/, Polska/Marzec 1968 roku. Tajemniczy przełom w dziejach PRL.

Marzec 1968 roku. Tajemniczy przełom w dziejach PRL.

Marzec 1968 roku. Tajemniczy przełom w dziejach PRL.

Wypadki marcowe 1968 roku stanowią jedne z najdonioślejszych wydarzeń w dziejach PRL-u. Jest to pierwsze wystąpienie o charakterze masowym przeciwko władzy komunistycznej po październiku 1956 roku i jednocześnie stanowiące pierwszy zaczyn do organizowania mającej się wkrótce pojawić na scenie opozycji. Marzec 1968 roku jest ważnym wydarzeniem pokoleniowym o doniosłych skutkach, ale także okoliczności związane z tym czasem są tyleż zmitologizowane jak i niejasne. Istotą Marca są po pierwsze rozbieżność między postrzeganiem tych wydarzeń przez szarą masę ówczesnych uczestników a postrzeganiem i celami, jakie postawili sobie główni gracze. W związku z tym Marzec 68 jest jednym z najbardziej zagadkowych i pełnych pytań zdarzeń w najnowszej historii Polski. Do dziś budzi on skrajne emocje a jego ocena po dziś dzień jest uzależniona najczęściej od sympatii ideologicznych i światopoglądowych.

„Puławy” contra „Partyzanci”

U źródeł wypadków marcowych leżała rywalizacja wewnątrz PZPR dwóch frakcji „puławskiej” i „natolińskiej”.  Rywalizacja ta trwała już od lat 40-tych. Zagadnienie to jest szeroko omówione w literaturze. Generalnie upadek stalinizmu, którego zwieńczeniem był w Polsce Październik 1956 roku wytworzył sytuację, w której powstał swoisty balans między obiema partyjnymi frakcjami. Początkowo „puławianie” mieli przewagę, którą zaczęli tracić w ciągu lat 60-tych na rzecz przedstawicieli frakcji „natolińskiej”. Wielkie znaczenie miał fakt, że duża część członków frakcji „puławskiej” była pochodzenia żydowskiego. Pierwotnie byli oni zagorzałymi stalinistami odpowiedzialnymi za budowę systemu terroru w powojennej Polsce. „Natolińczycy” rekrutowali się przeważnie ze środowiska polsko-proletariackiego i też uczestniczyli w machinie zbrodni stalinowskich, ale nie pełnili w systemie roli kierowniczej. Po śmierci Stalina „puławianie” zrozumieli, że jedynym sposobem utrzymania się przy władzy w sytuacji, kiedy miano do czynienia z odwilżą jest przejście na pozycje liberalne i głoszenie postulatu demokratyzacji systemu. „Natolińczycy” jako ich adwersarze byli temu przeciwni. W związku z tym „puławianie” w czasie przełomu październikowego doprowadzili do wyniesienia Władysława Gomułki do władzy, który był komunistą wcześniej odsuniętym i wsadzonym do więzienia przez ich środowisko za tzw. „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Gomułka, jako nowy szef partii i państwa musiał lawirować miedzy obiema frakcjami starając się utrzymać względną równowagę. Przewaga „puławian” zaczęła gasnąć m.in. wskutek działań frakcji „partyzantów” na czele, której stał gen. Mieczysław Moczar. Frakcja ta była w pewnym sensie kontynuacją „natolina”. Kilka słów wymaga omówienie, czym była koteria „partyzantów”. Jej założyciel gen. Mieczysław Moczar, urodzony w 1913 roku w Łodzi, jako Mikołaj Demko lub Diomko, pochodził z białorusko-polskiej rodziny robotniczej. Do komunistów przystał jeszcze przed wojną. Po jej wybuchu został sowieckim agentem, następnie działał w okupowanej Polsce, jako jeden z polowych dowódców GL/AL kierując okręgiem łódzkim a potem lubelskim. Po konflikcie z przysłanym z Moskwy Leonem Kasmanem, przeniesiony został do okręgu Kieleckiego. Kasmana Sowieci wysłali do okupowanej Polski by nawiązał urwane kontakty z kierownictwem Polskiej Partii Robotniczej (PPR). Po przybyciu odmówił on podporządkowania się szefostwu PPR-u z Gomułką na czele i odmówił również organizacji przerzutu broni dla oddziałów partyzanckich AL, w tym tych w Lubelskiem, którymi dowodził Moczar. Od tego momentu datować należy wzrastającą niechęć Moczara do komunistów pochodzenia żydowskiego i źródło jego późniejszych zatargów z koterią „puławian”. Po wojnie kierował on bezpieką w Łodzi, został awansowany do stopnia generała brygady. Po usunięciu Gomułki żeby ratować skórę musiał złożyć samokrytykę, dzięki czemu pozostał w strukturach partii pełniąc różne funkcje w tym w administracji terenowej. Po październiku Moczar uzyskał stanowisko wiceministra spraw wewnętrznych i rozpoczął budowanie wokół swojej osoby własnej frakcji zwanej „partyzantami”. Miała ono zastąpić dawną koterię „natolińską” a więc tworzyła środowisko „narodowych komunistów”. Łączyła w swoich założeniach komunizm z nacjonalizmem. Nazwa grupy Moczara wzięła się stąd, że jej przywódcy byli to dawni żołnierze Armii Ludowej z przeszłością partyzancką, do której etosu Moczar i jego ludzie bardzo chętnie się odwoływali. Oprócz Moczara frakcję te współtworzyli m.in. gen. Grzegorz Korczyński, szef wywiadu wojskowego, Franciszek Szlachcic, gen. Jan Czapla, gen. Teodor Kufel i inne osoby najczęściej związane z wojskiem. „Partyzanci” cieszyli się też poparciem Zenona Kliszki i Ryszarda Strzeleckiego mającymi wielkie znaczenie w kręgach Gomułki. W 1962 roku Moczar zdołał doprowadzić do usunięcia Antoniego Alstera. Drugiego wiceministra spraw wewnętrznych. Ponieważ Alster był „puławianinem” pochodzenia żydowskiego to jego odejście było ważnym etapem w walce między PZPR-owskimi koteriami. I wreszcie w 1964 roku szef „partyzantów” otrzymał ostatecznie upragniony resort bezpieczeństwa po odejściu Władysława Wichy.  Innym ważnym polem działania, które służyło do umocnienia pozycji Moczara był Związek Bojowników o Wolność i Demokrację, któremu szefował w latach 1964-1972 stanowiący PRL-owską organizację kombatancką. Z taką pozycją Moczar mógł grać ze swoimi przeciwnikami na całego.

Komandosi i inni

Mając coraz mniejszą możliwość manewru dawni „puławianie” rozpoczęli próby angażowania się w działania przeciw władzy Gomułki zazwyczaj pod pretekstem łamania praworządności lub swobody wypowiedzi. Do akcji o charakterze opozycyjnym wystawiani byli już nie dawni aktywiści partyjni, lecz ich dzieci bezpośrednio niezaangażowane w wydarzenia z okresu stalinowskiego, ukształtowane w dużej mierze na fali Października 1956 i mające poglądy także komunistyczne, ale nie do końca zgodne z oficjalną linią partii. Celem tych wówczas bardzo młodych ludzi, studentów i licealistów cieszących się wsparciem elit intelektualnych była reforma socjalizmu. W żadnym wypadku w grę nie wchodziła jednak całkowita likwidacja systemu. Swoistym manifestem światopoglądowym tego środowiska był list Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego z 1964 roku do partii wzywającym do reformy systemu w duchu marksistowsko-trockistowskim. Nastąpiła też aktywizacja inteligencji głównie w różnych grupach dyskusyjnych i organizacjach. Niektóre powstały jeszcze na fali odwilży przed Październikiem (Klub Krzywego Koła, Kluby Inteligencji Katolickiej, Hufiec Walterowski) i nieco później Polityczny Klub Dyskusyjny czy Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Większość z tych organizacji została z czasem zamknięta przez Gomułkę, który oskarżał ich członków o „rewizjonizm”. Z tych kół wywodziła się m.in. grupa nazwana później „komandosami”. Ukształtowała się ona w kręgu towarzyskim Adama Michnika. Byli to ludzie z rodzin partyjnych, na ogół żydowskiego pochodzenia, większość z nich uczęszczała wcześniej do renomowanych liceów warszawskich Reytana, Słowackiego czy Klementa Gottwalda, które było najbardziej w owym czasie skomunizowaną szkołą średnią w stolicy. Wielu było związanych z Hufcem Walterowskim. Nazwę „komandosów” nadano im stąd, że mieli zwyczaj pojawiać się znienacka na różnych spotkaniach i dyskusjach przeważnie na Uniwersytecie gdzie zadawali niewygodne pytania, niezgodne z oficjalną linią propagandową i prowokowali nieprawomyślne dyskusje. Oprócz Michnika do czołowych osób związanych z ta grupą należeli Teresa Bogucka, Jakub Karpiński, Jan Tomasz Gross, Aleksander Perski, Barbara Toruńczyk, Irena Grudzińska.

„Komandosi” nie byli bynajmniej jedynym środowiskiem studenckim kontestującym rzeczywistość. Inny ośrodek założony w akademikach uniwersyteckich na ulicy Kickiego zwany początkowo „Nowymi Formami” współtworzyli m.in. Józef Dajczgewand, Wiktor Górecki, Irena Lasota, Waldemar Kuczyński, Jerzy Robert Nowak. Byli to przeważnie ludzie z poza Warszawy. Powiązani z tym kręgiem byli Antoni Zambrowski, Stanisław Gómułka, Bolesław Tejkowski. Ich z kolei charakteryzował bardziej przyjazny stosunek wobec katolicyzmu i kościoła, co w tych kręgach było rzadkością. Co ciekawe ojciec Zambrowskiego Roman był komunistą pochodzenia żydowskiego i jednym z przywódców frakcji „puławskiej” a jego syn doczekał się represji z powodu ciepłych słów pod adresem katolików, co miało m.in. pewien związek ze sprawą 1000 Chrztu Polski i walką, jaką wtedy Gomułka wydał Kościołowi organizując konkurencyjne obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego. Spajający tą grupę Tejkowski przyjął z czasem poglądy nacjonalistyczne i stracił przez to kontakt ze swymi dotychczasowymi przyjaciółmi, którzy jako lewicowcy nie mogli tego zaakceptować.

Z kolei trzecia grupa ukształtowała się wokół osoby Henryka Szlajfera. Należeli tu m.in. Bogusław Świderski, Michał Komar, Jan Groński, Artur Halmin. Oni z kolei zasłynęli akcją domagania się od rządu PRL większego zaangażowania po stronie walczącego z amerykańską agresją Wietnamu. Jako trockiści uważali, że droga do budowy socjalizmu wiedzie przez permanentną światową rewolucję. Wszystkie, więc te grupy miały charakter lewicowy i domagały się reformy socjalizmu bez jego zniszczenia. W ujęciu propagandy gomułkowskiej podpadały, więc pod rewizjonizm. Ich działalność skupiała się na spotkaniach, dyskusjach, organizacji wykładów. Z czasem doszło do zbliżenia tych wszystkich grup i podejmowania wspólnych inicjatyw. Tak, więc od pewnego momentu można mówić o rozszerzonym środowisku „komandosów”. Krąg ten miał charakter elitarny. Ludzie ci nie tylko działali razem, ale też razem spędzali wolny czas, spotykali się prywatnie, jeździli na wakacje. Łączyły ich bardzo podobne poglądy i jednocześnie podobne pochodzenie. Większość z nich była dziećmi członków frakcji „puławskiej” PZPR, odsuniętej od głównego nurtu wpływów, ale wciąż mającej wiele do powiedzenia. Od razu trzeba zaznaczyć, że w tym kręgu były też osoby z innych środowisk, które zresztą później poszły kompletnie inna drogą ideową (np. J.R.Nowak, B. Tejkowski). Po Październiku 56 nie dokonano rozliczenia stalinizmu. „Puławianie” odpowiedzialni za terror minionego okresu wynieśli do władzy Gomułkę i cieszyli się parasolem ochronnym I sekretarza a więc duża część ich wpływów mimo wzrostu znaczenia „post natolińskiej” frakcji „partyzantów” Mieczysława Moczara, utrzymała się. Korzystały z tego faktu ich dzieci z kręgu „komandosów” i pokrewnych im grup.

Rzecz, bowiem charakterystyczna, że osoby te nie miały najmniejszego problemu z wyjazdami zagranicznymi do Europy Zachodniej w czasach, gdy uzyskanie paszportu dla przeciętnego obywatela PRL nieraz graniczyło z cudem i było swoistym „aktem łaski” ze strony władzy. Jest jasne, że protekcja i ochrona ze strony rodziców miały tu decydujący głos. Po co ci młodzi ludzie jeździli na zachód? Ano dzięki tym wojażom nawiązywali kontakty z przedstawicielami lewicy w tych krajach, przeważnie formacji trockistowskiej zrzeszonych w tak zwanej IV Międzynarodówce. Już na początku lat 60-tych udawał się tam Karol Modzelewski, który zaprosił i ściągnął do Polski znanego trockistę G. Dobbeleera i zapoznał go z Jackiem Kuroniem jednocześnie informując go o sytuacji w Polsce. Polskę odwiedzili też inni komuniści z Francji związani z organizacją Jeuannese Communista Revolutionaaire (JCR) Pierre Goldman i Charles Urjewicz, obaj pochodzenia żydowskiego, ten pierwszy był bandytą oskarżanym o rozboje. W podobnych celach jeździł Henryk Szlajfer, Bogusława Blajfer (pierwsza żona aktora Andrzeja Seweryna), Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, wreszcie sam Adam Michnik, który m.in. odwiedził Instytut Literacki pod Paryżem (Maisons-Laffitte Jerzego Giedroycia), nawiązując kontakty z Jerzym Gedroycem, przedstawicielami Radia Wolna Europa, Zbigniewem Brzezińskim. Jeździły i inne osoby głównie do Francji, Włoch, Belgii, Wielkiej Brytanii, Niemiec Zachodnich. Przywożono stamtąd literaturę niedostępną w PRL, nawiązywano kontakty z lewicowymi działaczami, dziennikarzami. Przybysze z tego kręgu mieli na zachodzie stałe bazy zaczepienia gdzie przyjmowano ich w gości. A więc podróże nieomal jak dla obywateli wolnego świata tyle tylko, że oni byli obywatelami komunistycznego państwa za „żelazną kurtyną”…

Od Listu 34 do „ofensywy syjonistów”

Działania tych grup wiązały się także z poparciem elit intelektualnych przede wszystkim literatów, wśród, których nie brakowało osób o zapatrywaniach lewicowych wręcz komunizujących lub po prostu takich, które w najlepszej wierze nie zgadzały się na wyskoki władzy uderzające w wolność twórczą. A takich sytuacji było coraz więcej biorąc pod uwagę, że ekipa Gomułki dokręcała śrubę i odchodziła coraz bardziej od postulatów październikowych. Przykładem tego rodzaju działań jest sprawa Listu 34 z 1964 roku. Napisany został przez ówczesnego szefa Związku Literatów Polskich (ZLP) Antoniego Słonimskiego i rozkolportowany celem zdobycia podpisów wśród pisarzy przez Jana Józefa Lipskiego. Podpisało go w sumie 34 literatów – stąd nazwa listu – sam list był krótki w treści, krytykował cenzurę, ograniczenia w dostępie do papieru dla autorów i powoływał się na konstytucję. Skierowano go na ręce Premiera Józefa Cyrankiewicza. Władze w odwecie usunęły Słonimskiego z funkcji szefa ZLP, najgorsze represje dotknęły Melchiora Wańkowicza, który stanął przed sądem, choć zrezygnowano z egzekucji wyroku, zaatakowano sygnatariuszy listu za dyskredytowanie Polski Ludowej tym bardziej, że List 34 wywołał burzę medialną na zachodzie w tym w Radiu Wolna Europa i otrzymał wsparcie wielu tamtejszych intelektualistów. Rzecz znamienna, że na zachodzie rozpropagowano jego treść zanim trafił on do Cyrankiewicza. Cała sprawa była, bowiem próbą sił w rywalizacji „puławian” z „partyzantami” i Gomułką. Ci pierwsi wykorzystując swoje kanały przecierane w tym czasie przez pierwszych „komandosów” i osoby z nimi związane przemycili tekst za zagranicę. Dzięki temu zareklamowali się, jako „demokraci” i obrońcy wolności. Ekipa Moczara temu nie zapobiegła, bo jak się zdaje chciałaby „puławianie” zrobili „coś”, co byłoby pretekstem by ściągnąć na nich represje, choć po prawdzie represje po całym zdarzeniu były praktycznie żadne. Część z sygnatariuszy wycofała się później z poparcia listu czy to pod wpływem nagonki ze strony władz czy też przejrzawszy drugie dno sprawy nie chciałaby jego przecież słuszna treść stała się narzędziem do wewnątrz partyjnych rozgrywek. W tym celu Konrad Górski wysłał pismo do Cyrankiewicza gdzie dystansował się od Listu a kilkanaście innych osób napisało do redakcji „The Times” tłumacząc, że to miała być sprawa wewnętrzna i nie miała ona na celu rozpętania nagonki zachodnich mediów na rząd PRL. W tym samym roku 1964 Karol Modzelewski i Jacek Kuroń napisali swój słynny list do partii krytykujący rząd, ale z pozycji trockistowskich, co było najlepszą ilustracją poglądów ich środowiska. Ponieważ zakończyło się to dla nich więzieniem, na blisko trzy lata zostali wyeliminowani, ale po wyjściu na wolność stali się dla środowiska „komandosów” niekwestowanymi autorytetami i przywódcami.

O świcie 5 czerwca 1967 roku armia izraelska rozpoczęła agresję przeciw krajom arabskim Syrii, Jordanii i Egiptowi. Tak się zaczęła słynna wojna sześciodniowa, która zakończyła się błyskawicznym zwycięstwem żydowskiego państwa. Wydarzenie to zdawałoby się odległe od spraw polskich miało jednak bardzo istotny wpływ na to, co się działo w PRL. Ten fragment konfliktu izraelsko-arabskiego był jednym z tych momentów, gdy świat wstrzymał oddech w obawie przed groźbą wybuchu wojny światowej między obozem zachodnim skupionym wokół USA a blokiem sowieckim.  Państwo Izrael, bowiem od dłuższego już czasu znajdywało się w obozie amerykańskim, podczas gdy w krajach arabskich były silne wpływy radzieckie. Konflikt w 1967 roku był, więc jednym z gorących momentów „Zimnej Wojny”. Rezultatem tej wojny było zerwanie stosunków dyplomatycznych przez większość krajów socjalistycznych z Izraelem. W związku z tym w tych państwach doszło do kampanii antyżydowskich określanych mianem kampanii „antysyjonistycznej”. Podobnie było w Polsce gdzie jednocześnie miały miejsce przypadki demonstrowania poparcia dla polityki Izraela przez niektóre osoby pochodzenia żydowskiego. W tych warunkach miało miejsce słynne przemówienie Władysława Gomułki na Kongresie Związków Zawodowych gdzie padły słowa o żydowskiej „V kolumnie”. Był to początek czystek antysemickich, które w pierwszej części objęły wojsko. Według różnych bardzo sprzecznych szacunków w jej trakcie wyrzucono z szeregów LWP od kilkudziesięciu do ponad 1300 osób. Dużą gorliwością i zaangażowaniem w tych działaniach odznaczyli się generałowie Wojciech Jaruzelski i Teodor Kufel. Czystki objęły też milicję oraz instytucje cywilne – państwowe i partyjne. Tym samym frakcja „puławska” otrzymała druzgocący cios ze strony Gomułki i „partyzantów”.

Najsłynniejsza inscenizacja Dziadów

Znakiem sztandarowym i zaczynem bezpośrednim właściwych wypadków marcowych była sprawa inscenizacji „Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka w warszawskim Teatrze Narodowym. Spektakl zaczęto wystawiać już w listopadzie 1967 roku, co ciekawe z okazji obchodów 50-lecia Rewolucji Październikowej. Były także plany wystawienia go w Moskwie, co zadaje kłam lansowanej niegdyś plotce, że zdjęcia przedstawiania z afisza domagał się ambasador sowiecki w Warszawie ze względu na treści antyradzieckie zawarte w przedstawieniu. Takich treści dopatrzyły się natomiast czynniki miejscowe. Do dziś nie jest jasne, kto bezpośrednio zdecydował o zawieszeniu spektaklu Dejmka, czy był to sam Gomułka czy też odbyło się to z inspiracji kręgów gen. Moczara. W każdym razie reżyser usłyszał z ust Wincentego Kraśki, szefa Wydziału Kultury KC PZPR, że sztuka ma wymowę antyradziecką i religiancką. Na decyzję o jej zawieszeniu władze zdecydowały się wskutek bardzo żywych i gwałtownych reakcji publiczności na patriotyczne lub antyrosyjskie fragmenty sztuki. Czy były to rzeczywiście spontaniczne reakcje? Może, tak – „Dziady” w reżyserii Dejmka to jedna z najlepszych interpretacji dramatu Mickiewicza a swoje wniosła na pewno znakomita kreacja Gustawa Holoubka, jako Gustawa/Konrada. Nie brakuje głosów, że mogły to być prowokacje, czy to ludzi z kręgu „komandosów” dążących na polecenie frakcji „puławskiej” do konfrontacji z Gomułką czy też może byli to agenci SB inspirowani przez Moczara chcący z kolei sprowokować drugą stronę? W każdym razie w połowie stycznia zapadła decyzja o zawieszeniu spektaklu z końcem miesiąca. 30 Stycznia odbyło się ostatnie przedstawienie. Tego dnia teatr był po brzegi wypełniony publicznością. Przybyło wielu studentów głównie z Uniwersytetu (w tym przede wszystkim ci należący do kręgu „komandosów”) i Państwowej Szkoły Teatralnej, którzy po spektaklu utworzyli pochód i ruszyli pod pomnik Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu wznosząc hasło „Niepodległość bez cenzury” wymyślone przez Karola Modzelewskiego oraz „Chcemy kultury bez cenzury!”, „Żądamy dalszych przedstawień”. (Ciekawe, że podobno po przedstawieniu Michnik i Modzelewski wrócili do domu i wcale nie poszli pod pomnik Mickiewicza!). Milicja zatrzymała 35 osób, które zostały ukarane przez kolegium. W kolejnych dniach rozpoczęła się akcja zbierania podpisów pod petycją do władz by kontynuować spektakl. Za poinformowanie o całej akcji zachodniej prasy rektor Uniwersytetu Warszawskiego podjął decyzje o relegowaniu z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Znamienne jest to, że podjęto ją na polecenie ministra Szkolnictwa Wyższego Henryka Jabłońskiego a więc na bardzo wysokim szczeblu.  Akcja protestacyjna zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Głos zabrało też środowisko literackie. Na zebraniu warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich z inicjatywy Andrzeja Kijowskiego podjęto decyzję o ogłoszeniu rezolucji potępiającej politykę kulturalną władz i domagającej się zniesienia cenzury i ograniczenia swobody twórczej. W trakcie tego zebrania padły słynne słowa Stefana Kisielewskiego o „dyktaturze ciemniaków”, co było według różnych interpretacji dosadną krytyką partii bądź po prostu cenzury.  „Kisiel” stanął też w obronie poety Janusza „Szpota” Szpotańskiego, który wcześniej został skazany na więzienie za napisanie satyrycznej opery „Cisi gęgacze, czyli bal u prezydenta”, która była ostrym pamfletem przeciw władzy Gomułki. I sekretarz zaatakował potem Kisielewskiego w publicznym wystąpieniu a jego samego pobili tzw. „nieznani sprawcy”. Protesty studentów i literatów stały się pretekstem do rozpętania antyinteligenckiej nagonki.

Bunt i represje

Tymczasem 8 marca o godzinie 12.00 z inicjatywy „komandosów” zorganizowano protest na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego z żądaniem przywrócenia na studia Michnika, Szlajfera i zaprzestania represji wobec innych studentów. Przyjęto w drodze aklamacji rezolucję zawierającą m.in. następujące stwierdzenia: „My studenci uczelni warszawskich, (…) oświadczamy: Nie pozwolimy nikomu deptać Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia Dziadów w Teatrze Narodowym, stanowi jawne pogwałcenie art. 71 Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji„. Tego samego dnia w godzinach rannych aresztowano przywódców „komandosów” Modzelewskiego, Kuronia, Szlajfera, Lityńskiego i Blumsztajna. Następnego dnia zatrzymano Michnika. Zgromadzenie studentów, które miało spokojny przebieg zostało znienacka zaatakowane przez tzw. „aktyw robotniczy” zwieziony w rejon demonstracji specjalnie podstawionymi autobusami. Nierzadko pozostający pod wpływem alkoholu członkowie „aktywu” przy pomocy pałek milicyjnych brutalnie napadli na studentów. Wkrótce pojawiły się też oddziały ZOMO i ORMO. Okazało się jednak, że zamiast stłumić protest to rozlał się on na prawie cały kraj. Następnego dnia w akcie solidarności wobec studentów Uniwersytetu odbył się wiec protestacyjny na Politechnice Warszawskiej, po którym doszło do zamieszek na ulicach miasta. Kolejne starcia miały miejsce 11 marca. Protesty objęły większość ośrodków akademickich w kraju przede wszystkim w Trójmieście, Krakowie, Łodzi, Katowicach, Lublinie, Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie, Toruniu. W większości przypadków wiece kończyły się zamieszkami i były pacyfikowane przez milicję. Oprócz największych miast doszło też do demonstracji w Bielsku-Białej, Legnicy, Radomiu czy w Tarnowie gdzie odbył się duży wiec licealistów, którzy także poparli protesty. Z końcem miesiąca fala manifestacji opadła a ostatnim aktem buntu na fali wydarzeń marcowych była demonstracja we Wrocławiu 1 maja. W stolicy zwieńczeniem protestów była „Deklaracja Ruchu Studenckiego” ogłoszona 28 marca na ostatnim wiecu na Uniwersytecie Warszawskim. Żądano w nim zniesienia cenzury, jawności życia publicznego, społecznej kontroli nad własnością państwową i przestrzegania praw obywatelskich.   Zatrzymano około 2700 osób, z czego wbrew pozorom większość wcale nie stanowili studenci, ale wielu robotników, co zadaje kłam mitowi o tym, że Marzec był wyłącznie buntem inteligencji niepopartym przez inne grupy społeczne. Na wydarzenia zareagował także Episkopat kierując pismo do Cyrankiewicza i posłowie z Koła Katolickiego „Znak” (Tadeusz Mazowiecki, Jerzy Zawieyski, Konstanty Łubieński, Stanisław Stomma, Janusz Zabłocki) formułując interpelację w sprawie represji wobec studentów.

Władza zareagowała pełną mobilizacją. Nie tylko działaniami Milicji bijącej protestujących, ale przede wszystkim zmasowaną akcją propagandową. Organizowano w zakładach pracy na terenie całego kraju „masówki”, na które spędzano załogi i urządzano spektakle propagandowe w trakcie, których wznoszono słynne nieraz groteskowe hasła jak „Studenci do nauki, literaci do pióra” lub „Syjoniści do Syjamu” (Sic!). Eksploatowano propagandowo hasło o „bananowej młodzieży”, co było aluzją do przywódców studenckich mających być rzekomo rozbestwionymi młodzieńcami wychowanymi w partyjnych puchach. 19 Marca na wiecu partyjnym w Sali Kongresowej Gomułka wygłosił przemówienie, w którym zaatakował protestujących studentów nazywając ich „wrogami Polski Ludowej”, wytknął żydowskie pochodzenie inspiratorów zajść oskarżając ich o „syjonizm”, ale jednocześnie odżegnując się od antysemityzmu, skrytykował przedstawienie „Dziadów” w reżyserii Dejmka zarzucając, że sztuka miała akcenty antyradzieckie, zaatakował personalnie Stefana Kisielewskiego i Pawła Jasienicę. –    „Niemała część młodzieży studenckiej w Warszawie, a także innych ośrodkach akademickich w kraju została oszukana i sprowadzona przez wrogie socjalizmowi siły na fałszywą drogę. Siły te zasiały wśród studentów ziarna awanturniczej anarchii, łamania prawa. Posługując się metodą prowokacji, wzburzyły umysły części młodzieży, parły do wywołania starć ulicznych, do przelewu krwi„. – Grzmiał I sekretarz. Całej sytuacji towarzyszyła kampania antyinteligencka i antysemicka – oficjalnie „antysyjonistyczna”. W ramach represji 700 osób zostało ukaranych przez kolegium, wszczęto 540 śledztw karnych, do sądów wpłynęły 262 oskarżenia, kilka tysięcy studentów relegowano z uczelni lub zawieszono w prawach studenta a wielu z pośród nich wcielono do wojska. Największe represje spotkały Uniwersytet Warszawski gdzie zwolniono część kadry w tym marksistowskich wykładowców będących oparciem dla „komandosów” (Bauman, Baczko, Brus, Hirszowicz, Kołakowski). Zamknięto sześć kierunków studiów w tym cały Wydział Filozofii. Jeżeli chodzi o przywódców „komandosów” to Kuroń i Modzelewski otrzymali po 3,5 roku więzienia a Michnik 3 lata. Rozprawiono się też w sejmie z posłami „Znaku”, którzy interpelowali w obronie studentów nazywając ich „reakcjonistami” i „polityczną resztówką w sejmie”. Łączy się z tym sprawa Jerzego Zawieyskiego, który za mowę w sejmie w obronie represjonowanych studentów i literatów został pozbawiony mandatu poselskiego i stał się ofiarą niezwykle brutalnej i agresywnej nagonki, która przywiodła go do wylewu. W jakiś czas potem Zawieyski zmarł w niejasnych okolicznościach wypadając z okna szpitala, w którym przebywał. Kolejne miesiące wypełniły czystki w partii, które wcześniej dotknęły głównie wojsko. Z PZPR wyrzucono 8 tys. członków powiązanych z dawną frakcją „puławską”.  Łączyło się to bezpośrednio z prześladowaniem osób pochodzenia żydowskiego. Czystki objęły nie tylko partię, siły zbrojne i służby, ale także wszelkie inne instytucje państwowe, zakłady pracy, uczelnie. W miejsce zwalnianych wykładowców i naukowców szybko pojawiły się nowe osoby wchodzące na ich miejsce zwane ironicznie „marcowymi docentami”.

Antysemicka czystka we władzach doprowadziła do usunięcia wielu stalinowskich zbrodniarzy i politruków, którzy nigdy nie zostali ukarani za swoje zbrodnie i była prawdziwym pogromem „żydowskiego skrzydła” PZPR. Po prawdzie emigracja, na którą się udali po Marcu do krajów zachodnich lub Izraela nie była żadną karą biorąc pod uwagę skalę ich przewinień. Paradoksalnie wielu z tych ludzi do końca życia pobierało jeszcze od państwa polskiego świadczenia emerytalne i nie zmienił tego nawet upadek komunizmu! (Vide casus Stefana Michnika lub Salomona Morela!). Wszyscy też pozostali bezkarni. Niestety represje uderzyły także w zwykłe osoby pochodzenia żydowskiego, które nie należały do partii ani nie mieszały się do polityki. W sposób niezwykle brutalny ludziom tym wypominano żydowskie pochodzenie i już sam ten fakt wystarczyłby kogoś wyrzucić z pracy i napiętnować. Usuwaniu tych osób towarzyszyły rozmaite szykany. Tysiącom Polaków żydowskiego pochodzenia nagle odmówiono prawa do mieszkania w Polsce lub bycia Polakiem (większość z tych osób miała podwójną tożsamość lub była całkiem spolonizowana). Ludzi tych pozbawiono obywatelstwa i zmuszono do emigracji dając do ręki dokument podróży w „jedną stronę”. Bolesnym materialnym symbolem tych wydarzeń jest Dworzec Gdański w Warszawie, który był miejscem pożegnań ludzi opuszczających Polskę na zawsze. Ogółem ocenia się, że tak zwana „marcowa emigracja” objęła około 15-20 tysięcy osób. Udali się oni przeważnie do Szwecji, Izraela, Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii.

Klucz do Marca

Najbardziej istotną kwestią jest wyjaśnienie, czym tak naprawdę był Marzec 1968 roku. Znalezienie właściwego klucza jest bardzo trudne choćby z tego względu, że na temat wypadków marcowych krążą skrajnie odmienne interpretacje, których kształt jest najczęściej uwarunkowany względami ideologicznymi i politycznymi. Większość historyków i publicystów głównego nurtu lansuje tezę, że był to spontaniczny ruch młodzieży studenckiej protestującej przeciw łamaniu wolności słowa i wolności twórczej. „Komandosi” i ich przywódcy są przedstawiani, jako nieskazitelni bohaterowie, których działania w tym okresie stanowią preludium walki o demokratyczną Polskę. W tym kontekście Marzec 1968 jest przedstawiany, jako pierwsze wystąpienie przeciwko komunizmowi wpisujące się już w późniejszy ciąg wydarzeń aż do sierpnia 80 i końca systemu. Tu znowu mamy do czynienia z sytuacją, gdy tzw. „ulica”, czyli masy protestujących i uczestników zamieszek to byli ludzie, którzy naprawdę wierzyli w to, że walczą z systemem może nawet naiwnie byli przekonani, że walczą o jego obalenie.

Nie byli natomiast świadomi zakulisowych niuansów. Tymczasem warto przypomnieć raz jeszcze to, o czym pisałem już wcześniej, że „komandosi” i ludzie z nimi związani sami byli socjalistami a nawet komunistami najwyraźniej związanymi z trockistowską wersją marksizmu, którzy chcieli nie obalenia komunizmu w Polsce, ale jego reformy. Weszli w konflikt z partią nie, dlatego, że im nie odpowiadał komunizm, lecz dlatego, że wyznawana przez nich jego interpretacja nie była po myśli rządzącej PZPR. Ci wszyscy ludzie inicjujący protesty studentów sami byli nie tylko „antypartyjnymi” komunistami, ale też synami i córkami komunistów najczęściej ze zdominowanej przez osoby pochodzenia żydowskiego frakcji „puławskiej”. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich głośnych nazwisk Marca, ale ta tendencja jest wyraźnie widoczna. Ich ojcowie będący na świeczniku stalinowskiej Polski zaczęli tracić wpływy polityczne po Październiku, 1956 mimo, że to oni wynieśli Gomułkę do władzy. Rosła im w siłę konkurencja w postaci narodowo-komunistycznej frakcji „partyzantów „ generała Moczara, która przejęła schedę po dawnej koterii „natolińskiej”. Jest jasne, że „puławianie” marzyli o powrocie do władzy a perspektywa umacniania się nacjonalistycznie nastawionych „partyzantów” była dla nich nie do przyjęcia.

Należało, więc usunąć Gomułkę i wrócić do władzy. Jak to zrobić? Najprościej było rozpętać niezadowolenie społeczne i doprowadzić do przełomu podobnie jak w 1956 roku. Oczywiście należało się przedstawić społeczeństwu, jako rzecznicy reform pragnący liberalizacji systemu i rozprawy ze skostniałym reżimem Gomułki, który już w tych latach wykazywał mocne „zmęczenie materiału”. Sami starzy działacze będący na bocznym torze mieli jednak coraz mniejsze pole manewru. A więc można było posłużyć się następnym pokoleniem, pokoleniem swoich własnych dzieci – wszak czystym nieubrudzonym władzą, żadnymi gierkami, pokoleniem młodych idealistów, oczytanych, inteligentnych, bywałych w świecie. Idealni kandydaci by pociągnąć młodzież i intelektualistów. A intelektualiści chętni zawsze byli by patronować młodemu pokoleniu adeptów szkół wyższych. To oni – a mówimy tu o intelektualistach marksistowskich często, (choć znowu nie wszystkich) starych partyjniaków – stanowili inspirację dla młodzieży związanej mniej czy bardziej luźno ze środowiskiem, które w końcu zebrało się pod sztandarem „komandosów”. Włodzimierz Brus, Zygmunt Bauman, Adam Schaff, Leszek Kołakowski to tylko niektóre nazwiska uczonych „ubabranych” w stalinizm i święcie wierzących (przynajmniej do czasu) w ideologię marksizmu. Czyżby, zatem dawni „puławianie” dążyli do zamachu stanu i chcieli na barkach swoich następców wrócić do władzy? Dużo wskazuje na to, że tak właśnie było. Są ślady mówiące nawet o tym, że był przygotowywany gabinet cieni mający objąć rządy po upadku Gomułki. W nowym rządzie premierem miał zostać Antoni Alster, jeden z głównych „puławian” i największych adwersarzy Moczara – usunięty przez tego ostatniego były wiceminister spraw wewnętrznych. Oczywiście pełne wyjaśnienie i ostateczne udowodnienie tej chyba więcej niż tezy wymaga dalszych badań i analizy źródeł. W każdym razie jest cały nurt w publicystyce, który właśnie tak to przedstawia będący w opozycji do badaczy głównego nurtu, wśród których są tacy tak bardzo trzymający się za wszelką cenę politpoprawności, że zaprzeczają wbrew zdrowemu rozsądkowi nawet temu, iż w łonie partii pod koniec lat 60-tych istniały jakiekolwiek frakcje mogące wpływać na politykę! Ślepota czy celowe pomijanie niewygodnych faktów?

Druga częsta interpretacja jest taka, że wypadki marcowe były prowokacją „partyzantów” dążących do przejęcia władzy w tym odsunięcia Gomułki lub przynajmniej zapewnienia Moczarowi drugiego miejsca. To brutalizacja działań w czasie tłumienia protestów i podgrzanie atmosfery miało osłabić pozycję tow. „Wiesława” w oczach Moskwy i skłonić Kreml do tego by zapalić zielone światło do „przewrotu pałacowego” w Warszawie. Możliwe, że tak naprawdę na przyczyny Marca nałożyły się obie te kwestie. Była to po prostu klasyczna walka o władzę. W wymiarze społecznym było to wydarzenie o znaczeniu pokoleniowym, odczuwane powszechnie, jako autentyczny wyraz buntu przeciw władzy. Przy ocenie Marca warto też zwrócić uwagę na kilka aspektów towarzyszących. Po pierwsze bardzo trudna kwestia istnienia lobbingu żydowskiego w ramach PZPR będącego tak naprawdę lobbingiem o charakterze narodowościowo-politycznym. Nie da się nie zauważyć, że wokół tej osi toczył się spór „puławian” z „natolińczykami” a następnie z „partyzantami”. Tu rodzi się pytanie czy osoby związane z tym lobbingiem były skłonne całkowicie zmienić barwy polityczne między innymi po to żeby zapewnić swojemu środowisku odpowiednią pozycję w innych warunkach politycznych albo nawet zgoła w innym ustroju? Pozostawiam do bez odpowiedzi do samodzielnego przemyślenia.

Wreszcie sprawa antysemickich działań władz polskich. Nie należy ich postrzegać wyłącznie w kategorii erupcji dzikich pokładów antysemityzmu zalegających w polskiej duszy, choć nie da się ukryć, że takie tendencje drzemiące u części społeczeństwa przy okazji czystki antyżydowskiej zostały uruchomione. Był to skutek walki politycznej frakcji „polskiej” PZPR z frakcją „żydowską”. Gdyby nie ta rywalizacja nikt by z Polski nie wyjechał po 1968 roku.  I druga kwestia to szerszy wymiar międzynarodowy Marca. Rok 1968 i lata sąsiednie to w ogóle okres, kiedy przez świat przetoczyła się fala masowych protestów młodzieżowych w wielu krajach we Francji, Włoszech, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Meksyku a nawet w Japonii. Ich przyczyny były bardzo różne, miały charakter ideologiczny, polityczny, obyczajowy, były w ogóle mocnym sygnałem szerokich zmian społecznych charakterystycznych dla tego okresu. Nie miejsce tu jednak na ich roztrząsanie, ale warto pamiętać, że Marzec też wpisuje się w ten szeroki nurt. Na fali tego pobudzenia światowego miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie w naszej części Europy, które odcisnęło swe piętno na Polsce. Praska Wiosna w Czechosłowacji.

Marzec 1968 roku wciąż budzi spory, rodzi kolejne pytania. Nie ulega natomiast wątpliwości, że było to wydarzenie przełomowe gdzie nałożyły się na siebie różne czynniki. Począwszy od tego czasu historia PRL wchodzi w nową fazę. Moczar nie cieszył się długo swoim triumfem. Jeszcze sam Gomułka zaczął go odsuwać i gdy w 2 lata później na fali Grudnia 70 nastąpił upadek towarzysza „Wiesława” znalazł się on kompletnie na bocznym torze. Władzę przejęła nowa ekipa rządząca z Edwardem Gierkiem na czele. Rozpoczął się proces polityczny, u którego końca widoczna już była erozja systemu.

Bibliografia:

Brochocki Jerzy, Rewolta Marcowa. Narodziny, życie i śmierć PRL, Warszawa 2000

Bubel Leszek, Kapusie na świeczniku, czyli jak Jan Tomasz Gross i Irena Grudzińska jego żona donosili do SB na swoich, portal Lustracja.net  http://www.lustracja.net/index.php/przed-i-po-marcu-68/184-kapusie-na-swieczniku-1

Doc.dr hab. Ida Martowa (jest to pseudonim P.A.), Marzec 1968. Nieudana próba zamachu stanu, Warszawa 1981

Eisler Jerzy, Polski rok 1968, Warszawa 2006

Friszke Andrzej, Anatomia Buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi, Kraków 2010

Instytut Pamięci Narodowej. Portale tematyczne. Marzec 1968, http://www.marzec1968.pl/

Jarosiński Mariusz, Marzec 68, w portal Dzieje.pl http://dzieje.pl/aktualnosci/marzec-68

Kąkol Kazimierz, Marzec 68 inaczej, Warszawa 1998

Marzec 68 – bunt studentów, walka wewnątrz PZPR, antysemityzm, portal wp.pl https://wiadomosci.wp.pl/marzec-68-bunt-studentow-walka-wewnatrz-pzpr-antysemityzm-6031585950507649a

Oblicza Marca 1968 (konferencje IPN), pod redakcją Konrada Rokickiego i Sławomira Stępnia, Warszawa 2004

Osęka Piotr, Marzec 68, Kraków 2008

Pietrzak Leszek, Bunt żydowskiej młodzieży, portal Uważam Rze.historia http://www.uwazamrze.pl/artykul/1089127/bunt-zydowskiej-mlodziezy

Tomczak Sandra, Proszek do prania ORMO „68” – marzec 1968 roku w Polsce, portal Historia.org.pl https://historia.org.pl/2013/06/30/proszek-do-prania-ormo-68-marzec-1968-roku-w-polsce/

Wydarzenia Marcowe 1968, portal PolskieDzieje.pl https://polskiedzieje.pl/polska-rzeczpospolita-ludowa/wydarzenia-marcowe-1968.html

By |2018-06-06T05:52:56+00:00Kwiecień 3rd, 2018|Historia PRL, Polska|0 komentarzy

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.