewolta poznańska była ciosem w propagandę reżimu komunistycznego, który głosił, że system jest dla klasy robotniczej a tymczasem to sama klasa robotnicza przeciw systemowi wystąpiła. Dla wszystkich stało się jasne, że konieczne są jak najszybciej gruntowne zmiany gdyż sytuacja w każdej chwili może się wymknąć z pod kontroli. Poznański czerwiec stał się bezpośrednim katalizatorem październikowych zmian. Oczywiście interpretacja wydarzeń przez władze zaprezentowana w raporcie gotowym już 6 lipca była taka, że zajścia są dziełem „wroga”, który wykorzystując trudności dopuścił się prowokacji. Te stwierdzenia jakże się wpisywały w retorykę typową dla władzy, która wcześniej ustami premiera Józefa Cyrankiewicza mówiła o „odrąbaniu ręki podniesionej przeciw władzy ludowej”[5].

                4 sierpnia legitymację partyjną zwrócono Władysławowi Gomułce oraz Zenonowi Kliszce i  Marianowi Spychalskiemu, którzy wraz z nim byli więzieni w związku z oskarżeniem o „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”.

Kliszko a także powiązany z tym środowiskiem Ignacy Loga-Sowiński otrzymali konkretne stanowiska a Spychalski wziął udział w zorganizowanych po raz pierwszy obchodach upamiętniających rocznicę Powstania Warszawskiego. Był to ważny sygnał dowodzący zmiany klimatu ideowego. Gomułka był w tym czasie na ustach wszystkich. Coraz powszechniej domagano się oddania mu steru partii. Jego popularność w społeczeństwie stała się ogromna i wielkie rzesze coraz bardziej rozentuzjazmowanych obywateli widziało w nim męża opatrznościowego.  Istotne jest, że autentyczna popularność Gomułki płynęła od mas ludzkich. Do tej pory w Polsce Ludowej żaden polityk nie cieszył się takim poparciem społecznym. Polityka przestała realizować się jedynie w zamkniętym kręgu partii. Wiece zaczęły zalewać cały kraj. Domagano się podniesienia stopy życiowej. Chłopi liczyli, że Gomułka jeśli obejmie władzę zlikwiduje spółdzielnie produkcyjne i zniesie obowiązkowe kontyngenty żywności nałożone na wieś. Inteligencja głosem prasy wzywała do reform domagając się zwiększenia roli sejmu i władz lokalnych (Rad Narodowych), zwiększenia udziału robotników w zarządzaniu zakładami, autonomii dla życia kulturalnego i naukowego, bardziej racjonalnej polityki ekonomicznej.  Zachęty do zmian płynęły także z szeregów partii czego przykładem była choćby rezolucja POP Związku Literatów Polskich. W tle były widoczne wciąż reperkusje poznańskiego czerwca a zwłaszcza emocje budziła  sprawa procesów jakie wytyczono kilkudziesięciu uczestnikom zajść. Obawiano się surowych wyroków a tymczasem nie okazały się one aż tak dotkliwe a procesy poznańskie z udziałem dziennikarzy w tym zagranicznych , dużą swobodą działań obrony nie przypominały już dawnych pokazowych procesów stalinowskich[6].

Ożywienie społeczne bardzo silnie zaznaczyło się w życiu religijnym. 26 sierpnia w Częstochowie tysiące pielgrzymów wzięło udział w ogłoszeniu ślubów jasnogórskich narodu polskiego, przygotowanych w tajemnicy przez wciąż przebywającego w odosobnieniu kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Z kolei jednym z głównych ośrodków aktywności robotników stały się warszawskie zakłady FSO na Żeraniu gdzie szczególnie wybijał się sekretarz POP Lechosław Goździk. W FSO oraz innych zakładach stolicy po raz pierwszy wprowadzono  autentyczny samorząd robotniczy dzięki czemu całkowicie zerwano z dotychczasowymi metodami zarządzania.  Zaktywizowało się środowisko studenckie. Największy wiec odbył się na Uniwersytecie Warszawskim z udziałem delegacji robotniczych, na którym domagano się głębokich reform, demokratyzacji, jawności życia politycznego, ograniczenia cenzury, zmian personalnych we władzach państwowych, udzielono poparcia samorządom robotniczym. Manifestacja sprzeciwu wobec  rzeczywistości przybierała także lżejsze formy  czego przykładem był choćby I festiwal muzyki jazzowej w Sopocie, który stał się wielkim świętem młodzieży odbywającym się w atmosferze  niespotykanej dotąd swobody.[7]

Coraz bardziej śmiałe tezy i postulaty pojawiały się w dyskusjach w samym kierownictwie partii co było szczególnie widoczne w trakcie obrad Biura Politycznego KC na początku października, w których wziął udział Gomułka. Zwrócono uwagę na oderwanie partii od społeczeństwa a co niezwykle istotne dyskutowano o przewartościowaniu stosunków z ZSRS. Przedmiotem krytyki relacji z „Wielkim Bratem”  była m.in. sprawa złodziejskich kontyngentów węgla jakie PRL musiała wysyłać na wschód, sprawa rekompensat za reparacje na ziemiach odzyskanych, kwestia obecności radzieckich „doradców” zwłaszcza w wojsku i aparacie bezpieczeństwa oraz nierozwiązany wciąż problem repatriantów. Gomułka śmiało wskazywał na konieczność większej swobody wewnętrznej Polski i zaznaczył  co znamienne, że „do starych metod  powracać nie możemy”[8]. Przez najbliższe klika dni trwały zakulisowe rozmowy w trakcie, których przesądzono o oddaniu Gomułce funkcji I sekretarza KC PZPR na co się znosiło od dawna. Społeczeństwo niespokojnie oczekiwało na dalsze zmiany. Zaczęły też krążyć plotki o możliwym zamachu stanu ze strony Natolińczyków  co było m.in. rezultatem artykułu przywódcy stowarzyszenia PAX Bolesława Piaseckiego w „Słowie Powszechnym” krytycznie oceniające aktualne tendencje polityczne gdyż PAX-owcy popierali partyjnych konserwatystów[9].  Na zaplanowanym VIII Plenum KC PZPR miały zapaść ostateczne decyzje. W tym momencie wydarzenia „Polskiego Października” weszły w fazę kulminacyjną. W społeczeństwie napięcie sięgnęło zenitu osiągając stan euforii. Tuż przed rozpoczęciem plenum KC doszło do kolejnego wydarzenia, które stanowiło bodaj decydujący przełom determinujący dalszy bieg wypadków. Wydarzenia w Polsce wzbudziły wielki niepokój na kremlu i kierownictwo KPZR postanowiło zaingerować. Rankiem 19 października wylądowała w Warszawie delegacja radziecka na czele z samym Nikitą Chruszczowem. W jej składzie znaleźli się również marsz. Iwan Koniew (dowódca wojsk Układu Warszawskiego), Wiaczesław Mołotow, Łazar Kaganowicz, Anastas Mikojan. Niesprawdzone plotki sugerowały, że sowieccy przywódcy postanowili osobiście przybyć do Warszawy gdyż rzekomo polskie kierownictwo odmówiło mimo wezwania wyjazdu do Moskwy. Chruszczow zachowywał się butnie i na lotnisku lekceważąc gospodarzy najpierw przywitał się z radzieckimi generałami  przebywającymi w Polsce i marszałkiem Rokossowskim a następnie dopiero podszedł do przedstawicieli władz polskich udzielając przy tym ostrej reprymendy Edwardowi Ochabowi. Sowieccy „goście”  zażądali przesunięcia obrad plenum na późniejszy termin jednak polska strona nie wyraziła zgody i o godzinie 10.00 rozpoczęto obrady. Ochab wysunął postulat włączenia do KC Gomółki, Spychalskiego, Kliszki i Logi-Sowińskiego a o 18.00 przerwano obrady by przystąpić do negocjacji  z delegacją radziecką w Belwederze. Przebiegały one w bardzo nerwowej atmosferze. W ich trakcie bez ogródek – „z partyjną szczerością” – wymieniano poglądy. Chruszczow wprost zagroził interwencją, która już w tym czasie zaczęła być realizowana. Na polecenie sowieckiego przywódcy marsz. Koniew postawił w stan gotowości i ruszył z miejsca stacjonowania 14 wielkich jednostek armii radzieckiej. Widać wyraźnie, że wojskowi parli do starcia. Na interwencję liczył również ambasador radziecki w Polsce Pantalejmon Ponomiarenko, który spodziewał się, że ewentualna konfrontacja skompromitowałaby Chruszczowa jako rzekomego liberała. Podobnie na taki scenariusz spoglądało z nadzieją środowisko Natolińczyków.  Cała sytuacja rozgrzewała nastroje w stolicy i innych miastach. W warszawskich zakładach m.in. w FSO szykowano się nawet do walki. Atmosferę rozgrzewały nieraz sprzeczne plotki. W wypadku starcia Gomułka mógł liczyć na poparcie jedynie części wojska, KBW, milicji i ochotników. Gen. Jan Frey-Bielecki dowodzący poznańskim korpusem lotniczym i kontradm. Jan Wiśniewski, dowódca Marynarki Wojennej (okręty sowieckie już zbliżały się do polskich wybrzeży) deklarowali gotowość stawienia oporu , jednak reszta armii nadal była wierna rozkazom marsz. Konstantego Rokossowskiego. Przełomem w negocjacjach była niezwykle emocjonalna wymiana zdań Gomułki z Chruszczowem w trakcie, której będąc w stanie silnego wzburzenia towarzysz Wiesław bezwiednie przeszedł na język polski. Scena ta zrobiła wrażenie na sowieckim przywódcy , który zinterpretował ją jako wyraz absolutnej szczerości i wiary w słuszność własnego stanowiska ze strony polskiego rozmówcy. Według niektórych relacji miało to wpłynąć bezpośrednio na zmiękczenie postawy radzieckiej delegacji. Ostatecznie Sowieci zgodzili się zatrzymać czołgi i wszyscy odetchnęli z ulgą. Niewątpliwie w tym momencie Władysław Gomułka dokonał największej rzeczy w swojej karierze politycznej . Nie dał się zastraszyć Sowietom choć rozmawiano „pod lufami czołgów” i zdołał przekonać  „gości” z Moskwy, że warto dać kredyt zaufania nowemu kierownictwu PZPR. Przypomnieć też należy, że działania zwolenników zmian w Polsce zyskały wsparcie ze strony Chińskiej Partii Komunistycznej (Ochab był wcześniej z wizytą w Pekinie), z której zdaniem kreml się musiał liczyć[10]. Sprawy te nie są do końca wyjaśnione ale z dostępnych źródeł w tym m.in. z relacji Ochaba, Gomółki a także Stanisława Kuryluka, ówczesnego ambasadora PRL w Pekinie wynika, że Mao Zedung ostro sprzeciwił się pomysłowi interwencji w Polsce gdyż uważał, że Polacy swoje sprawy wewnętrzne powinni załatwiać sami[11]. W ten sposób Chiny dzięki tej zagrywce politycznej wzmocniły swoją pozycję w obozie socjalistycznym względem Moskwy. Do tej pory bowiem były co prawda gigantem ale „młodszym i słabszym”.

Gomułka dzięki swojemu uporowi zdołał przekonać Chruszczowa, że mimo wewnętrznych zmian Polska nie oderwie się z pod kurateli ZSRR i chyba w pewnym stopniu to zapewnienie wystarczyło sowieckiemu przywódcy.

By | 2018-04-08T11:47:08+00:00 Marzec 9th, 2018|Polityka, Polska|0 komentarzy

Zostaw komentarz