Samo istnienie zorganizowanej opozycji było ewenementem w skali krajów demokracji ludowej. Co prawda w Czechosłowacji działali aktywiści związani z Kartą 77 jednak tam skala działalności była o wiele mniejsza. W Polsce opozycjoniści starali się działać dwutorowo. Niektóre działania wymagały zejścia do podziemia jednak większość organizacji starała się działać w ramach obowiązującego porządku prawnego. Miało to utrudnić rozbicie organizacji przez władze. Opozycja często, więc odwoływała się do zapisów konstytucji (których rząd nie przestrzegał w zakresie wolności słowa, sumienia itd.) a także istotnym odniesieniem był fakt podpisania przez władze PRL aktu końcowego KBWE. Rządy krajów komunistycznych ratyfikowały ten akt w ramach polityki uśpienia czujności zachodu w latach 70-tych, co oficjalnie określano, jako politykę odprężenia, ale nie zamierzały bynajmniej wywiązać się z jego postanowień. Niemniej jednak tym posunięciem stwarzały przynajmniej na polu prawnym ułatwienie dla działalności opozycyjnej. Skala oporu nie była w tym czasie masowa jednak fakt istnienia zorganizowanej opozycji musiał budzić niepokój także w Moskwie gdzie dojrzewała myśl o zmianie kierownictwa zwasalizowanej Polski. Gierek i jego ekipa coraz gorzej radzili sobie z sytuacją a w dodatku narazili się Kremlowi swoistą próbą emancypacji. W ramach wiary w rzekomą silną pozycję PRL kierownictwo doszło do wniosku, że Polska musi zbudować własną bombę atomową.

Plany te były ukrywane przed Rosjanami ci jednak bardzo szybko się dowiedzieli o zamiarach Gierka, który nieopatrznie dopuścił do tajemnicy głównego rezydenta sowieckiego w Polsce, jakim był gen. Wojciech Jaruzelski. Mający kierować pracami nad bombą gen. Sylwester Kaliski został w 1978 roku śmiertelnie ranny w wypadku drogowym. Tym samym wyrok na ekipę Gierka już zapadł. Jego rywale partyjni ze Stanisławem Kanią na czele zacierali ręce oczekując dogodnego momentu. Tak jak w przypadku Grudnia 70 gdy usunięto Gomułkę nad przebiegiem wydarzeń czuwał Jaruzelski, który już niebawem miał być osobiście namaszczony przez Moskwę na jej namiestnika w Polsce. Podobnie jak w przypadku innych przewrotów pałacowych w PRL dobrym tłem dla zmiany ekipy mógł być kryzys kontrolowany. Faktycznie fala strajków w 1980 roku zbiegła się raczej nieprzypadkowo w czasie ze zmianą kierownictwa partii i państwa. Z drugiej jednak strony komuniści nie docenili skali społecznego oporu, który przerósł o niebo to, co miało miejsce wcześniej. Zostały uruchomione pokłady autentycznego społecznego entuzjazmu i zaangażowania, które zmusiły władze do poważnego potraktowania powstałego zagrożenia.

Zmęczenie społeczeństwa kryzysem gospodarczym musiało doprowadzić do wybuchu i to niezależnie od zakulisowych kombinacji związanych z wymianą rządu. Nadto jeszcze naród polski otrzymał potężne moralne wsparcie dla swych aspiracji. 16 X 1978 roku konklawe kardynałów w Watykanie wybrało papieżem Polaka – arcybiskupa Karola Wojtyłę, metropolitę krakowskiego. Wybór ten niemający precedensu w dziejach był potężnym ciosem w komunizm. Na czele znienawidzonego przez komunistów Kościoła Rzymskokatolickiego stanął hierarcha duchowny wywodzący się z kraju socjalistycznego. Zarówno w Warszawie, jaki w Moskwie zdawano sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie ten fakt. Mimo tego Gierek musiał się zgodzić na wizytę nowego papieża w Polsce, mimo, że Kreml go przed tym przestrzegał. Jan Paweł II odbył pielgrzymkę do ojczyzny w czerwcu następnego roku. Witały go tłumy ludzi, co pokazało siłę i ogromne znaczenie wiary katolickiej w polskim społeczeństwie mimo 30 lat ateistycznej propagandy. Pielgrzymka miała wielki wpływ psychologiczny na naród, budziła nadzieje i wiarę m.in. w to, że Polacy zasługują na lepszy los niż ten, który oferowali jej aktualni włodarze kraju. Słynne słowa Papieża-Polaka wygłoszone na Placu Zwycięstwa w Warszawie były zaczynem dla przebudzenia rodaków: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Po tym wszystkim potrzebna była już tylko iskra.

W przeddzień strajku

Warto się zastanowić, dlaczego do wybuchu doszło w Gdańsku. Odpowiedź jest chyba dość oczywista. Trójmiasto było areną tragicznych wydarzeń Grudnia 70 i urosło przez to rangi symbolu. Bunt miał być oparty o robotników a przemysł stoczniowy na Wybrzeżu tworzył ogromne zaplecze społeczne dla takiego scenariusza. Wreszcie pod koniec lat 70-tych to właśnie Gdańsk stał się jednym z najważniejszych obok Warszawy, Śląska czy Krakowa gniazd opozycji. Tu działały założone w kwietniu 1978 roku Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. WZZ Wybrzeża działały na zasadzie komitetu założycielskiego, który w zamyśle twórców miał w przyszłości dać początek niezależnym od władz związkom zawodowym. Postulowano w tym środowisku demokratyzację życia i ożywienie przez to aktywności społecznej. Bieżąca działalność koncentrowała się na obronie praw pracowników w tym organizowaniu pomocy prawnej dla poszkodowanych przez władze, propagowaniu pamięci o zajściach z grudnia 70 i wydawaniu oraz kolportażu podziemnej prasy na czele z „Robotnikiem Wybrzeża”.  Oprócz wymienionych wyżej trzech założycieli (A. Gwiazda, K. Wyszkowski, A. Sokołowski) WZZ-ety tworzyli Joanna Duda-Gwiazda, Bogdan Borusewicz, Jan Karandziej, Bogdan Lis, Andrzej Bulc, Alina Pieńkowska, Maryla Płońska, Anna Walentynowicz, Lech Kaczyński, Tadeusz Szczepański, Andrzej Kołodziej i szereg innych osób. W kręgu tym pojawił się też Lech Wałęsa, którego rola była, co najmniej nie jasna w związku z tym, że w latach 1970-1976 był zarejestrowany, jako agent SB o pseudonimie „Bolek”.