Omijając z trudem śledzących ją agentów dostała się na teren stoczni tuż przed południem wwieziona tam autem przez życzliwe osoby. Została owacyjnie przywitana przez protestujących. Początkowo żądania oprócz przywrócenia Walentynowicz do pracy objęły 1000 złotych podwyżki i przyznanie dodatku drożyźnianego. Do strajku szykowano się też w innych zakładach między innymi w „Elmorze” gdzie pracował A. Gwiazda. Czekano tam jednak na rozwój wypadków w stoczni. Sami organizatorzy strajku nie wiedzieli jeszcze jak wielką skalę przybierze protest. Tymczasem w stoczni oczekiwano na przybycie namaszczonego na przywódcę Wałęsy. W sumie spóźnił się on kilka godzin a sprawa okoliczności jego dotarcia na teren stoczni budzi poważne wątpliwości. Okazuje się, że prawda na ten temat niekoniecznie pasuje do oficjalnej hagiografii przywódcy Solidarności. Wałęsa po dziś dzień nie potrafi wyjaśnić racjonalnie powodów spóźnienia do stoczni a co więcej za każdym razem opowiada inną wersję przebiegu swego dotarcia na jej teren. Po pierwsze nie wiadomo, dlaczego zdecydował się na legendarny „skok przez płot” ( a może przez mur?) a nie na wejście do stoczni przez bramę, co było wbrew jego twierdzeniom jak najbardziej wykonalne. Nie potrafi też wskazać ostatecznie miejsca gdzie wszedł na teren stoczni. Tablica upamiętniająca „skok” Lecha umieszczona na ogrodzeniu stoczni przez władze Gdańska sygnuje tylko jedno z możliwych miejsc. Wałęsa twierdzi, że wszedł tam sam a tymczasem w jednym ze wskazanych przez niego miejsc mur jest tak wysoki, że nawet zdrowy, dorosły mężczyzna nie był wstanie samodzielnie go sforsować. Sami świadkowie też podają różne wersje. Wreszcie najbardziej sensacyjne wydają się rewelacje mówiące o tym, że Wałęsa został przywieziony motorówką Marynarki Wojennej.

Trudno to jednoznacznie zweryfikować, ale poszlaki takie istnieją i stanowią argument za tym, że być może za działaniami Wałęsy stała w tym czasie już nie SB, ale Wojskowa Służba Wewnętrzna. Są ślady mówiące, że Wałęsa współpracował z WSW jeszcze w czasie swej zasadniczej służby wojskowej. Czyżby, zatem jego dawni mocodawcy przejęli go, gdy nie był już agentem bezpieki cywilnej? Jeśli tak to, jakie zadanie miał do wykonania? Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że nie ma na to jednoznacznych dowodów i w dużej mierze jesteśmy w tej sprawie skazani na domysły. Nie można, więc twierdzić, że z pewnością był on agentem WSW. Jeszcze inny opis tej sytuacji znajdujemy w pamiętnikach Jerzego Kozłowskiego „Byłem stoczniowcem”, uczestnika strajku, do dziś jednego z wielkich obrońców Wałęsy. Opisuje on szczegółowo swoją rolę i pomoc we wprowadzeniu Wałęsy na teren stoczni. To on miał go podprowadzić do odpowiedniego miejsca przy murze, gdy nie udała się próba normalnego wejścia na teren zakładu. Tyle tylko, że Kozłowski to były tajny współpracownik SB o pseudonimach „Kolega” i „Konrad”. Był bardzo groźnym agentem bezpieki aż do samego końca systemu rozpracowującego Solidarność, której był – a jakże –członkiem! Podobno do dziś z szacunkiem wypowiadają się o nim żyjący funkcjonariusze SB, którzy z nim pracowali! Absolutnie szokujące są relacje pochodzące ze szczytów partyjnych. W kręgu Gierka padały stwierdzenia mówiące o tym, że Wałęsa jest „naszym człowiekiem” lub, że pełni podwójną rolę pracując zarówno dla bezpieki jak i dla opozycji.

Tego rodzaju enuncjacje można znaleźć w wypowiedziach ministra przemysłu maszynowego Aleksandra Kopcia, ministra spraw wewnętrznych Stanisława Kowalczyka, doradcy ekonomicznego Gierka Pawła Bożyka i wreszcie samego I sekretarza KC PZPR, który przyznał się w rozmowie z Januszem Rolickim, że wiedział o roli Wałęsy od Kowalczyka, chociaż w udzielonym mu słynnym wywiadzie „Przerwana Dekada” oficjalnie ocenzurował tę informację twierdząc, że agenturalność Wałęsy „to był absurd”. Jak widać nawet Gierek po latach bał się prawdy o Wałęsie. Radość z powodu objęcia przywództwa strajku przez Wałęsę miał też wyrazić dyrektor stoczni Klemens Gniech, który uznał, że będzie można się z nim dogadać. Podobne konkluzje znajdują się w raportach wywiadu NRD. Jak więc widać rola Wałęsy w czasie strajku jest mówiąc delikatnie niejasna. Późniejsze działania i decyzje Wałęsy zdają się wskazywać, że miał on za zadanie być „hamulcowym” dla buntu a więc jego przywództwo było prawdopodobnie próbą kontrolowanego skanalizowania nastrojów. Niespodziewany rozwój strajku sprawił jednak, że Wałęsa stanął wobec sytuacji, której nie przewidział i która jak się zdaje mogła go przerosnąć. Mimo woli został wypchnięty na wodza nie tylko strajku, ale całego narodu w walce z reżimem. Jego cechy osobowości sprawiły, że najwyraźniej uwierzył w swoją szczególną rolę. Od tego czasu Wałęsa zaczął się motać na lewo i prawo i nie wiedział już, wobec kogo ma być lojalny – wobec narodu, który w niego uwierzył czy wobec władzy, która stała za jego placami dzierżąc w ręku teczkę „Bolka”. Stanięcie po stronie władzy oznaczało kompromitację przed społeczeństwem, sprzeciw wobec władzy oznaczał ujawnienie kompromitujących faktów i koniec rozwijającej się kariery, która tak nieoczekiwanie na niego spadła. Wygląda na to, że po dziś dzień Lech Wałęsa nie wyleczył się z tych dylematów. Rozwój jego dalszej ścieżki politycznej dużo jeszcze powie na temat jego rzeczywistej roli.

Tymczasem fala strajkowa w błyskawicznym tempie się rozwijała. Już następnego dnia w Trójmieście strajkowało około 50 tysięcy osób. Tylko w Gdańsku stanęły 54 zakłady. Wówczas też stało się jasne, że konieczna będzie koordynacja strajkujących przedsiębiorstw. Ze Stoczni Gdańskiej wypłynęły wtedy zapewniania o tym, że stoczniowcy nie podpiszą żadnego układu z władzą bez porozumienia z innymi zakładami. W nocy z 14 na 15 sierpnia przywódcy WZZ podjęli decyzję o działaniach zmierzających do rozszerzenia akcji strajkowej i postawienia postulatu rejestracji wolnych związków zawodowych oraz uwolnienia więźniów politycznych. Postanowiono też o utworzeniu międzyzakładowego komitetu strajkowego. W związku z tym nazajutrz doszło do strajku w stoczni gdyńskiej im. Komuny Paryskiej na czele, którego stanął dopiero, co tam zatrudniony Andrzej Kołodziej. Dzięki akcji Andrzeja Gwiazdy i Bogdana Lisa stanął Zakład Okrętowych Urządzeń Elektrycznych i Automatyki  „Elmor” gdzie Lis został przewodniczącym komitetu strajkowego. Protestowały wszystkie zakłady przemysłu stoczniowego, port, rafineria i komunikacja miejska. W stoczni gdańskiej ostatecznie sformowano skład komitetu strajkowego, do którego weszli m.in. A. Walentynowicz, L. Wałęsa, L. Prądzyński, B. Felski, J. Borowczak, H. Jagielski i kilkanaście innych osób.

Powstał pomysł żeby na czele strajku postawić Annę Walentynowicz jednak sama zainteresowana to odrzuciła twierdząc, że w zmaskulinizowanym zakładzie, jakim jest stocznia na czele strajku musi stanąć mężczyzna. Tak, więc przywódcą został Wałęsa forsowany od samego początku przez Borusewicza. Lista postulatów rozszerzała się m.in. o żądanie budowy pomnika ofiar Grudnia 70. Przy tej okazji ze strony Walentynowicz padł nawet postulat upamiętnienia na terenie stoczni ofiar zbrodni katyńskiej. Cały czas toczyły się bardzo trudne negocjacje z władzami stoczni. 16 sierpnia władze zgodziły się na podwyżkę płac do 1500 złotych, budowę tablicy ku czci ofiar Grudnia i przywrócenie Walentynowicz i Wałęsy do pracy. Po godzinie 14.00 Wałęsa ogłosił przegłosowany przez komitet koniec strajku obwieszczając zwycięstwo. Poszło to tym łatwiej, że duża część delegatów wydziałowych przy komitecie strajkowym to byli współpracownicy SB. Za zgodą Wałęsy wpuszczono ich do Sali BHP gdzie toczyły się rozmowy z dyrekcją. Część protestujących zaczęła opuszczać stocznię jednak znaczna część robotników i działaczy WZZ była zbulwersowana zakończeniem protestu w szczególności sprzeciwili się temu delegaci z pozostałych zakładów. Padły oskarżenia o zdradę. Był to krytyczny i jednocześnie przełomowy moment strajku, w którym ważyły się dalsze jego losy. Wówczas to Henryka Krzywonos, pracownica tramwajów gdańskich miała zakrzyknąć do Wałęsy „Sprzedaliście nas! Teraz wszystkie zakłady wyduszą jak pluskwy!”. Chociaż jest to prawda należy zwrócić na marginesie uwagę, że działalność H. Krzywonos jest jednym z przykładów mitologizacji niektórych elementów Sierpnia 80, które potem weszły do propagandy historycznej III RP (Krzywonos jest od 2015 roku posłem z ramienia Platformy Obywatelskiej). Mianowicie przypisuje się jej rozpoczęcie strajku w Wojewódzkich Zakładach Komunikacyjnych Gdańsk- Gdynia.