Jaruzelski miał także na koncie inne rzeczy jak udział w antyżydowskiej czystce w wojsku po 1967 roku, która przypomnijmy była głównie skutkiem poważnego ochłodzenia na linii Moskwa – Tel Awiw (przejście Izraela do obozu amerykańskiego) i wpisywała się przy okazji w walki frakcyjne w PZPR, udział w operacji „Dunaj”, czyli tłumienie „Praskiej Wiosny” w Czechosłowacji i współodpowiedzialność za masakrę robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Oczywiście tego ostatniego wypierał się jak mógł tak samo jak kłamał, że nie był agentem Informacji Wojskowej i, że musiał wprowadzić stan wojenny by ratować kraj przed interwencją sowiecką. Tak w skrócie wygląda życiorys „bohatera”, „męża stanu” i „wielkiego polskiego patrioty”. Dla pełnego obrazu generała trzeba jeszcze wspomnieć o hipotezie mówiącej, że w rzeczywistości Wojciech Jaruzelski mógł być tak naprawdę sowiecką „matrioszką”. Takie określenie stosowano na agentów wywiadu sowieckiego, którzy przyjmowali tożsamość innej osoby najczęściej nieżyjącej bądź odizolowanej – mówiąc kolokwialnie trochę na zasadzie serialowego kapitana Klossa. Według tej trudnej do weryfikacji i mającej posmak taniej sensacji hipotezy prawdziwy Wojciech Jaruzelski zginął na Syberii a jego tożsamość przybrał sowiecki agent, którym jakoby miał być litewski Żyd nazwiskiem Margulis. O tym, że tak mogło być przemawiało kilka rzeczy. Po pierwsze matka i siostra Jaruzelskiego, które wróciły z zesłania podobno nie były w stanie go poznać a matka przed śmiercią zażądałaby Wojciech nie przychodził na jej pogrzeb. W związku z tym w czasie nabożeństwa żałobnego stał przed kościołem, co akurat mogło być spowodowane innymi przyczynami i jeszcze niczego nie dowodzi, ale spotkania Jaruzelskiego z bliskimi raziły zdaniem świadków zdumiewającym chłodem i brakiem jakichkolwiek emocji. Zupełnie tak jakby rozmawiali ze sobą ludzie obcy. Ale są i inne relacje. Nie poznawali go koledzy ze szkoły, których zresztą unikał a syn stajennego z Trzecin, który chodził z Wojciechem do szkoły powszechnej, i który znalazł się po wojnie w Szczecinie gdzie Jaruzelski przebywał, jako dowódca 12 dywizji twierdził, że w dzieciństwie Wojciech doznał wypadku w wyniku, którego miał trwałą bliznę na prawej dłoni. Tymczasem generał takiej blizny nie posiadał.

Człowieka tego podobno zastraszyło SB i zmusiło do milczenia. Podobnymi rewelacjami miał się dzielić Piotr Jaroszewicz, też agent sowiecki i premier za czasów Gierka. Twierdził, że usłyszał o sprawie matrioszek od gen. Karola Waltera -Świerczewskiego, który będąc nader często w alkoholowej malignie mówił za dużo i być może, dlatego zginął. Jaroszewicz sugerował, że nie tylko Jaruzelski był matrioszką, ale także gen. Florian Siwicki i Bolesław Bierut. Zamierzał ponoć ujawnić te rewelacje w swoich pamiętnikach, które przygotowywał, ale nie zdążył ich wydać, bo został zamordowany wraz ze z swoją żoną przez nieznanych sprawców w swojej wilii w warszawskim Aninie w 1992 roku a więc już po przełomie. Ogłoszenie tego miało być zemstą Jaroszewicza, który nienawidził Jaruzelskiego, bo ten przyczynił się do jego politycznego upadku. Mord na jego osobie miał prawdopodobnie związek z tą sprawą gdyż z willi premiera nie zginęły żadne cenne przedmioty, co wyklucza motyw rabunkowy sugerowany przez organy ścigania. W każdym razie mogły za tym stać służby krajowe bądź nawet zagraniczne (rosyjskie?). Sprawa pozostaje niewyjaśniona, ale dość powiedzieć, że w bliskim czasie zamordowano też gen. Jerzego Fonkowicza i Tadeusza Stecia, z którymi Jaroszewicz przejął w 1945 roku tajne archiwum niemieckie na Dolnym Śląsku zawierające kompromitujące materiały na temat polityków z różnych krajów a dotyczących ich współpracy z organami III Rzeszy. Może na tę tragedię złożyły się te dwie przyczyny? Tajemnica jest nadal nierozstrzygnięta podobnie jak nie sposób definitywnie rozstrzygnąć czy Jaruzelski rzeczywiście był „matrioszką”. Generałowi poświęcimy osobny artykuł, bo jego rola w powojennej historii nie może być opisana przy pomocy kilku zdań.

Tymczasem przygotowania do stanu wojennego szły pełna parą tym bardziej, że Kreml naciskał. Towarzyszyło nim obsadzanie ważnych stanowisk ludźmi armii. Objęte one były ścisłą tajemnicą, bo najważniejszy był w tym momencie efekt zaskoczenia. To legło u przyczyn rezygnacji z uprawomocnienia stanu wojennego przez sejm, co oznaczało zamach na konstytucję. Szczegóły autorom planu doprecyzowała gra sztabowa odbyta w zaufanym gronie. Sporządzona w tym czasie instrukcja została przedstawiona do aprobaty stronie sowieckiej. 16 marca rozpoczęły się manewry Sojuz 81 a kilka dni później wybuchł kryzys, który przeszedł do historii, jako prowokacja bydgoska. Była ona przeprowadzona w ramach inspirowania „Solidarności” do wystąpień przez władze i bezpiekę po to by zaognić sytuację i mieć pretekst do wprowadzenia ostatecznych środków. Podłożem były protesty działaczy chłopskich, którzy domagali się rejestracji blokowanego przez władze NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” powstałego z połączenia trzech innych związków chłopskich, których rejestracja już wcześniej napotykała przeszkody. Protestujący zajęli najpierw siedzibę prorządowego ZSL-u w Bydgoszczy, który oczywiście zdystansował się do ich żądań a potem miejski komitet partii i ogłosili strajk. Sprawą zajął się bydgoski MKZ „Solidarność”, bo to na jego terenie doszło do incydentu.

Delegacja na czele z Janem Rulewskim, przewodniczącym Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność” została zaproszona na sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej z udziałem wicepremiera Stanisława Macha. Nie dopuszczono członków delegacji do głosu a potajemnie przygotowany wcześniej oddział MO brutalnie pobił Rulewskiego i działaczy chłopskich Michała Bartoszcze (ojca innych działaczy Romana i Piotra, zamordowanego kilka lat później przez SB) i Mariusza Łabentowicza. Reakcja „Solidarności” w całym kraju była zdecydowana. Do Bydgoszczy przyjechała Krajowa Komisja Porozumiewawcza a jednocześnie propaganda rządowa rozpowszechniała bezczelne kłamstwa na temat zajść w Bydgoszczy. Ponieważ władza uchylała się od ukarania winnych 27 marca ogłoszono strajk ostrzegawczy, który wykazał ogromną siłę i mobilizację społeczeństwa po stronie „Solidarności”. Był to jeden z największych ogólnopolskich protestów w historii. Nazajutrz odbyło się IX Plenum KC PZPR gdzie starli się zwolennicy ugodowej polityki z „jastrzębiami”. Kania skłaniał się ku kontynuowaniu dotychczasowej, umiarkowanej polityki, ale spotkało się to z bardzo ostrą reakcją Kremla gdzie tracono wiarę w siłę polskiego przywództwa i dobitnie naciskano by spacyfikować wreszcie opozycję. Dzięki mediacji prymasa Stefana Wyszyńskiego podpisano 31 marca w Warszawie porozumienie, w którym uznano, że to, co się stało w Bydgoszczy wykraczało poza dopuszczalne normy a drugim następstwem zażegnania kryzysu była rejestracja NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”, która nastąpiła w maju. Kwiecień przeszedł pod znakiem odprężenia atmosfery, spadła liczba strajków, skrzydła rozwinęła opozycyjna prasa z Tygodnikiem „Solidarność” na czele, zakończyły się manewry Sojuz 81 a marszałek Wiktor Kulikow, szef sztabu wojsk Układu Warszawskiego wrócił do ZSRS ku uldze wszystkich. Na początku miesiąca odbyło się w Brześciu nad Bugiem tajne spotkanie Kani i Jaruzelskiego z Andropowem, który wywierał dalsze naciski w sprawie jak najszybszego wprowadzenia stanu wojennego. Polscy przywódcy byli wyraźnie wyczerpani a Jaruzelski chciał nawet ustąpić ze stanowiska premiera, na co nie uzyskał zgody sowieckiego wysłannika. Strach przed ostatecznym rozwiązaniem był ze strony polskiego genseka i jego prawej ręki strachem przed narodem i konsekwencjami możliwej rewolucji stąd targowali się oni o odroczenie wprowadzenia stanu wojennego, na co w końcu uzyskali zgodę.  Wyraźnie też pogłębiły się podziały w partii, z której wiele osób wystąpiło nie znajdując już usprawiedliwienia dla polityki rządu.