Doszło też do rozłamu wśród robotników strajkujących w porcie gdańskim. Pyka obiecywał realizację postulatów finansowo-socjalnych w zamian za zrzeczenie się tych o charakterze politycznym. Mimo tego już następnego dnia jego misja się załamała. Dzięki energicznemu przeciwdziałaniu członków MKS-u ze stoczni udało się przekonać rozłamowców do pozostania w szeregach strajkujących i ponownego podjęcia uczestnictwa w pracach MKS. Ogromna tu była m.in. rola Anny Walentynowicz, która ponownie wygłosiła dramatyczny apel do pracowników „remontówki” a także Andrzeja Gwiazdy, Mariana Świtka, Mariana Siwego, Czesława Nowaka, którzy skutecznie przekonywali oponentów. W efekcie tego Pyka odjechał do Warszawy z niczym. Tego dnia (20 sierpnia) do strajku włączyły się placówki pozaprzemysłowe a mianowicie Politechnika i Uniwersytet Gdański, Opera i Filharmonia Bałtycka. Oznaczało to masowe rozszerzenie protestów na inne grupy społeczne w tym przypadku na inteligencję. Było to bardzo groźne dla władz, bo solidarność różnych „klas” społecznych oznaczała praktycznie bunt całego narodu. Do tej pory tej solidarności „między klasowej” brakowało podczas eskalacji konfliktów z władzą. Ostatni raz Polacy byli tak jednomyślni w październiku 1956 roku. Wobec fiaska misji Pyki i dalszej eskalacji protestów (tego dnia strajk zaczynają zakłady w Elblągu, Ustce i Słupsku) 21 sierpnia do Gdańska przyjechał wicepremier i minister rolnictwa Mieczysław Jagielski. Miał on za zadanie twarde trzymanie się linii obrony kontrolowanych przez rząd związków zawodowych jedynie z możliwością jakiejś reformy ich działania. Podobnie jak Pyka próbował też rozbijackiej roboty negocjując ze strajkującymi z pominięciem MKS-u. Dzień później w Szczecinie rozmowy ze strony rządowej podjął drugi wicepremier Kazimierz Barcikowski. Jednocześnie bezpieka i milicja intensyfikowała działania operacyjne na terenie całego Trójmiasta i nie tylko. Sytuacja dla władz stawała się coraz mniej komfortowa w związku z coraz częstszymi wizytami zagranicznych dziennikarzy. O strajku było już głośno na całym świecie. Zaczęły spływać pieniądze do MKS-u wysyłane także z zagranicy przez zachodnie organizacje związkowe oraz pochodzące ze zbiórek od całego społeczeństwa. Wsparcie szło z całego kraju, zaangażowany był kościół a nawet rolnicy, którzy dostarczali żywność protestującym.  22 sierpnia w Stoczni zjawili się dwaj intelektualiści z Warszawy Bronisław Geremek (właśc. Benjamin Lewertow, historyk pochodzenia żydowskiego, w latach 1950 – 1968 członek PZPR, za oficjalny powód wystąpienia z partii podawał inwazję ZSRR na Czechosłowację) i Tadeusz Mazowiecki (reprezentant środowisk katolickich kolaborujących z komunistami, członek PAX-u, poseł na sejm PRL z katolickiego koła „Znak”, w okresie stalinowskim autor proreżimowych artykułów), którzy wręczyli Wałęsie tekst apelu sformułowanego przez grupę warszawskich intelektualistów wzywającego do dialogu i kompromisu z władzą.

Zarówno Geremek jak i Mazowiecki mieli w przeszłości za sobą okres współpracy z władzą komunistyczną. W latach 70-tych byli już powiązani z opozycją demokratyczną. Podobno na sugestię Wałęsy zaproponowali swoją pomoc w charakterze doradców. Natychmiast ściągnięto do Gdańska Andrzeja Wielowieyskiego, Bohdana Cywińskiego, Tadeusza Kowalika i Waldemara Kuczyńskiego. Co ciekawe przylecieli oni samolotem, w którym miejsca załatwił im wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski a na warszawskim lotnisku Okęcie żegnał ich wysoko postawiony funkcjonariusz MSW w randze pułkownika, który życzył im „pożytecznej pracy dla państwa socjalistycznego”! Czyżby była to kolejna próba deradykalizacji i zakulisowego przejęcia kontroli nad strajkiem w sytuacji, kiedy nie wiadomo było jak dalej się zachowa Wałęsa? Wyglądało to jednoznacznie na polityczno-agenturalną operacja ze strony władzy. W każdym razie jest to jeden z niejasnych motywów Sierpnia 80 nieprzystający do oficjalnej wersji wydarzeń. Po przyjeździe do Gdańska z osób tych utworzono 24 sierpnia tak zwaną Komisję Ekspertów, do której dołączyła jeszcze Jadwiga Staniszkis. Komisja otrzymała potem wsparcie ze strony m.in. Jana Olszewskiego, Władysława Siły-Nowickiego, Andrzeja Stelmachowskiego i Wiesława Chrzanowskiego. Generalnie propozycje Komisji miały często wymiar nazbyt kompromisowy i nie uwzględniały determinacji strajkujących w sprawie bezwzględnego zrealizowania postulatu rejestracji wolnych związków zawodowych. Było to zresztą po myśli lewicy korowskiej (mającej wpływ ideowy na członków Komisji Ekspertów) sceptycznie w nastawionej do idei samodzielnych związków zawodowych. Było to przyczyną tego, że duża część strajkujących nie ufała za bardzo ekspertom. Andrzej Gwiazda zauważył swego czasu, że Mazowiecki i jego doradcy potrafili bardzo szybko w pewnych sprawach zmienić zdanie i przekonująco przedstawić zupełnie przeciwne koncepcje.

Tymczasem 23 sierpnia za pośrednictwem wojewody Kołodziejskiego zostały ustalone warunki rozpoczęcia bezpośrednich negocjacji delegacji rządowej z MKS-em, co oznaczało, że Jagielskiemu podobnie jak wcześniej Pyce nie udało się negocjować z pominięciem ośrodka przywódczego strajku i grać na rozbicie protestujących. Wieczorem Jagielski przybył do stoczni, w której zjawiła się także delegacja MKS-u szczecińskiego skupiającego w tym czasie 134 zakłady. W tym czasie gdańskiemu MKS-owi podlegało już 388 zakładów. Tego dnia wydrukowano też pierwszy egzemplarz Strajkowego Biuletynu Informacyjnego „Solidarność”. Dwa następne dni upłynęły głównie na nabożeństwach oraz organizacji przedstawień artystycznych dla strajkujących przez aktorów trójmiejskich teatrów. Doszło też do zawieszenia negocjacji z władzami. Jako warunek ich wznowienia MKS podał ustami swego rzecznika prasowego Lecha Będkowskiego wznowienie połączeń telefonicznych Trójmiasta z resztą kraju, co zostało częściowo spełnione. 26 sierpnia o 11.00 zostały wznowione rozmowy z delegacją rządową a tematem rozmów była kwestia kluczowa, czyli rejestracja wolnych związków zawodowych. Tego dnia strajki rozlały się na cały kraj. Powstał kolejny MKS we Wrocławiu zainicjowany przez pracowników zajezdni autobusów MPK nr. VII. Strajki objęły Warszawę, Kraków, Poznań, Łódź, Rzeszów, w kolejnych dniach Wałbrzych, Bielsko-Białą wreszcie 28 sierpnia dotarły na Górny Śląsk gdzie dzień później powstał kolejny MKS tym razem w kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu- Zdroju. Oznaczało to bunt w całej Polsce. W tej sytuacji władze zostały zmuszone do uznania postulatów strajkujących i tym samym wytworzyła się sytuacja dogodna do zawarcia porozumienia. Ostatnie dni sierpnia to moment szczytowy negocjacji. Największe spory budziła sprawa rejestracji wolnych związków zawodowych. Władze nie chciały za wszelką cenę dopuścić do utworzenia organizacji niezależnej od rządu. Było to nie do pomyślenia w komunistycznym, policyjnym państwie. Komisja Ekspertów była gotowa pójść w tej sprawie na kompromis wbrew stanowisku strajkujących. Dla nich był to najważniejszy punkt i rezygnacja z jego realizacji podważała według opinii wielu cały sens strajku.

Na tym tle doszło do konfliktu między Staniszkis a Mazowieckim reprezentującym ugodowe stanowisko. Ostatecznie Biuro Polityczne KC PZPR skapitulowało wobec żądań strajkujących. Protest praktycznie w całej Polsce, dalsze straty w gospodarce będące rezultatem przestoju w produkcji i determinacja strajkujących przyczyniły się do przyspieszenia zawarcia porozumienia. Najpierw zawarto je w Szczecinie 30 sierpnia a 31 sierpnia w Gdańsku. Tu porozumienie podpisano w Sali BHP o godzinie 16.00. Dokonał tego ze strony strajkujących słynnym wielkim długopisem Lech Wałęsa a ze strony władz wicepremier Mieczysław Jagielski. Strajkujący właściwie osiągnęli swe cele z tą różnicą, że w porozumieniu nie było mowy o wolnych związkach, lecz o niezależnych, samorządnych związkach zawodowych.  Najpóźniej, bo dopiero 3 września podpisano porozumienie z MKS-em w Jastrzębiu – Zdroju i kilku innych zakładach na Śląsku. W Gdańsku MKS przekształcono w Międzyzakładowy Komitet Założycielski (MKZ) gdyż zdawano sobie sprawę, że po zakończeniu walki należało jak najszybciej przystąpić do organizowania związku. 17 września powołano do życia Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, który po dwóch miesiącach przepychanek proceduralnych z władzą został zarejestrowany w Sądzie Najwyższym. Dyskusyjna jest kwestia tego, kto wymyślił tę nazwę. Oficjalnie podaje się wersję, że pomysłodawcą był Karol Modzelewski. Jest to nieprawda i najwyraźniej element sztucznego legendowania lewicy korowskiej. Nazwę tę w rzeczywistości wymyślił Krzysztof Wyszkowski, który jeszcze przed sierpniem działając w WZZ-etach myślał o wydawaniu tytułu prasowego o tej nazwie. Jak sam wspomina wpadł na ten pomysł w bibliotece gdzie znalazł informację o istniejącej pod koniec XIX wieku Partii Robotniczej „Solidarność”. W czasie strajku pod tą nazwą ukazywał się biuletyn informacyjny redagowany przez Wyszkowskiego. Formę graficzną opracował natomiast Jerzy Janiszewski. Ocenia się, że w strajkach sierpniowych wzięło udział w całej Polsce około 700 tysięcy osób a protesty objęły około 700 zakładów pracy.