Reklamy

W maju 1981 roku spotkały społeczeństwo dwa ciężkie ciosy związane z kościołem. 13 maja miał miejsce zamach na Jana Pawła II dokonamy przez Turka Ali Agcę, za którym stały bułgarskie służby działające zapewne na zlecenie Moskwy. Na szczęście Ojciec Święty ocalał. Natomiast 28 maja zmarł „Prymas Tysiąclecia” Stefan Wyszyński, który od czasów stalinowskich był duchowym przewodnikiem narodu. Zastąpił go abp Józef Glemp, który nie dorównywał charyzmą i zdolnościami swojemu poprzednikowi w dodatku miał niejasne kontakty z bezpieką, których charakteru nie sposób jest odtworzyć z powodu zniszczenia dokumentacji. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że o ile kościół, jako instytucja był dla ludzi oparciem w walce z komunizmem i wydała szereg nieskazitelnych kapłanów oddanych Bogu i ojczyźnie, którzy nie raz ponosili męczeńską śmierć jak na przykład bł. ks. Jerzy Popiełuszko to niestety była w bardzo wysokim stopniu zinfiltrowana przez SB. Kościół był głównym ideologicznym wrogiem systemu, więc od samego początku walczono z nim próbując rozsadzić go od środka. Ilość kapłanów będących agentami bezpieki jest zatrważająca. Stanowi to do dziś nierozliczony i bolesny problem kościoła polskiego a osoby chcące powiedzieć prawdę na ten temat jak choćby ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski napotykają w tej sprawie na przeszkody ze strony części hierarchów.

Przed zbliżającym się XI Plenum KC PZPR i IX zjazdem partii Sowieci znów wzmogli naciski na władze PRL wzywając do stanowczości. Bez ogródek już kierownictwo radzieckie kierowało pisma do polskich przywódców wyrażając troskę, że „nad rewolucyjnymi zdobyczami narodu polskiego zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo”. Dochodziło do spotkań, uaktywnił się radziecki ambasador w Polsce Borys Aristow, który na oficjalnym szczeblu protestował przeciw prowokacjom wobec wojsk sowieckich czy szkalowaniu dobrego imienia ZSRS w kontekście sprawy zbrodni katyńskiej. Spadek zaufania do Kani i Jaruzelskiego był tak daleko idący, że w tym czasie Kreml rozważał nawet stworzenie „gabinetu cieni”, który po IX zjeździe miałby ewentualnie objąć władze w PRL. XI Plenum odbyło się w ciężkiej atmosferze. Już wtedy uaktywnił się obóz partyjnych „jastrzębi” złożony z różnych w tym dawno odsuniętych towarzyszy, którzy licząc na łaskę Moskwy i domagali się bezwzględnej rozprawy z „Solidarnością” – zgodnie z życzeniem Kremla – szykowali się oni do przejęcia władzy. Podjęto nawet póki, co nieudaną próbę odwołania Kani. Ta rozgrywka była najprawdopodobniej formą testowania przez Sowietów nastrojów na PZPR-owskiej górze na zasadzie sprawdzenia, „kto jest, kto” i jednocześnie ostatecznym sygnałem ostrzegawczym dla rządzącej ekipy.

14 lipca 1981 roku rozpoczął się IX zjazd PZPR. W wyniku wyborów KC zmienił się jego kształt. Nowy skład był złożony z różnych ludzi, ale odpadło wiele nazwisk z dotychczasowej wierchuszki z Moczarem i Grabskim na czele. Kania wciąż był I sekretarzem a w składzie KC znaleźli się m.in. oprócz Jaruzelskiego, Kazimierz Barcikowski, Mirosław Milewski (jego na stanowisku szefa MSW zastąpił Czesław Kiszczak) Józef Czyrek, Stefan Olszowski, Zofia Grzyb, Zbigniew Messner, Albin Siwak. Charakterystyczne jest to, że załapało się sporo działaczy z drugiego garnituru w tym także funkcjonariuszy mundurowych a także robotników i inteligencji. W sekretariacie KC zasiedli: Barcikowski, J. Czyrek, H. Kubiak, M. Milewski, Z. Michałek, St. Olszowski, M. Woźniak. Zmieniony statut PZPR demokratyzujący sposób wyboru władz był tylko maską. Nowe – stare władze były już zdecydowane by rozpocząć walkę z „Solidarnością”, ale trzeba było odzyskać nadszarpnięte zaufanie Moskwy, która była średnio zadowolona z wyników wyborów do władz PZPR. Na usztywnienie stanowiska partii wobec opozycji wpłynęła sytuacja, która wytworzyła się po stronie solidarnościowej a przejawiała się ona w organizacyjnym krzepnięciu związku, co pokazało, że intrygi rozbijackie bezpieki nie do końca dały rezultaty. Latem znowu zaczęły wybuchać strajki głównie spowodowane fatalną sytuacją aprowizacyjną. 3 sierpnia miała miejsce duża manifestacja w stolicy, która zakończyła się blokadą centrum miasta przez pojazdy komunikacji miejskiej. Propaganda mówiąca, że to wszystko jest wina „Solidarności” nie działała. Władza coraz częściej straszyła obywateli, do czego użyteczny okazał się nowy rzecznik prasowy rządu, cyniczny i amoralny, choć na pewno błyskotliwy Jerzy Urban. Jednocześnie negocjacje, którymi ze strony władz kierował Mieczysław Rakowski nie dawały rezultatu. Szykując się do zbliżającego się zjazdu mającego wyłonić stałe już władze związku w miejsce mającej charakter tymczasowy Krajowej Komisji Porozumiewawczej, „Solidarność” wystosowała apel do społeczeństwa, w którym wezwała do demokratyzacji państwa i reformy gospodarczej, której fundamentem miało być odejście od systemu nakazowo-rozdzielczego. Był to postulat rewolucyjny jak na tamten czas, bo pokazywał, że w samej „Solidarności” akceptującej w gruncie rzeczy główne założenia socjalizmu, jako ustroju społeczno-ekonomicznego zaczęto rozumieć, że system ten trzeba zlikwidować, jeżeli ma być w ogóle mowa o jakiejkolwiek zmianie położenia gospodarczego kraju. Oczywiście było to nie do przyjęcia dla władz. Poza tym w związku coraz powszechniej stawiano postulat, że „Solidarność” powinna dążyć do przejęcia władzy w państwie. Ciekawe, że przeciwny temu był Wałęsa.

Reklamy