Reklamy

Po krótkim pobycie w Chylicach Wałęsa został przewieziony do Otwocka Wielkiego a następnie do Arłamowa pod Przemyślem gdzie wśród lasów znajdował się luksusowy ośrodek rządowy. Warunki pobytu miał bardzo dobre. Nie brakowało mu jedzenia i co istotne alkoholu, od którego przewodniczący nie stronił. Miał dostęp do radia, prasy i telewizji. Kilkanaście razy odwiedziła go żona Danuta z dziećmi a częstym gościem był ks. Orszulik zapewniający mu opiekę duszpasterską. Przewodniczącego odwiedzili także przedstawiciele Czerwonego Krzyża oraz ks. Jankowski. Istotne były z kolei wizyty przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa. Wśród nich był m.in. Władysław Iwaniec jego były dowódca z wojska, który nie odniósł dobrego wrażenia ze spotkania z nim. W czasie jednej z rozmów z Iwańcem Wałęsa wysunął kuriozalną koncepcję, że władzę w kraju powinno sprawować „trio” złożone z niego, Jaruzelskiego i prymasa Glempa oczywiście przy decydującej roli tego drugiego. Generalnie wysuwał różne koncepcje, ale ogólny ich charakter był taki, że Wałęsa zgadzał się na to, że nie ma powrotu do formuły „Solidarności” z przed stanu wojennego.

W czasie swojego pobytu był święcie przekonany, że prowadzi grę z komunistami i jest w stanie stawiać żądania. Rzeczywiście początkowo w ramach operacji „Renesans” władza rozważała odnowienie koncesjonowanej „Solidarności” pod swoją kontrolą (patrz rozmowa Geremek – Ciosek!) ale z czasem zarzuciła tę koncepcję i zaczęła stawiać na tworzenie ogólnokrajowej formacji związkowej pod swoją kontrolą, realizowaną w ramach OPZZ-etów (Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych). Warto też zauważyć, że z Wałęsą rozmawiali ppłk. Czesław Wojtalik, który dziesięć lat wcześniej nadzorował pracę „tw. Bolka” a także sam Kiszczak. W ten sposób władza przypominała nieustannie Wałęsie, że ma go w garści, co wprawiało przewodniczącego w zły nastrój i frustrację. Przejawem lawirowania Wałęsy było nie tylko wysuwanie często absurdalnych projektów politycznych, ale też opór, jaki wykazywał wobec prób nakłonienia go do akcesji w ramach prorządowych struktur. Przykładem tego jest propozycja dołączenia Wałęsy do PRON-u złożona przez Cioska. Została ona odrzucona i jest jednym z elementów legendy Wałęsy podtrzymywanej przez jego obrońców o tym, że w czasie internowania nie dał się złamać. Dowodem tego miały być – niekonsekwentne zresztą – próby protestacyjnych głodówek i żądania bezpośredniej rozmowy z przedstawicielami władz. W rzeczywistości Wałęsa im dłużej przebywał w internowaniu wykazywał, co raz bardziej pokorną postawę wobec władzy przekonany najwyraźniej, że „Solidarność” poniosła klęskę. Bał się przy tym własnej marginalizacji politycznej. Nie brakowało też kompromitujących wpadek, z których najgłośniejsza była tak zwana „rozmowa braci”. Doszło do niej, gdy z okazji urodzin Wałęsę odwiedził w Arłamowie jego brat Stanisław. W czasie suto zakrapianego spotkania w knajackim stylu bracia Wałęsowie (szczególnie Lech) omawiali sprawy polityczne i jednocześnie położenie w tym kontekście swojej rodziny. Nie zabrakło tam kolejnych kuriozalnych enuncjacji, z których na czoło wysuwa się stwierdzenie o pochodzeniu rodu Wałęsów od jednego z rzymskich cesarzy. Padły tam też, co istotne lekceważące opinie na temat kościoła i papieża. Generalnie rozmowa ta pokazywała niską kondycję moralną, poziom i przyziemne motywy, które były istotne dla obydwu braci. Ta pełna bełkotu i bluzgów konwersacja została nagrana na taśmę magnetofonową najprawdopodobniej przez Stanisława.

Nie jest jasne, po co on to zrobił. W każdym razie SB otrzymała znakomity materiał kompromitujący, który później po pewnych przeróbkach był emitowany w telewizji by skompromitować przywódcę „Solidarności”. Społeczeństwo uznało to za prowokację i esbecki montaż jednak wszystko wskazuje na to, że „rozmowa braci” jest jak najbardziej autentyczna, choć opinie badaczy w tej kwestii są różne. Kompromitowanie Wałęsy było oczywiście ciosem wymierzonym w cały ruch „Solidarności”. SB cały czas grała jego osobą za pomocą namów, pochlebstw i szantażu. Wałęsa był traktowany przez bezpiekę instrumentalnie. Gdy był potrzebny wpuszczano go na „salony”. Gdyby nie był potrzebny nie zawahano by się go zdeptać. Nie cieszył się szacunkiem komunistów. Kiszczak wprost nazwał go „żulikiem”. Władza dobrze wiedziała jak rozegrać sprawę i rozegrała ja do końca po swojemu. „Rozmowa braci” nie była zresztą jedynym materiałem kompromitującym, jaki zebrano na Wałęsę. Internowanie skończyło się dla niego w listopadzie 1982 roku. Wałęsa (wyraźnie utył w czasie pobytu w Arłamowie) wrócił do Gdańska owacyjnie witany przez tłumy. On sam już w tym czasie całkowicie padł na kolana przed Jaruzelskim i Kiszczakiem, czego przejawem był ugodowy list, jaki skierował do Jaruzelskiego, w którym podpisał się, jako „kapral Lech Wałęsa”. Fetowano go wciąż, jako bohatera a tymczasem w rozmowie z przedstawicielami bezpieki zobowiązał się dołożyć wszelkich starań by „Solidarność” nie podjęła walki podziemnej a właściwie, że nie przyłoży do tego ręki, bo podziemie już funkcjonowało i to bez niego. „Chcę na tego konia usiąść, żeby go wyhamować” – miał powiedzieć.

Stan wojenny bardzo szybko zaczął przynosić reperkusje w zakresie stosunków międzynarodowych. Ze strony Moskwy Jaruzelski zbierał oczywiście laury i pochwały, bo posłusznie wykonał zalecenia „wielkiego brata”. Najostrzej zareagowały Stany Zjednoczone. Prezydent Reagan wprowadził w ramach retorsji za wprowadzenie stanu wojennego sankcje gospodarcze wobec Polski i ZSRS. Bardziej ostrożne były państwa zachodnioeuropejskie, ale pod naciskiem USA i one dołączyły do tych sankcji – przynajmniej te z nich, które były członkami NATO. Spontanicznie zareagowały społeczeństwa krajów zachodnich, gdzie organizowano zbiórki charytatywne na rzecz Polaków. Wielkie zaniepokojenie wyraził też Watykan. Jan Paweł II zwrócił się z apelem do Jaruzelskiego o powstrzymanie się od przemocy. Apelował też o to w orędziu do narodu prymas Józef Glemp. Kościół podjął też inicjatywy w celu udzielania pomocy internowanym i ich rodzinom. Wśród instytucji najważniejszy był Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności powołany przez kard. Glempa.

Społeczeństwo polskie od początku zareagowało na stan wojenny oporem, ale ze względu na zmienioną sytuację skala tego oporu była wyraźnie ograniczona. Już 14 grudnia w szeregu zakładów wybuchły strajki. Tym razem były one bezwzględnie łamane przez ZOMO. Do najtragiczniejszych wydarzeń doszło w kopalni „Wujek” w Katowicach gdzie w czasie pacyfikacji zginęło 9 górników. W tym czasie miał miejsce najdłuższy strajk w historii powojennego górnictwa w kopalni „Piast” w Bieruniu. Do końca grudnia większość protestów upadła, zginęło, co najmniej 15 osób a tysiące zostało rannych. Szereg osób zwolniono z pracy. Po początkowym szoku opozycja zaczęła odbudowywać swoje struktury tym razem w warunkach konspiracji. W styczniu 1982 roku powstał Ogólnopolski Komitet Oporu (OKO), a w kwietniu Tymczasowa Komisja Koordynacyjna (TKK) NSZZ „Solidarność” z Władysławem Frasyniukiem, Zbigniewem Bujakiem, Bogdanem Lisem, Władysławem Hardkiem, jako członkami. Reprezentowali oni poszczególne regiony związku, Dolny Śląsk, Mazowsze, Gdańsk i Małopolskę.  Rozwinęła się podziemna prasa na czele z „Tygodnikiem Mazowsze” i powstało także konspiracyjne Radio „Solidarność”, którym kierował wciąż ukrywający się Zbigniew Romaszewski. Opór przeciw władzy miał też charakter bierny i przejawiał się w takich akcjach jak palenie świeczek w oknach mieszkań w miesięcznicę stanu wojennego, noszenie przyczepionych do ubrań oporników elektrycznych, spóźnianie się do pracy, propagowanie haseł w rodzaju „WRONa Orła nie pokona” czy „Zima wasza, wiosna nasza”, bojkot mediów rządowych. Ta ostatnia forma miała szczególne znaczenie w środowisku aktorskim gdzie wiele osób odmawiało występów w telewizji. Dyskutowano też nad skalą oporu i jego charakterem. Zwyciężyła koncepcja walki pokojowej w oparciu o w miarę scentralizowane struktury organizacyjne, choć nie brakowało głosów, że jedynym wyjściem jest podjęcie walki bezpośredniej, co jednak było niewykonalne. Doszło tylko do jednej akcji gdzie użyto ładunek wybuchowy. W nocy z 29 na 30 kwietnia w Wodzisławiu Śląskim górnicy wysadzili w powietrze pomnik wdzięczności armii radzieckiej. Demonstracje uliczne z różnym natężeniem wybuchały przez cały stan wojenny. Kończyły się one przeważnie brutalną pacyfikacją przez siły milicyjne. Wiele z nich przeistaczało się w poważne zamieszki, podczas, których były też ofiary śmiertelne nie mówiąc o rannych i pobitych. Największe protesty wybuchły w lutym 1982 roku po kolejnej podwyżce cen, w maju oraz pod koniec sierpnia z okazji podpisania porozumień gdańskich. Struktury TKK ucierpiały również wskutek aresztowań  m.in. Władysława Frasyniuka.

Junta generała Jaruzelskiego zadbała o legalizację stanu wojennego doprowadzając do zatwierdzenia dekretów WRON przez sejm. 8 października 1981 roku uchwalono nową ustawę o związkach zawodowych, która faktycznie zdelegalizowała „Solidarność”. Propaganda partyjna koncentrowała się na hasłach odnowy socjalizmu i ponownego odwołania się do źródeł marksizmu-leninizmu. Stwarzano też pozory dialogu, czego przejawem były spotkania Jaruzelskiego z prymasem Glempem. Cały czas wmawiano ludziom, że stan wojenny był koniecznością w obliczu sytuacji, w której kraj staczał się w przepaść. Propaganda była sączona przez rządowe media a także serwowana w postaci wystąpień rzecznika prasowego rządu Jerzego Urbana, który zyskał niechlubne miano „Goebbelsa stanu wojennego”. Rząd tworzył także różne organizacje by pokazać, że ma rzekomo poparcie społeczne jak na przykład Obywatelskie Komitety Ocalenia Narodowego tworzone przez środowisko ormowców i Patriotyczny Front Odrodzenia Narodowego założony na fali zmniejszenia obostrzeń stanu wojennego jesienią 1982 roku na czele, którego stał działacz PAX-u Adam Dobraczyński.  W podobnym duchu działało „narodowo-komunistyczne” Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald”, które przypominało o zbrodniach stalinowskich zwłaszcza tych dokonanych przez funkcjonariuszy UB pochodzenia żydowskiego, ale, które jednocześnie popierało stan wojenny i juntę Jaruzelskiego. Popieranie takich organizacji miało na celu wbić klin w różne odłamy opozycji i zagrać na uczuciach patriotycznych obywateli. W ramach tej działalności krytykowano działaczy lewicy laickiej, choć kilka lat później nie przeszkodziło to reżimowi podjąć z tym środowiskiem negocjacji.

Reklamy