Reklamy

W partii zakończenie strajków sierpniowych zlało się z VI Plenum KC, na którym odbywało się dożynanie Gierka i jego ekipy. Dotychczasowy I sekretarz przypłacił stres ostatnich tygodni swej władzy zawałem serca i pobytem w szpitalu. W tej sytuacji „zatroskani” o jego zdrowie spiskowcy skupieni wokół duetu Kania – Jaruzelski nie mieli już żadnych przeszkód by sięgnąć po władzę. Nowym I sekretarzem został Stanisław Kania, który do tej pory w KC odpowiadał za sprawy bezpieczeństwa. W ramach przetasowań kadrowych starał się on przywrócić tych działaczy, którzy zostali na tym czy innym etapie usunięci przez Gierka. Tym samym do gry wrócił osławiony „krwawy” Stanisław Kociołek, jeden z głównych architektów masakry na wybrzeżu w 1970 – objął funkcję I sekretarza Komitetu Warszawskiego oraz Mieczysław Moczar, który pod koniec roku znów znalazł się w Biurze Politycznym. Wcześniej trafili tam  m.in. Kazimierz Barcikowski, Andrzej Żabiński i Tadeusz Grabski. Istotna, jeśli chodzi o zmiany w samym rządzie była nominacja gen. Mirosława Milewskiego na ministra spraw wewnętrznych. Zmiany w kierownictwie ugruntowało VII Plenum, które odbyło się w grudniu.

W stosunku do opozycji władze zastosowały politykę rozbijacką starając się odciąć „zdrowy żywioł klasy robotniczej” od „politycznej ekstremy”, uosabianej choćby przez działaczy KOR i KPN. Przejawem takich manipulacji i siania niezgody były chociażby zakulisowe gry prowadzone nadal z wykorzystaniem Lecha Wałęsy, którego nakłaniano – i to skutecznie – do eliminacji i odsuwania niewygodnych osób uważanych przez bezpiekę za nieprzejednanych. Ciekawe, że Wałęsa często w tych kontaktach za osoby niewygodne uważał „kuroniadę”, czyli działaczy KOR i powiązanych z nimi członków „komisji ekspertów” (którzy wyruszając do Gdańska w sierpniu 1981 roku byli żegnani na lotnisku przez wysokiego rangą oficera!). Było to powodem tego, że w tamtym czasie sam Jacek Kuroń bez żenady mówił o Wałęsie, jako o agencie a z kolei po latach jego środowisko będzie bronić Wałęsy na wszystkie sposoby przed zarzutami o agenturalną przeszłość. Sprawa wymaga dalszych badań aczkolwiek wygląda na to, że bezpieka rozgrywała przewodniczącego „Solidarności” przeciw kręgom wywodzącym się z KOR, co było elementem polityki rozbijania opozycji od środka.  Oczywiście sam Wałęsa był przekonany, że to on grał z esbecją w swoją grę i głosi to po dziś dzień. Tu na marginesie kłania się w ogóle kwestia inwigilacji „Solidarności” przez bezpiekę. Szacuje się, że w połowie 1981 roku mogło być w szeregach opozycji blisko 2 tysiące agentów samej tylko bezpieki cywilnej a do tego dochodziła jeszcze agentura Wojskowej Służby Wewnętrznej.

Tymczasem wielkie zaniepokojenie sytuacją w Polsce wyrażał Kreml. Wymiana ekipy w Warszawie oczywiście odbyła się za błogosławieństwem Moskwy, ale ponieważ starzejący się Leonid Breżniew był coraz bardziej wyłączony z obiegu zastępowało go coraz częściej nieformalne kolegium zwane Klubem Polskim lub Komisją Susłowa. Nazwa wzięła się stąd, że w tym czasie główną troską sowieckiej polityki była sprawa polska a na czele tej grupy stał Michaił Susłow jeden z ważniejszych członków politbiura. Oprócz niego do grona tego zaliczali się także Jurij Andropow (szef KGB), Dmitrij Ustinow (minister obrony), Andriej Gromyko (minister spraw zagranicznych), Konstantin Czernienko (sekretarz Breżniewa) i Leonid Zamiatin. Zaczęli oni szukać dróg wyjścia z kryzysu polskiego tym bardziej, że sytuacja ZSRS też nie była łatwa biorąc pod uwagę, że Sowieci ugrzęźli w Afganistanie a groźne sygnały wysyłane były też z Waszyngtonu. Zarówno odchodzący prezydent Jimmy Carter jak i jego następca (w USA jesienią 1980 roku odbyły się wybory) Ronald Reagan byli stanowczy wobec Moskwy. Na ich twarde stanowisko wpływ miały niewątpliwie informacje dostarczone przez płk. Ryszarda Kuklińskiego, który szpiegował na rzecz CIA i przekazał Amerykanom plany ewentualnej interwencji sowieckiej w Polsce.

Kuliński musiał zresztą uciekać z kraju wkrótce przed stanem wojennym gdyż groziło mu aresztowanie. Strona radziecka rozpoczęła, więc sondowanie sytuacji w Polsce głównie pod kątem nastrojów w armii, do czego wykorzystywano bezceremonialnie rezydenturę KGB w Warszawie. Wywierano coraz silniejszy nacisk na polską ekipę by ta zrobiła porządek u siebie. Wykorzystywano zarówno straszak siłowy jak i ekonomiczny. (Polska była zależna od dostaw z ZSRS, zwłaszcza surowców energetycznych). Jak się wydaje rozważano, ale raczej niechętnie interwencję. Mając świadomość reperkusji międzynarodowych Kreml nie palił się do takiego rozwiązania i wolał wywierać nacisk przez szantaż. Z czasem przekonanie, że trzeba polskie władze zmusić do zaprowadzenia ładu własnymi siłami przeważało coraz bardziej. Na obawy Kremla miało też wpływ przekonanie, że interwencja w Polsce spotka się z zażartym oporem Polaków. Z takim scenariuszem liczyli się też przywódcy PZPR, którzy mieli poważny dylemat. Z jednej strony wobec rewolucji zostaliby skazani na pomoc radziecką, co samo w sobie by ich zmarginalizowało. Po prostu zadani na łaskę – niełaskę Moskwy przestaliby być potrzebni. Z drugiej strony ewentualny brak reakcji towarzyszy radzieckich oznaczał ich całkowitą eliminację przez naród. Okazuje się, że z czasem taki scenariusz stawał się coraz bardziej realny! Pierwszym przejawem straszenia Polaków były plany manewrów Sojuz 80, które miały się odbyć bez udziału Wojska Polskiego, co nosiło wszelkie znamiona planów interwencji. Rzeczywiście nad granicą PRL zgrupowano znaczne siły sowieckie a także enerdowskie i czechosłowackie, co wykryły między innymi amerykańskie satelity szpiegowskie.

Doniesienia te wpłynęły na usztywnienie stanowiska Białego Domu, co znalazło przełożenie w postaci ostrego ostrzeżenia ze strony Cartera skierowanego do Leonida Breżniewa.  Niebawem na szczycie państw Układu Warszawskiego w Moskwie jednoznacznie polskiej delegacji z Kanią na czele grożono palcem, ale ostatecznie Breżniew zapewnił, że póki, co interwencji nie będzie a jeśli zajdzie taka potrzeba – na przykład w sytuacji obalenia władzy – wtedy dopiero nastąpi wkroczenie armii radzieckiej. Charakterystyczne jest to, że do chóru chętnych by wystąpić „z bratnią pomocą” ochoczo dołączył przywódca NRD Erich Honecker, ale już na przykład Janos Kadar i Nicolae Ceausescu byli ingerencji w polskie sprawy przeciwni. Ludzie byli coraz bardziej zdezorientowani i zadawali sobie sakramentalne pytanie „wejdą, nie wejdą?” Społeczeństwo było przekonane, że interwencja jest jak najbardziej możliwa tym bardziej, że miano w pamięci to, co się stało na Węgrzech w 1956 i w Czechosłowacji w 1968 roku. Do dziś duża część Polaków uważa, że interwencja sowiecka w 1980 roku wisiała nad Polską jak katowski topór a to, że do niej nie doszło to efekt wyboru mniejszego zła w postaci stanu wojennego. Na tym Jaruzelski do końca życia budował swój polityczny mit a jego obrońcy podtrzymują to do dziś. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że w rzeczywistości interwencja była mało prawdopodobna a grożenie władzom polskim to był głównie przejaw polityki szantażu i zastraszania ze strony Moskwy.

Reklamy