Od 1920 jego ojciec tworzył Komitet Rewolucyjny wzmacniający na terenie Polski Kraj Rad, by później poszerzać kadry Komunistycznego Uniwersytetu Mniejszości Narodowych Zachodu w Moskwie – partyjnej uczelni kształcącej działaczy komunistycznych, głównie z krajów sąsiadujących z ZSRR, aby po powrocie do kraju około 1946 r. w ramach  okazanych zasług zacząć pracę w Centralnym Komitecie Żydów w Polsce, jako członek jego Prezydium oraz kierownik Wydziału Kultury i Propagandy. Wsparty takimi tradycjami wchodzący w dorosłość Aleksander zapewne czytający publikacje matki Walentyny Najdus (profesora Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk) np.: „Polacy w rewolucji 1917 r.” czy „Lewica polska w Kraju Rad 1918-1920” zaczął kształtować się, jako dobry obywatel, ale pytanie, jakiego kraju?

Na spotkania Klubu zwanego również klubem raczkujących rewizjonistów składającego się z grup historyków, poetów, filozofów, uczęszczały również z namaszczeniem ważnych rodziców ich dzieci (do klubu należał Andrzej Titkow syn Walentego Titkowa I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR). Spotkania dyskusyjne Raczkujących Rewizjonistów przypominały czasami wypady plenerowe hufców walterowskich (zresztą mieli w swoich szeregach doświadczonego zastępowego w osobie wychowawcy młodzieży Jacka Kuronia). Spotykano się na wsi pod Rozalinem gdzie ZMS (Związek Młodzieży Socjalistycznej) oddał im do dyspozycji ośrodek. Półtora roku działalności członków upłynęło na prelekcjach i odczytach m.in. socjologa Zygmunta Baumana, komunisty żydowskiego pochodzenia, który po powrocie z ZSRR w 1945 w szeregach Ludowego Wojska Polskiego już, jako szef Oddziału Propagandy i Agitacji Zarządu Politycznego wsławił się zwalczaniem podziemia niepodległościowego. W liście do Czesława Miłosza pisał on: „My sowieckimi kolbami nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie bez alienacji”.  Jak podaje Piotr Gontarczyk badacz z IPN-u Bauman podpisał na przełomie 1944 akt współpracy z UB pod kryptonimem Semjon, (co ciekawe sam zainteresowany na łamach Gurdian w 2007 złożył samokrytykę przyznając się do współpracy i popełnionego błędu w przeszłości). Taki właśnie autorytet moralny i naukowy (od 1960 szef katedry Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego) najprawdopodobniej zabierał głos, gdy otwarcie dyskutowano o publikacjach Róży Luksemburg „Rewolucja Rosyjska, „Moje Życie” Lwa Trockiego, „Zniewolony Umysł” Czesława Miłosza.

Swoją światopoglądową cegiełkę na tym etapie wnosił z zacięciem filozoficznym Leszek Kołakowski. Na przełomie lat 40 i 50 tworzył podwaliny systemu stalinowskiego współtworząc z Bronisławem Baczko – też klubowiczem owianym złą sławą Instytut Kształcenia Kadr Naukowych KC PZPR. Obaj gorliwie za aprobatą władz komunistycznych prowadzili zażartą nagonkę na Tadeusza Kotarbińskiego i Władysława Tatarkiewicza. Kołakowski po 1956 należał do środowiska tzw. rewizjonistów, którzy zainspirowani referatem Chruszczowa zaufali Gomułce wierząc naiwnie, że system społeczno-polityczny można zreformować. Jego sztandarowym dokonaniem z tego okresu było dzieło, „Czym jest Socjalizm” opublikowane na łamach „Po prostu”. Autor w myśl maksymy stworzonej przez siebie gloryfikował ustrój: „Socjalizm jest to ustrój, który…  Eh!, Co tu dużo mówić? Socjalizm jest to naprawdę dobra rzecz”. Uważał, że lepiej tworzyć socjalizm, czyli ustrój, który da początek przemianom światopoglądowym nawet zapoczątkowanym przez sojusznicze ZSRR niż hołdować cywilizacji i wartościom niemieckiej III Rzeszy.

W dyskusji brali też udział przedstawiciele Kościoła do tej pory prześladowani (kardynał Wyszyński głowa kościoła polskiego po 1956 r wraca z internowania) a głos zabiera ks. Bronisław Dembowski skłaniając zebranych do refleksji – w większości ateistów – czy da się dowieść istnienia Boga. Działalność Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności zatacza coraz szersze kręgi nie tylko społeczne, ale też oddziaływające na środowiska siłą rzeczy się przenikające tu mam na myśli organizacje studenckie UW. Tutaj nie można pominąć roli Karola Modzelewskiego, historyka, studenta założyciela Klubu Dyskusyjnego Uniwersytetu Warszawskiego (założony w 1962 r, do którego należeli również stali bywalcy Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności w tym także Jacek Kuroń). Tutaj pojawiają się chodzący jak cień za Kuroniem i Modzelewskim agenci SB, którzy zostali zwerbowani z bliskiego otoczenia zainteresowanych. Do najbardziej aktywnych należał były harcerz z Krakowa Krzysztof Gąsiorowski (TW. Edward Klinowski), były więzień stalinowski, od 1960 prowadził działalność agenturalną, poznał bliżej Kuronia na obozie walterowskim w Bieszczadach w 1962 r. Na podstawie jednej z przeprowadzonych rozmów z Kuroniem TW Klinowski w 1963 raportował, że Jacek wieszczy upadek systemu, bo rządy opierają się na skrzyżowaniu ideologii endeckiej z socjalistyczną, którą można określić, jako burżuazyjno-socjalistyczną a jedynym wyjściem dla niego jest reprywatyzacja lub mocne przesunięcie na lewo poprzez rewolucję. Uważał, że tzw. rządy pułkowników nie oprą się kołom katolickim a przyszłe chwycenie za pysk przybliży krach systemu. „Klinowski podsumowuje raport: „Kuroń jest fantastą, ale i człowiekiem czynu o tęgim rozumie. Jestem przekonany, że nie rzuca słów na wiatr. Musi istnieć jakaś forma organizacji, którą reprezentuje i chce realizować Kuroń. Sadzę, że działalność tego ugrupowania sięga aż do kręgów centralnych naszych władz”.

Klub Poszukiwaczy Sprzeczności

Klub Poszukiwaczy Sprzeczności

Ciekawym wiarygodnym źródłem informacji był TW Wacław, czyli Andrzej Mazur współpracownik Kuronia z Kwatery Głównej ZHP, którego zwerbowano w 1959 r. Informował on SB o kontaktach Kuronia i Modzelewskiego z lewicą francuską (Kuroń miał mu wręczyć Biuletyn IV Międzynarodówki po francusku). Z jego raportów wyłania się obraz Kuronia, jako dobrze zorientowanego w sytuacji politycznej i prognozującego przyszłość. Oto notatka: „Zdaniem Kuronia rewolucji dokona młody aparat partyjny, który ma swoje zadanie a do tej pory nie wypowiedział się, bo przerost biurokracji i ręczne sterowanie gospodarcze przyniosą krach gospodarczo-polityczny”. Mazur infiltrując środowisko Klubu Dyskusyjnego zręcznie moderował dyskusją tak, aby poznać sympatie lub antypatie wyróżniających się członków. Sygnalizował, że każda legalna władza opiera się na aparacie partyjnym wskazując grupę puławską. Podniosło się wtedy larum wśród zebranych, którzy bez przebierania w słowach stwierdzili, że to są skurwysyny sterowane przez bezpiekę. Modzelewski proponował raczej postawić na technokrację, która nie jest reprezentowana przez elitę władzy, ale stanowi skrystalizowaną grupę nacisku. W tym czerwonym sosie grup rewolucyjnych wypływa na powierzchnie jeszcze jedno interesujące źródło informacji, jakim był TW Wacław znany, jako Bolesław Tejkowski, socjolog, wyrzucony z partii za odchylenia lewicowe, miał specjalne zadanie infiltrowania środowisk sympatyzujących z młodymi działaczami partyjnymi, którzy utrzymywali kontakty ze środowiskami w kraju i zagranicą tzw. Trockistami. Zadanie miał ułatwione, bo na wydziale socjologii Uniwersytetu Warszawskiego był asystentem doc. Zygmunta Baumana. Podczas rozmowy z Mazurem w swym mieszkaniu na Hożej miał on podsumować Baumana: „robi wrażenie sprzedanego reżimowi, ale też opowiadał o pomyśle by tworzyć nowe elity z dzieci aktualnych przywódców partyjnych i ministrów a poprzez nich wywierać wpływ na linię polityczną”. Aby jeszcze bardziej kontrolować środowisko młodzieży, szkół średnich, studentów, kadry naukowe uniwersytetu a także środowiska kulturalne szeroko pojętej inteligencji i jednocześnie skutecznie wpływać na bieg wydarzeń werbowano kolejnych zaufanych ludzi do współpracy. Aby materiał dowodowy dał podstawę by postawić kropkę nad “i” zdecydowano się przeanalizować to, co się działo w klubie w 1963 roku. Nie bez wpływu na to by zamknąć klub ( a miało to miejsce latem) były notatki pisane przez dyrektora Staromiejskiego Ośrodka Kultury Wacława Babiejczuka. Babiejczuk oficjalnym tonem propagandowym pisał: „Klub Poszukiwaczy Sprzeczności wywiera nieodpowiedni wpływ na młodzież. Uważamy, że należałoby zmienić opiekunów Klubu i zagwarantować odpowiednią polityczną opiekę i kierownictwo