Grudzień 1970

Grudzień 1970. Czas przemian.

 

Tuż przed Grudniem

Na temat Grudnia 70 napisano już wiele, ale wciąż prawdziwe przyczyny tego tragicznego wydarzenia umykają wielu badaczom i publicystom. Nadal jest zadawane zasadnicze pytanie jak i czy musiało dojść do masakry robotników na Wybrzeżu. Jak się okazuje odpowiedź na to nie jest bynajmniej ani prosta ani jednoznaczna.

Pierwsze tygodnie grudnia 1970 tworzyły w powyższych płaszczyznach ciekawą mieszankę, której przedsmak widoczny już był podczas wydarzeń marcowych, 1968 gdy masowe protesty stały się parawanem, za którym uwypukliła się walka frakcji wewnątrz PZPR to jest dawnych Puławian z Natolińczykami – Partyzantami Mieczysława Moczara. Odsunięcie ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych gen. Moczara w 1968 zapowiadało kolejny przełom.  Na scenie politycznej do głosu zaczęli dochodzić i coraz bardziej aspirować m.in. Józef Tejchma i wiceprezes Rady Ministrów Stanisław Kociołek a przy tym dało się zauważyć jak dzięki pomocy gen. Wojciecha Jaruzelskiego szefa resortu obrony Związek Radziecki ery Leonida Breżniewa umacniał wpływy w PRL. Towarzysz Gomułka – 65 letni doświadczony działacz – jeszcze przywódca partii, balansował a jednocześnie ratował swą gasnącą pozycję kosztem nadwątlanego zdrowia, nie unikając konfrontacji z frakcjami, ale też podejmując decyzje, które miały skutki na arenie krajowej i międzynarodowej.  Zaognienie konfliktu Puławian z Partyzantami Moczara i poparcie Gomułki dla tendencji antysyjonistycznych w marcu 68 spowodowało, że w tle tej wojny partyjno-ideologicznej zaczęli wypływać ci, którzy uznali za dobrą zasadę „gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”, czyli tzw. „Technokraci” popierający Edwarda Gierka, I sekretarza KW PZPR w Katowicach jednocześnie członka Komitetu Centralnego. To był również dobry moment dla tych, którzy pomimo odsunięcia na boczny tor mogli kontestować reformy gospodarcze ostatniej Pięciolatki (1966-1970) i aspirować na stanowisko I sekretarza jak sowiecki agent Moczar i jego poplecznicy tzw. „Moczarzy” (tak dyplomaci radzieccy określali jego stronników). Zmiany w polityce międzynarodowej jak interwencja wojsk Układu Warszawskiego we Czechosłowacji w 1968 czy też podpisanie z RFN układu o gwarancji granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej jednocześnie dawały Gomułce możliwość umocnienia i zachowania władzy.  Tak jak można zauważyć podpisany 7 grudnia 1970 układ między Willy Brandtem kanclerzem RFN a Gomułką normalizował napięte stosunki polsko – niemieckie studząc animozje wynikające z koszmaru II wojny światowej. Sam fakt ze Brandt w Warszawie przeprosił Polaków za okrucieństwa Niemców było bardzo wymowne i dawało Gomułce spore uznanie w społeczeństwie. Jednakże pogorszyło to relacje z ZSRR, który niechętnie wyraził zgodę na zawarcie tego układu, bo nie mógł już swobodnie rościć sobie prawa do bycia wyłącznym arbitrem w relacjach polsko-niemieckich i mogło to utrudnić także ewentualną próbę rozszerzenia strefy wpływów na zachód, bo przecież nadal towarzysz Breżniew marzył o ekspansji komunizmu. Nie mógł się już tak łatwo powtórzyć w mniemaniu Gomułki scenariusz, jaki stwarzał pakt Ribbentrop -Mołotow. Polityka gospodarcza lansowana przez Komitet Centralny w okresie 1968-1970 skutkowała zmierzaniem ku stagnacji materialnej, bo płace realne wzrosły o 1,7% rocznie, co według zachodnich ekspertów nie przekraczało 0,5 % rocznie a więc było niezauważalne. Niewłaściwa polityka cen skupu trzody chlewnej, wpłynęła na spadek spożycia mięsa. Brak balansu pomiędzy eksportem a importem doprowadził do deficytu budżetowego na poziomie 239 mld w roku, 1970 co wpłynęło realnie na pogorszenie zaopatrzenia rynku wewnętrznego i zaowocowało jeszcze większymi kolejkami do sklepów. Lansowanie koncepcji importu maszyn i urządzeń niezbędnych dla rozwoju przemysłu odbywało się kosztem niewystarczającego zaopatrzenia w towary konsumpcyjne jak np. kawa (jej spożycie z 2 gramów rocznie w 1948 na mieszkańca wzrosło do ponad 420 gr., w 1970) co wywoływało niezadowolenie społeczne.

Przy okazji tej nonszalancji planowania ekonomicznego wychodziły na jaw partykularne interesy przedstawicieli aparatu władzy, który podejmował decyzje świadczące o wysokiej niegospodarności, czyli wydawania pieniędzy lekką ręką. Zapytany przez Gomułkę na początku 1970 premier Cyrankiewicz o to, dlaczego na jednego kierownika urzędu centralnego czy Rady Ministrów przypada 3 pracowników ten odpowiadał: „sprawdzimy to się zapoznamy z tym problemem”.

Monstrualny przyrost biurokracji postępował. Dociekliwość Gomułki i wręcz chorobliwa tendencja do czytania uchwał Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów w zakresie rozrostu biurokracji i zadawania uzasadnionych pytań, co do gospodarności stawianych członkom aktywu partyjnego na plenach KC na pewno nie przysparzała mu zwolenników. Biorąc pod uwagę wybuchowy charakter towarzysza Wiesława wielu towarzyszy partyjnych na spotkaniach służbowych z nim było łajanych inwektywami i z hukiem wylatywało za drzwi. Byli też tacy, wobec, którym wyjątkowo skracał dystans obdarzając ich wyjątkowym zaufaniem. Do grona takich ludzi należał Józef Tejchma, sekretarz biura politycznego KC, który był typowany już wtedy na zastępcę Gomułki i, który to odegra podczas wydarzeń grudniowych przełomową rolę. W tym okresie też powstały pierwsze tarcia Gomułki z Gierkiem, któremu zarzucał niegospodarność tłumacząc, że wiele kopalń w regionie śląskim gdzie ma poparcie polityczne jest zadłużona pomimo wyraźnych tendencji wzrostowych eksportu węgla. Musiał się liczyć Gomułka z faktem, że Gierek, jako przywódca 300 tys. członków PZPR (na ówczesne czasy PZPR liczyło 2,4 mln członków, więc co 7 był ze Śląska) jest poważnym graczem politycznym. Ponadto już od 1968 Gierek regularnie kontaktował się z Breżniewem umacniając swą pozycję.

Nie można zaprzeczyć, że wydarzenia, które miały miejsce na Wybrzeżu między 14-22 grudnia 1970 zapoczątkowane zostały podwyżką cen żywności ogłoszoną 12 grudnia tegoż roku uchwałą Rady Ministrów. Przemówienie radiowo-telewizyjne I sekretarza PZPR Władysława Gomułki z 13 grudnia 1970 informowało opinię publiczną o podwyżkach 45 artykułów spożywczych: mięsa średnio o 18%, mąki 0,17%, ryb i przetworów rybnych średnio o 11,7%. Realnie był to wzrost o 23 %. Podwyżki faktycznie uderzyły najbardziej w tych robotników, którzy zarabiali najmniej, co zwłaszcza uwidoczniło się przed nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia. Gomułka poparł i bronił tez o konieczności wprowadzenia podwyżek na VI plenum KC PZPR 14 grudnia 1970.

W porozumieniu z Bolesławem Jaszczukiem (od VII 1963 do grudnia 1970 sekretarz odpowiedzialny za politykę gospodarczą) doszli do przekonania, że wzrost podwyżek cen i tak realnie nie wpłynie na pogorszenie budżetów domowych a przede wszystkim robotnicy nie stracą tak wiele. Twierdził i poparł to danymi makroekonomicznymi, że pomimo braku podwyżek w ostatnich latach popyt na mięso i przetwory mięsne nie wzrastał. Uzasadnione było, więc przekonanie, że podwyżki zniwelują deficyt budżetowy a dodatkowe 22 mld przychodu budżetowego pobudzą eksport.

Przebieg wydarzeń

Niezadowolenie i wzburzenie, które powstało po doniesieniach medialnych związanych z podwyżkami cen żywności z 11 grudnia 1970 ogarnęło praktycznie cały kraj. Do największych protestów robotników doszło jednak w Gdańsku, Gdyni, Elblągu i Szczecinie. Robotnicy także przerwali pracę w niektórych zakładach przemysłowych Białegostoku, Wrocławia, Wejherowa, Warszawy a także Krakowa gdzie Milicja na Rynku Głównym próbowała powstrzymać demonstrantów. Największe protesty objęły Gdańsk gdzie miały swój początek 14 grudnia 1970 gdzie przedstawiciele zawiązanego komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej im. Lenina ruszyli wraz 3 tysięcznym tłumem w kierunku gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Komendy Miejskiej MO. Powodem radykalnych działań i determinacji robotników było niespełnienie ich postulatów, czyli zniesienia podwyżek cen, podniesienia zarobków, odsunięcia od władzy I sekretarza partii Władysława Gomułki, premiera Józefa Cyrankiewicza, Mieczysława Moczara i wicepremiera Stanisława Kociołka. Tłum napierał pod Komitet Wojewódzki Partii, aby przekazać swe postulaty I sekretarzowi KW PZPR Alojzemu Karkoszce jednak do spotkania nie doszło (przebywał na plenum KC PZPR). Wzburzeni demonstranci zażądali w rozgłośni Radia Gdańsk nadania drogą radiową swoich postulatów całemu narodowi, lecz bezskutecznie. Zapobiegawczo władza ludowa posłała przeciw robotnikom jednostki Milicji i ZOMO, które w rejonie dworca użyły pałek i gazu łzawiącego. Efektem tych działań były aresztowania wielu robotników. Apogeum niezadowolenia i chęć odbicia aresztowanych kolegów (dzień wcześniej) skłoniła robotników i tych, którzy do nich dołączali na trasie marszu (szacunkowo było ok 10 tys. demonstrantów) do przypuszczenia 15 grudnia szturmu na budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Komendy Milicji. W wyniku szturmu na gmach Komitetu zwanego potocznie Reichstagiem doszło do jego podpalenia, wskutek czego pospiesznie z niego ewakuowano helikopterami wyskakujących przez okna funkcjonariuszy. Tego dnia walki trwały jeszcze w okolicach gdańskiego dworca, których efektem było podpalenie kilku samochodów milicyjnych i zatrzymanie pojazdów opancerzonych. Przeciw petardom, gazom łzawiącym leciały kamienie, padły strzały ze strony Milicji, co przyniosło ofiary śmiertelne, zatrzymanych katowano jeszcze podczas jazdy milicyjnymi sukami.  Tego dnia w Warszawie w godzinach porannych zebrał się sztab kryzysowy – na spotkaniu Władysław Gomułka wraz z premierem Józefem Cyrankiewiczem, Mieczysławem Moczarem (sekretarzem KC odpowiedzialnym za resort spraw wewnętrznych) Marianem Spychalskim i Wojciechem Jaruzelskim podjęli w południe decyzję o użyciu broni. Sam towarzysz Gomułka świadomy powagi sytuacji i tego, że ofiar śmiertelnych może być znacznie więcej zastrzegł, aby Milicja i Wojsko strzelała w nogi. Kolejne posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR odbyło się o 15.30 w czasie, którego powołano sztab lokalny na Wybrzeżu w składzie: gen Grzegorz Korczyński (MON), gen. Henryk Słabczyk (MSW), Alojzy Karkoszka (I sekretarz KW Gdańsk), Stanisław Kociołek (wicepremier) i płk Roman Kalczyński (komendant wojewódzki MO Gdańsk). Dodatkowo został oddelegowany do Gdańska na polecenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego gen. Bolesław Chocha (szef sztabu generalnego Wojska Polskiego 1968-1973) który współdziałał z generałem Korczyńskim kierownikiem sztabu, który borykał się z chorobą alkoholową. Rozkaz Jaruzelskiego o przywróceniu porządku miała wykonać 8 dywizja zmechanizowana z Koszalina, 16 dywizja pancerna elbląska wspomagana na miejscu przez 7 dywizję desantową.

Fala strajkowa zaczęła zataczać coraz to większe kręgi.  Do strajku okupacyjnego oprócz Stoczni Lenina przyłączyła się Gdańska Stocznia Remontowa i Stocznia Północna (żądano podwyżki zarobków o 30 % i poprawy warunków mieszkaniowych). Rano 16 grudnia wojsko zablokowało wszystkie drogi dojazdowe do Trójmiasta. Nie uspokoiło to nastrojów, bo pracownicy Stoczni Gdańskiej skandujący swoje postulaty wyszli przed zakład pracy gdzie z czołgów padły strzały (zginęło 2 osoby, 11 zostało rannych). Walki też toczyły się w okolicach siedziby telewizji gdańskiej gdzie również padły ofiary. Solidarnie do strajku przyłączyła się gdyńska stocznia im Komuny Paryskiej. Wieczorem wicepremier Kociołek wygłosił w telewizji odezwę do narodu apelując o spokój i powrót do normalnej pracy.

Nieoczekiwanie nad ranem 17 grudnia na peronie przystanku kolei dojazdowej obok Stoczni Gdyńskiej rozegrały się sceny, które zaskoczyły robotników. Otóż wysiadający z kolejnych nadjeżdżających wagonów robotnicy nie przypuszczali, że w drodze do pracy z otoczonego milicją terenu zakładu padną strzały. Były ofiary śmiertelne w tym kobiety ciężarne. Łącznie zginęło kilkadziesiąt osób. W tej sytuacji robotnicy zaczęli pospiesznie pobierać ropę ze stojących na bocznicy pociągów towarowych i rzucali koktajle mołotowa w stronę opancerzonych pojazdów milicji i wojska. Łącznie walki trwały przez 2 godziny a zebrany 5 tysięczny tłum próbował sforsować bramę stoczni.  Symbolem tragedii Grudnia 70 i walki z systemem komunistycznym tego dnia a także później stał się moment, gdy grupa robotników niosła na drzwiach ulicami Gdyni zwłoki 18 letniego Zbyszka Godlewskiego również stoczniowca owiniętego flagą biało-czerwoną. Inspirowany tym wydarzeniem Krzysztof Dowgiałło napisał wiersz „Ballada o Janku Wiśniewskim” (nie znał, bowiem personaliów zabitego robotnika), do której muzykę skomponował dziesięć lat później Mieczysław Cholewa, co ciekawe tajny współpracownik SB.

Brutalne i krwawe działania władz jeszcze bardziej zacieśniły więzy robotnicze, bo do strajkujących przyłączyła się Stocznia Szczecińska im. Adolfa Warskiego i elbląski Zamech. Na terenie Stoczni Szczecińskiej komitet strajkowy próbował negocjować z I sekretarzem KW Adamem Walaszkiem, ale bezskutecznie, bo z jego inspiracji teren stoczni został otoczony kordonem Milicji. Determinacja szczecińskich stoczniowców doprowadziła do przełamania blokady i poprowadzenia powiększającego się tłumu uzbrojonego w metalowe pałki pod budynek tamtejszego Komitetu Wojewódzkiego po drodze paląc radiowozy milicyjne. Budynek Komitetu został w czasie szturmu podpalony podobnie jak też willa sekretarza Walaszka. Ostał się jedynie budynek komendy MO, który został ocalony przez odsiecz jednostek WP spoza Szczecina, w którym schronili się lokalni działacze partyjni.

Wieczorem, aby rozładować napiętą sytuację na Wybrzeżu wygłosił swe przemówienie w telewizji premier Cyrankiewicz, który dwuznacznie apelował, aby odrzucić od siebie prowokatorów i nie dawać posłuchu awanturnikom.

Próba rozładowania napięcia została podjęta przez lokalne gremium działaczy w Gdańsku gdzie zebrał się Komitet Wojewódzki PZPR. Oprócz miejscowych działaczy w spotkaniu uczestniczyli wicepremier Stanisław Kociołek, minister przemysłu ciężkiego Franciszek Kaim, sekretarz Komitetu Zakładowego PZPR oraz jego zastępca. Nieoczekiwanie do spotkania dołączył Zenon Kliszko wraz z Ignacym-Logą Sowińskim (członek komitetu Centralnego i Biura Politycznego PZPR, 1965-1971 zastępca przewodniczącego Rady Państwa). Kliszko ostro zareagował twierdząc, że władze stoczni nie realizują linii partii a tu przecież trwa kontrrewolucja, z którą trzeba walczyć siłą, bo nawet, jeśli zginie 300 robotników to bunt zostanie zdławiony a w razie, czego zostaną ściągnięte jednostki wojskowe. Podkreślił to, jako druga osoba w Komitecie Centralnym i zaufany człowiek Gomułki, co zadaje kłam obiegowej wersji, że tę decyzję podjął Kociołek. Trzeba też zaznaczyć, że obieg informacji między KC PZPR a resortami bezpieczeństwa był wtedy wielowątkowy wpisujący się w koncepcję zarządzania kryzysowego tzw. bezpiecznika, któremu hołdował generał Wojciech Jaruzelski. Polegała ona na tym, że branie odpowiedzialności za podejmowanie decyzji rozkładało się na zastępców a ośrodek decyzyjny z dala od frontu kontrolował poczynania podwładnych. Gdy jeden z bezpieczników zawodził, kolejny był uruchamiany i kontrolowany z góry, (dlatego tak trudno do tej pory ustalić winnych masakry na Wybrzeżu).

Sam Generał, który był odpowiedzialny za resort obrony w momencie największych krwawych zajść na Wybrzeżu nie uczestniczył w nich, ale na miejsce zamiast niego posłano wiceministra obrony generała Chochę. Jaruzelski, w tym czasie miał inne zadanie. Otóż od 14 grudnia na bieżąco był informowany przez wiceministra spraw wewnętrznych Franciszka Szlachcica o rozwoju sytuacji na Wybrzeżu. Ciekawy jest też fakt, iż za pośrednictwem łączy cywilnych – a nie MSW (obawiał się podsłuchu) informacje też otrzymywał I sekretarz KW w Katowicach Edward Gierek od płk. Władysława Pożogi, późniejszego wiceministra spraw wewnętrznych. Jaruzelski był, zatem doskonale zorientowany, co do sytuacji w KC; wiedział, jakim nastrojom ulega Gomułka a jednocześnie też słuchał sugestii Aleksandra Kosygina Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Państw Układu Warszawskiego a także radzieckiego ministra obrony marszałka Andrieja Antonowicza Greczko.

Spiskowcy czekali na odpowiedni sygnał śledząc uważnie rozwój sytuacji również dezinformując samego Gomułkę, który już 14 grudnia otrzymywał raporty o ofiarach śmiertelnych wśród milicjantów a przecież pierwsi zabici i doniesienia o ofiarach były datowane na 15 grudnia. Znając wybuchowy charakter Gomułki i jego problemy sercowo-naczyniowe miało to duży wpływ na jego dalsze decyzje.

17 grudnia stało się jasne, że ofiar śmiertelnych na Wybrzeżu przybywa, co dało istotny impuls spiskowcom zwłaszcza po rozmowie Breżniewa z Gomułką, który nie wierzył w kontrrewolucyjny charakter zamieszek w Trójmieście. Potwierdzało to ewidentnie, że Breżniew stracił do Gomułki – swojego niepokornego wasala – zaufanie. Sam jednak Gomułka był świadom tego, że jeżeli tzw. kontrrewolucja wymknie się pod kontroli to Polska podzieli los Węgier z 1956 bądź też Czechosłowacji z 1968 roku jak również los tamtejszych przywódców. Po jednym ze spotkań w KC Cyrankiewicz miał relacjonować jak widział rozbitego psychicznie I sekretarza: „ A gdy to się będzie rozszerzać to my będziemy strzelać a gdy nie wystarczy to zawołamy Armię Radziecką i utopi się wszystko we krwi, gdzie podzieją się wszyscy ojczyźniani? Co będzie z niepodległością?

Sztab Generalny Wojska Polskiego pod ścisłym nadzorem Jaruzelskiego pospiesznie ściągnął z Trójmiasta gen Chochę, który miał koordynować działanie 1 Dywizji zmechanizowanej (stacjonującej pod Legionowem), jednostki zmechanizowaną z Olsztyna oraz jednostki MON i BOR w sumie ponad 3400 żołnierzy. Powodem powiedzmy to oficjalnym miała być pacyfikacja Huty Warszawa gdzie nie dochodziło do masowych demonstracji a były jedynie sygnały dotyczące kolportażu ulotek. Operacja nosiła kryptonim „Cytadela” i postanowiono użyć wspomnianych mundurowych do osłony gmachów KC PZPR, Urzędu Rady Ministrów i Belwederu. Od tego momentu spiskowcy posiadali już nie tylko parasol polityczny, ale też i militarny gdyby Gomułka nie zamierzał oddać władzy w pokojowy sposób. Czesław Kiszczak relacjonował, że wraz z Jaruzelskim zamierzali siłowo rozwiązać ewentualny problem odsunięcia od władzy Gomułki i jego zaplecza politycznego. Nawet w podziemiach gmachu KC PZPR czekały na instrukcje uzbrojone w broń ostrą oddziały WSW.

Pierwsze próby przekonania Gomułki o oddaniu władzy miały miejsce 17 grudnia, kiedy na rozmowę z nim udał się Józef Tejchma. Gomułka był przeświadczony o tym, że jego stan zdrowia i wiek może stanowić przeciwskazanie by dalej trzymać się kurczowo swych funkcji jednak w jego ocenie nie było godnego następcy, który mógłby prowadzić politykę suwerenną wobec ZSRR i kolejnych jego przywódców. Intuicja i doświadczenie polityczne go nie myliły, bo za jego plecami wierni nowemu rozdaniu politycznemu a przede wszystkim wierności i uległości wobec doktryny Breżniewa (zaaprobowana przez Leonida Breżniewa w kwietniu 1970 roku doktryna polityczna mówiła, że: „Kraje socjalistyczne nie powinny realizować swych interesów narodowych kosztem międzynarodowego socjalizmu”) realizowali ostateczny plan odsunięcia go od sterów rządzenia. Na poparcie tej tezy przemawia też fakt, że już 16 grudnia 1970 wicepremier PRL Piotr Jaroszewicz, który realizując swoje założenia służbowe przy Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej w Moskwie został nagle odwiedzony w swoim gabinecie przez premiera ZSRR Aleksieja Kosygina. Jaroszewicz kurtuazyjnie odmówił spotkania premierowi ZSRR tłumacząc, że wyszła już z biura sekretarka i nie będą mogli się napić herbaty. Udali się, więc do biura wicepremiera i przedstawiciela ZSRR przy RWPG Michaiła Lesieczki, (którego się obawiali a takie obawy wyrażał w swych pamiętnikach Piotr Jaroszewicz przyszły premier Polski Ludowej). Po uzyskaniu instrukcji Jaroszewicz już 17 grudnia był w Warszawie. Jednocześnie za pośrednictwem ambasadora ZSRR w PRL został wysłany list nie bezpośrednio do I sekretarza, ale zaadresowany do Biura Politycznego KC PZPR. Właśnie tego dnia Józef Cyrankiewicz poinformował o tym wtajemniczonych (Kanię-kierownika wydziału administracyjnego KC PZPR, Edwarda Babiucha, Tejchmę i Moczara). Zresztą ambasador ZSRR rozmawiał z Gomułką 16 grudnia, ale ten świadomy zaciskającej się pętli zapytany przez niego o charakter demonstracji gdańskich ze złością rzekł: „ towarzysze radzieccy powinni mieć swoje rozeznanie sytuacji, bo on przecież nie zabronił ani Moczarowi, ani Jaruzelskiemu informować ich swoimi kanałami o przebiegu wypadków”. Tymczasem odpowiedzialni za przewrót pałacowy pilnie obserwowali sytuację. 18 Grudnia w gabinecie Moczara obradowali Wojciech Jaruzelski, Kazimierz Świtała, Józef Kępa ( I sekretarz Komitetu Warszawskiego), generałowie Bolesław Chocha i Tadeusz Pietrzak (Komendant Główny MO). Oficjalnie zastanawiali się nad wariantem użycia wojska i Milicji (operacja pod kryptonimem Bastion). Zabezpieczono kwadrat ulic warszawskich między Gagarina, Alejami Jerozolimskimi, Rozbrat, Myśliwiecką, Marszałkowską. Teren był nieprzypadkowy, bo tam mieściły się ważne obiekty państwowe jak gmach Sejmu czy budynek KC PZPR. Był to plan awaryjny a jednocześnie realna groźba użycia siły tym bardziej, że Gomułka jeszcze przed rozmową z Breżniewem 17 grudnia w swoim gabinecie złożył postulat, aby przedstawić pod obrady Sejmu ustawę o stanie wyjątkowym. Jednocześnie Kania prowadził rozmowy w Biurze Politycznym KC PZPR próbując przekonać do poparcia usunięcia I Sekretarza potencjalnych oponentów. Rozmowy takie przeprowadził z: Edwardem Babichem, Józefem Kempą, Kazimierzem Rokoszewskim, Stanisławem Kowalczykiem, Stanisławem Stefańskim, Wincentym Kraśko, Andrzejem Werblanem i wieloma członkami kierownictw rożnych ministerstw. Gdy w nocy z 17 na 18 grudnia Gomułka trafił do szpitala stało się jasne, że nie będzie stanowił już realnej groźby a jego stan zdrowia będzie stanowił kolejny pretekst by go usunąć. (Gomułka nie widział na jedno oko w wyniku powikłań po wylewie). Po tym wydarzeniu tempo działania warszawskich emisariuszy zwolenników doktryny Breżniewa nabrało rozmachu, bo już z nocy 18 na 19 grudnia do domu Gierka dotarli Franciszek Szlachcic, wiceminister spraw wewnętrznych (przyjaźnił się z Gierkiem od lat) i Stanisław Kania. Złożyli wtedy Gierkowi propozycję nie do odrzucenia, aby to on objął funkcję I sekretarza. Edward Gierek zwany też w pewnych kręgach „Sztygarem” rozprawiając przy koniaku kurtuazyjnie odmówił twierdząc, że tu w Katowicach mu dobrze a poza tym boryka się z zaawansowaną pylicą płuc. Jednakże im dłużej trwały rozmowy jego niechęć malała zwłaszcza po tym jak otrzymał zapewnienie od Kani, że Gomułka złoży pisemne oświadczenie o swej rezygnacji a poza tym uzyska poparcie wszystkich resortów siłowych w tym także Wojskowej Służby Wewnętrznej. Przekazanie stanowiska I sekretarza „Sztygarowi” prawdopodobnie było nieuniknione, bo tego dnia już miał lądować w Katowicach specjalny wysłannik Moskwy, ale złe warunki atmosferyczne zatrzymały go w czeskiej Ostrawie. Niewykluczone, że Moskwa poinstruowała odpowiednio wcześniej wtajemniczonych w całe przedsięwzięcie. Być może nawet sam zainteresowany miał jedynie udawać zaskoczonego złożoną propozycją, aby po latach móc przedstawiać opinii publicznej zmyślone historie na temat swojej „intronizacji”, co miało dopomóc w budowaniu odpowiedniego wizerunku.

Grudzień 1970

Grudzień 1970

Bilans Grudnia

Tak samo wydaje się zastanawiające, dlaczego bunt wybuchł w Stoczni Gdańskiej i innych zakładach branży okrętowej? Pewne światło na to rzuca list Gomułki napisany tuż po wydarzeniach grudniowych z 27 III 1971 gdzie tłumaczył genezę ekonomiczną wydarzeń grudniowych. Gomułka z dużym naciskiem podkreślał fakt, że Stocznię Gdańską w strukturach zarobkowania – co raportował tow. Kociołek – cechowało występowanie tzw. kominów płacowych w ramach, których wielu robotników (nawet kilkuset z nich) nieuczciwie pobierało premię. Gdy afera wyszła na jaw i proceder nie mógł być kontynuowany rzesza pracowników niezadowolonych rosła. Gdy jeszcze wskażemy kolejną grupę zawodową stoczni, czyli więźniów w młodym wieku, którzy zostali zatrudnieni tuż przed zakończeniem odbywania wyroku to widać, że taka mieszanka wybuchowa niekontrolowana należycie przez działaczy partyjnych, komisje związkowe i inne elementy mogła wywołać iskrę, która przy tak dużej grupie zatrudnionych byłaby bardzo trudna do opanowania.  Zastanawiające jest to, że ta grupa zawodowa i społeczna zarabiała nieźle, porównywalnie do górników. A tymczasem w zagłębiu węglowym na południu kraju panował spokój. Czyżby, zatem towarzysz Edward –„Sztygar” miał tak duże poparcie sił lokalnych na swoim terenie w tym partyjnych i dodatkowo posiadał parasol ochronny ze strony Moskwy, że nie musiał się obawiać buntu na Śląsku? Może właśnie tak było a eksplozja na Wybrzeżu była z premedytacją zainspirowana. Nie mogła ona przecież ze względu na swą lokalizację zaszkodzić namaszczonemu przez Kreml następcy Gomułki.  Warto przy tym zwrócić uwagę na wzmożoną aktywność bezpieki na Pomorzu. W wyniku prowadzonych wytężonych działań operacyjnych w czasie wydarzeń grudniowych i bezpośrednio po nich SB zwerbowała do współpracy aż 53 osoby (do grona znanych można zaliczyć zwerbowanego 19 grudnia 1970 przez funkcjonariusza SB kpt. Edwarda Graczyka Lecha Wałęsę, TW o pseudonimie „Bolek”). W takich warunkach nie jeden opozycjonista nie miał najmniejszych szans, aby móc skutecznie kontestować system domagając się spełnienia swoich postulatów, bo wcześniej czy później był szykanowany, szantażowany, brutalnie przesłuchiwany lub ginął w niewyjaśnionych okolicznościach a aktem łaski był kilkuletni wyrok. Służby wywiadowcze ZSRR też na bieżąco były informowane, co się dzieje podczas wydarzeń grudniowych. Na polecenie Kremla ówczesny konsul generalny w Gdańsku otrzymał polecenie, aby wszyscy obywatele ZSRR przebywający na tych terenach składali raporty o tym, co się dzieje podczas zamieszek i nie tylko. Przy takim rozeznaniu wywiadowczym na każdym szczeblu społecznym czy też politycznym Kreml doskonale wiedział, co się dzieje i mógł planować misterną strategię utrwalania porządku, który miał swój początek w Jałcie dając do zrozumienia tym wszystkim zwłaszcza Gomułce, że nie można samodzielnie kreować jakiejkolwiek polityki suwerenności czy też niezależności.

Każda cena, która miała przynieść konkretny, założony efekt polityczny była przez władze sowieckie do zaakceptowania. Liczył się jedynie skutek, czyli podtrzymanie władzy w każdym kraju wasalnym. Bilans wydarzeń grudniowych to 44 zabitych (niektóre źródła mówią nawet o ponad 800 ofiarach, bo wiele osób grzebano na cmentarzach nocą w bezimiennych mogiłach), rannych 1164, zostało aresztowanych trzy tysiące osób. Zamieszki tłumiło 5 tys. milicjantów i 27 tys. żołnierzy. 20 Grudnia 1970 na VII plenum KC PZPR został zmuszony do rezygnacji Gomułka, który ze względu na zły stan zdrowia zrobił to pisemnie. Był jednocześnie naciskany, aby w ogóle odszedł z Biura Politycznego. Jego następcą został towarzysz Gierek, który 24 stycznia 1971 słynnym przemówieniem do robotników Stoczni Szczecińskiej a przede wszystkim słynnym zapytaniem „Jak towarzysze? Pomożecie?” Przekonał robotników do zakończenia definitywnie strajków (strajki były przerwane po 19 grudnia, ale kontynuowane aż do końca tego miesiąca). Podwyżki cen zaaprobowane 12 grudnia przez rząd zostały zniesione w marcu 1971 roku przy jednoczesnym podniesieniu wydatków płacowych dla wszystkich grup społecznych o 6,5 mld złotych. Zmiany też nastąpiły w Biurze Politycznym KC gdzie 23 grudnia zdymisjonowany został Józef Cyrankiewicz a na fotelu premiera zastąpił go Piotr Jaroszewicz. W niebyt polityczny odeszli i przestali się liczyć ci z Biura KC PZPR, którzy przyczynili się do wzrostu napięcia na Wybrzeżu, czyli Kociołek, Korczyński, Kliszko. Próbowano im przypisać w mniejszym lub większym stopniu odpowiedzialność za rozkaz i strzelanie do niewinnych ludzi zapominając, że przede wszystkim to ówczesny minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski był za to odpowiedzialny odpierając nawet po latach zarzuty jakoby nie miał z tym nic wspólnego. Fakt jest jednak faktem, że jego lojalna polityka wobec Moskwy miał nadal umacniać zależność PRL od wschodnich mocodawców a jakiekolwiek formy sprzeciwu były paraliżowane przez Służby PRL lub wojsko kontrolowane przez zadaniowanego agenta w roli namiestnika.

Autor:

Szczepan Barański

Bibliografia:

Andrzej Albert, Najnowsza Historia Polski 1918-1980 , cześć IV 1956-1980, Polonia Book Fund 1989.

Jakub Andrzejewski, Gomułka i inni Dokumenty z archiwum KC 1948-1982 , Warszawa 1986.

Sławomir Cenckiewicz, Sprawa Lecha Wałęsy,Poznań 2008.

Jerzy Eisler, Czterdzieści piec lat które wstrząsnęły Polską , Warszawa 2018.

Jerzy Eisler, Grudzień 1970 .ipn.gov.pl.

Jerzy Eisler , Andrzej Szwarc, Paweł Wieczorkiewicz, Polska Dzieje Polityczne ostatnich dwustu lat, Warszawa 1997.

Piotr Gajdziński, Gierek Człowiek z Węgla , Poznań 2014.

Generał Wojciech Jaruzelski w rozmowie z Janem Osieckim , Warszawa 2014.

Lech Kowalski, Jaruzelski – Generał ze skazą , Poznań 2012.

Henryk Pająk, Stanisław Żochowski, Rządy Zbirów 1940-1990, Lublin 1996.

Wojciech Roszkowski,  Najnowsza Historia Polski 1945-1980 , Warszawa 2003.

Józef Tejchma Stary Świadek Nowej Historii Polski, Warszawa 2015.

Teresa Torańska, Byli, Warszawa 2006.

Paweł Wieczorkiewicz, Justyna Błażejowska, Przez Polskę Ludową na przełaj i na przekór, Poznań 2011.

By |2018-09-19T18:03:33+00:00Wrzesień 19th, 2018|Historia PRL, Polska|0 komentarzy