Reklamy

Głównym następstwem zmian było powstawanie pod koniec lat 80-tych tak zwanych spółek nomenklaturowych zakładanych przez członków partii często związanych ze służbami. Przejmowali oni cały zysk przedsiębiorstwa, zaopatrzenie, transport etc. a potem, gdy przychodziła prywatyzacja sprzedawano za bezcen zakłady państwowe – oczywiście już nierentowne – w ręce tych samych osób. W ten sposób nomenklatura partyjna uwłaszczyła się, co było jednym z głównych elementów zbudowania jej pozycji w nowym ustroju. Tym też sposobem powstało dużo spółek, które faktycznie były przykrywką dla interesów służb. Część fortun tuzów biznesowych III RP zaczęła rodzić się właśnie wtedy. Jednak, ponieważ ustawodawstwo PRL-u było restrykcyjne i faworyzowało własność państwową spółki nomenklaturowe – jako już nie państwowe, choć operujące na państwowym majątku – musiały zyskać podstawę prawną do swego działania.

Taka jest geneza tak zwanej „Ustawy Wilczka” z 23 grudnia 1988 roku (nazwa wzięła się od jej głównego autora ministra przemysłu Mieczysława Wilczka), która zniosła większość ograniczeń dla prywatnej działalności gospodarczej i była ona najbardziej liberalną tego typu ustawą w najnowszej historii Polski. To ona a nie osławiony późniejszy „Plan Balcerowicza” wprowadził w Polsce kapitalizm. Co prawda wprowadzono ją by zalegalizować rozkradanie majątku narodowego przez nomenklaturę i zalegalizować działania gospodarcze resortów siłowych to z drugiej jednak strony umożliwiła ona tysiącom zwykłych Polaków podjęcie aktywności gospodarczej. Co bardziej przedsiębiorczy ludzie świetnie wykorzystali to otwarte okno. Mimo wysokich cen i inflacji Polska stała się wielkim targowiskiem a niedobory towarowe zaczęły przechodzić do przeszłości. W ten sposób sami komuniści zlikwidowali socjalizm.

Wracając do zagadnień czysto politycznych należy pokrótce przedstawić sytuację w szeregach opozycji. W wyniku represji stanu wojennego „Solidarność” wyraźnie osłabła, ale to nie oznaczało wcale jej upadku. Wraz z grudniem 81 przeszła do podziemia, bo przecież nie wszyscy – nawet działaczy głównego garnituru – udało się zatrzymać. Zbigniew Bujak chociażby „ukrywał się” aż do 1986 roku. Próbę uporządkowania działań podziemnej „Solidarności” podjęła Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „S” (Zbigniew Bujak, Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk, Władysław Hardek), która działała w zmieniającym się składzie m.in. z uwagi na aresztowania aż do października 1987 roku.

Oprócz podziemia samej „Solidarności” działały i inne grupy opozycyjne uchodzące za nieprzejednane wobec systemu. Na pierwszym miejscu należy tu wymienić „Solidarność Walczącą”, którą założył jeszcze w stanie wojennym we Wrocławiu Kornel Morawiecki. SW cechowała świetna wewnętrzna organizacja, stosunkowo niska inwigilacja przez SB dzięki działającemu sprawnie własnemu kontrwywiadowi i bezkompromisowa walka z systemem.  Jej działacze domagali się całkowitego zlikwidowania komunizmu i odrzucali jakiekolwiek możliwości porozumienia z partią. Oprócz tego nadal aktywna była Konfederacja Polski Niepodległej oraz powstała w 1984 roku Federacja Młodzieży Walczącej. Nie wyczerpuje to listy wszystkich grup opozycyjnych, ale te wymienione były najważniejsze.

Dla władzy warunkiem miękkiego lądowania, które coraz bardziej zarysowywało się na horyzoncie było wciągnięcie do spółki wybraną część opozycji. Stosowano tu, więc w pewnym sensie politykę kija na jednych (pomijanie i bagatelizowanie) i marchewki dla drugich (nagłaśnianie wszelkich, nawet bagatelnych epizodów z ich udziałem). Aby stworzyć odpowiednią atmosferę do negocjacji, chociaż oficjalnie tego nie przyznawano przeprowadzono amnestię we wrześniu 1986 roku, kiedy to wypuszczono z więzień przeszło 200 opozycjonistów nazywanych oficjalnie „więźniami niekryminalnymi”. W dokumentach partyjnych wśród korzyści wynikających z tego faktu wymieniano m.in. poprawę stosunków z krajami zachodnimi, które domagały się przestrzegania praw obywatelskich w Polsce, ograniczenie działalności „poza religijnej” (politycznej) księży oraz wbicie klina w szeregi opozycji.

W myśl tej koncepcji wypuszczeni z więzień przywódcy opozycji mieli stracić przez to wiarygodność w oczach społeczeństwa zyskać ją mieli liberalni liderzy kreowani przez SB i organy propagandy państwowej. Równolegle straszono zwolnionych rozmowami ostrzegawczymi na SB by utrudnić im konkurowanie z przygotowywanymi już do okrągłego stołu gwiazdami. Część opozycji w tym okresie była już skłonna do porozumienia. Znamienna rzecz, że jeszcze w 1985 roku Adam Michnik opublikował (w Londynie!) książkę Takie czasy…Rzecz o kompromisie, w której dowodził, że dialog z władzą jest konieczny a opozycja powinna mieć zagwarantowane obsadzenie 30% miejsc w Sejmie. Jakże to koresponduje z postanowieniami w Magdalence, gdy ustalono, że o podobny procent miejsc w ławach poselskich będą mogli się ubiegać przedstawiciele tak zwanej „strony społecznej”!

Reklamy