Reklamy

Nie można zaprzeczyć, że wydarzenia, które miały miejsce na Wybrzeżu między 14-22 grudnia 1970 zapoczątkowane zostały podwyżką cen żywności ogłoszoną 12 grudnia tegoż roku uchwałą Rady Ministrów. Przemówienie radiowo-telewizyjne I sekretarza PZPR Władysława Gomułki z 13 grudnia 1970 informowało opinię publiczną o podwyżkach 45 artykułów spożywczych: mięsa średnio o 18%, mąki 0,17%, ryb i przetworów rybnych średnio o 11,7%. Realnie był to wzrost o 23 %. Podwyżki faktycznie uderzyły najbardziej w tych robotników, którzy zarabiali najmniej, co zwłaszcza uwidoczniło się przed nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia. Gomułka poparł i bronił tez o konieczności wprowadzenia podwyżek na VI plenum KC PZPR 14 grudnia 1970.

W porozumieniu z Bolesławem Jaszczukiem (od VII 1963 do grudnia 1970 sekretarz odpowiedzialny za politykę gospodarczą) doszli do przekonania, że wzrost podwyżek cen i tak realnie nie wpłynie na pogorszenie budżetów domowych a przede wszystkim robotnicy nie stracą tak wiele. Twierdził i poparł to danymi makroekonomicznymi, że pomimo braku podwyżek w ostatnich latach popyt na mięso i przetwory mięsne nie wzrastał. Uzasadnione było, więc przekonanie, że podwyżki zniwelują deficyt budżetowy a dodatkowe 22 mld przychodu budżetowego pobudzą eksport.

Przebieg wydarzeń

Niezadowolenie i wzburzenie, które powstało po doniesieniach medialnych związanych z podwyżkami cen żywności z 11 grudnia 1970 ogarnęło praktycznie cały kraj. Do największych protestów robotników doszło jednak w Gdańsku, Gdyni, Elblągu i Szczecinie. Robotnicy także przerwali pracę w niektórych zakładach przemysłowych Białegostoku, Wrocławia, Wejherowa, Warszawy a także Krakowa gdzie Milicja na Rynku Głównym próbowała powstrzymać demonstrantów. Największe protesty objęły Gdańsk gdzie miały swój początek 14 grudnia 1970 gdzie przedstawiciele zawiązanego komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej im. Lenina ruszyli wraz 3 tysięcznym tłumem w kierunku gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Komendy Miejskiej MO. Powodem radykalnych działań i determinacji robotników było niespełnienie ich postulatów, czyli zniesienia podwyżek cen, podniesienia zarobków, odsunięcia od władzy I sekretarza partii Władysława Gomułki, premiera Józefa Cyrankiewicza, Mieczysława Moczara i wicepremiera Stanisława Kociołka.

Tłum napierał pod Komitet Wojewódzki Partii, aby przekazać swe postulaty I sekretarzowi KW PZPR Alojzemu Karkoszce jednak do spotkania nie doszło (przebywał na plenum KC PZPR). Wzburzeni demonstranci zażądali w rozgłośni Radia Gdańsk nadania drogą radiową swoich postulatów całemu narodowi, lecz bezskutecznie. Zapobiegawczo władza ludowa posłała przeciw robotnikom jednostki Milicji i ZOMO, które w rejonie dworca użyły pałek i gazu łzawiącego. Efektem tych działań były aresztowania wielu robotników. Apogeum niezadowolenia i chęć odbicia aresztowanych kolegów (dzień wcześniej) skłoniła robotników i tych, którzy do nich dołączali na trasie marszu (szacunkowo było ok 10 tys. demonstrantów) do przypuszczenia 15 grudnia szturmu na budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Komendy Milicji. W wyniku szturmu na gmach Komitetu zwanego potocznie Reichstagiem doszło do jego podpalenia, wskutek czego pospiesznie z niego ewakuowano helikopterami wyskakujących przez okna funkcjonariuszy. Tego dnia walki trwały jeszcze w okolicach gdańskiego dworca, których efektem było podpalenie kilku samochodów milicyjnych i zatrzymanie pojazdów opancerzonych. Przeciw petardom, gazom łzawiącym leciały kamienie, padły strzały ze strony Milicji, co przyniosło ofiary śmiertelne, zatrzymanych katowano jeszcze podczas jazdy milicyjnymi sukami.  Tego dnia w Warszawie w godzinach porannych zebrał się sztab kryzysowy – na spotkaniu Władysław Gomułka wraz z premierem Józefem Cyrankiewiczem, Mieczysławem Moczarem (sekretarzem KC odpowiedzialnym za resort spraw wewnętrznych) Marianem Spychalskim i Wojciechem Jaruzelskim podjęli w południe decyzję o użyciu broni. Sam towarzysz Gomułka świadomy powagi sytuacji i tego, że ofiar śmiertelnych może być znacznie więcej zastrzegł, aby Milicja i Wojsko strzelała w nogi. Kolejne posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR odbyło się o 15.30 w czasie, którego powołano sztab lokalny na Wybrzeżu w składzie: gen Grzegorz Korczyński (MON), gen. Henryk Słabczyk (MSW), Alojzy Karkoszka (I sekretarz KW Gdańsk), Stanisław Kociołek (wicepremier) i płk Roman Kalczyński (komendant wojewódzki MO Gdańsk). Dodatkowo został oddelegowany do Gdańska na polecenie gen. Wojciecha Jaruzelskiego gen. Bolesław Chocha (szef sztabu generalnego Wojska Polskiego 1968-1973) który współdziałał z generałem Korczyńskim kierownikiem sztabu, który borykał się z chorobą alkoholową. Rozkaz Jaruzelskiego o przywróceniu porządku miała wykonać 8 dywizja zmechanizowana z Koszalina, 16 dywizja pancerna elbląska wspomagana na miejscu przez 7 dywizję desantową.

Fala strajkowa zaczęła zataczać coraz to większe kręgi.  Do strajku okupacyjnego oprócz Stoczni Lenina przyłączyła się Gdańska Stocznia Remontowa i Stocznia Północna (żądano podwyżki zarobków o 30 % i poprawy warunków mieszkaniowych). Rano 16 grudnia wojsko zablokowało wszystkie drogi dojazdowe do Trójmiasta. Nie uspokoiło to nastrojów, bo pracownicy Stoczni Gdańskiej skandujący swoje postulaty wyszli przed zakład pracy gdzie z czołgów padły strzały (zginęło 2 osoby, 11 zostało rannych). Walki też toczyły się w okolicach siedziby telewizji gdańskiej gdzie również padły ofiary. Solidarnie do strajku przyłączyła się gdyńska stocznia im Komuny Paryskiej. Wieczorem wicepremier Kociołek wygłosił w telewizji odezwę do narodu apelując o spokój i powrót do normalnej pracy.

Nieoczekiwanie nad ranem 17 grudnia na peronie przystanku kolei dojazdowej obok Stoczni Gdyńskiej rozegrały się sceny, które zaskoczyły robotników. Otóż wysiadający z kolejnych nadjeżdżających wagonów robotnicy nie przypuszczali, że w drodze do pracy z otoczonego milicją terenu zakładu padną strzały. Były ofiary śmiertelne w tym kobiety ciężarne. Łącznie zginęło kilkadziesiąt osób. W tej sytuacji robotnicy zaczęli pospiesznie pobierać ropę ze stojących na bocznicy pociągów towarowych i rzucali koktajle mołotowa w stronę opancerzonych pojazdów milicji i wojska. Łącznie walki trwały przez 2 godziny a zebrany 5 tysięczny tłum próbował sforsować bramę stoczni.  Symbolem tragedii Grudnia 70 i walki z systemem komunistycznym tego dnia a także później stał się moment, gdy grupa robotników niosła na drzwiach ulicami Gdyni zwłoki 18 letniego Zbyszka Godlewskiego również stoczniowca owiniętego flagą biało-czerwoną. Inspirowany tym wydarzeniem Krzysztof Dowgiałło napisał wiersz „Ballada o Janku Wiśniewskim” (nie znał, bowiem personaliów zabitego robotnika), do której muzykę skomponował dziesięć lat później Mieczysław Cholewa, co ciekawe tajny współpracownik SB.

Brutalne i krwawe działania władz jeszcze bardziej zacieśniły więzy robotnicze, bo do strajkujących przyłączyła się Stocznia Szczecińska im. Adolfa Warskiego i elbląski Zamech. Na terenie Stoczni Szczecińskiej komitet strajkowy próbował negocjować z I sekretarzem KW Adamem Walaszkiem, ale bezskutecznie, bo z jego inspiracji teren stoczni został otoczony kordonem Milicji. Determinacja szczecińskich stoczniowców doprowadziła do przełamania blokady i poprowadzenia powiększającego się tłumu uzbrojonego w metalowe pałki pod budynek tamtejszego Komitetu Wojewódzkiego po drodze paląc radiowozy milicyjne. Budynek Komitetu został w czasie szturmu podpalony podobnie jak też willa sekretarza Walaszka. Ostał się jedynie budynek komendy MO, który został ocalony przez odsiecz jednostek WP spoza Szczecina, w którym schronili się lokalni działacze partyjni.

Reklamy