Reklamy

Skutkiem tego było powstanie dwóch ciał mających w jakiś sposób stanowić instytucjonalny element przygotowań do przyszłych rozmów. Pierwszym z nich to była Tymczasowa Rada NSZZ „Solidarność” określona przez Geremka, wprost jako „zespół mający możliwość podejmowania działań negocjacyjnych”. Na czele tej Komisji stanął Wałęsa. Działała ona na zasadach półoficjalnych. Solidarność wciąż pozostała zdelegalizowana, ale Tymczasowa Rada nie napotykała żadnych przeszkód by działać całkowicie jawnie. Warto przypomnieć, że istniała jeszcze wtedy podziemna Tymczasowa Komisja Koordynacyjna a więc konspiracyjne kierownictwo „Solidarności”, która dopiero w październiku 1987 roku podporządkowała się Tymczasowej Radzie i utworzyła z nią Krajową Komisję Wykonawczą. Drugim była Rada Konsultacyjna mająca działać przy Jaruzelskim, jako Przewodniczącym Rady Państwa. Jej zadania określono bardzo enigmatycznie, jako organ mający udzielać różnych rekomendacji wraz z postępowaniem normalizacji (ulubiony termin doby „Jaruzelszczyzny). W rzeczywistości miała ona pomóc w dzieleniu opozycji i ukazaniu władzy, jako skłonnej do dialogu. W jej skład weszło 56 członków głównie z kręgów intelektualnych. Nie byli to jednak wyłącznie ludzie niezwiązani z władzą, bo aż 17 z nich było członkami PZPR a 3 członkami satelickich partii ZSL i SD. Radę ostrożnie popierał kościół, chociaż nie umieścił tam swoich przedstawicieli. W ciągu 3 lat działalności rada zebrała się 12 razy i w zasadzie nie miała większego znaczenia. Miała odegrać i odegrała rolę dekoracji i kolejnego elementu budowania propagandowego, pozytywnego wizerunku władz.

Wymienione zagadnienia z zakresu bieżącej polityki i problematyki ekonomicznej nie wyczerpują bynajmniej obrazu tego, co się wówczas działo w Polsce. Trzeba sobie uświadomić, że kapitalną rolę w tych przemianach, które się wtedy dokonywały odegrały służby specjalne PRL. W tym kontekście łączy się to z dwoma ważnymi wydarzeniami z lat 80-tych. Jednym głośnym i tragicznym, jakim było zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki i drugim absolutnie niespektakularnym i szerzej nieznanym, jakim były negocjacje Jacka Kuronia ze Służbą Bezpieczeństwa. Oba te wydarzenia łączy jednak wspólny mianownik. Mianowicie intencja by zatuszować przynajmniej część okoliczności (sprawa śmierci ks. Popiełuszki) lub całkowicie zanegować póki się da sam fakt zaistnienia porozumienia na linii komuniści – „konstruktywna” opozycja (rozmowy Kuronia z bezpieką). Obie te sprawy mają ogromny i niedoceniony wpływ na całokształt zachodzących wtedy w Polsce procesów.

AKT III – Święty i demony

Jak już wcześniej wspomniano kluczowe znaczenie dla zrozumienia tego, co się działo w latach 80-tych była sytuacja w służbach specjalnych. Do wzrostu ich znaczenia przyczyniła się napięta sytuacja i rozwój opozycji, co wymusiło zarówno na bezpiece cywilnej (Służba Bezpieczeństwa) jak i na bezpiece wojskowej (Wojskowa Służba Wewnętrzna) rozwój przede wszystkim w zakresie rozbudowy i aktywności agentury. Pod koniec lat 80-tych liczba tajnych współpracowników SB dochodziła już do niemal 100 tys. konfidentów a „wojskówka” miała ich ponad 15 tysięcy. Wydawałoby się, że cele dla tych służb są wspólne – ocalenie reżimu, który przecież stanowił gwarant ich istnienia. Jednakże wpływowi funkcjonariusze mieli na widoku nie tylko walkę z wrogami ustroju, ale chcieli wykorzystać swoje wpływy i możliwości dla własnych korzyści, ponieważ od klęski w 1983 roku mało, kto w służbach wierzył w powodzenie projektu komunizm.

Jak się wydaje to właśnie na tym tle toczyła się tajna „wojna domowa na górze”. Przełożenie na tę sytuację miały jeszcze rozgrywki na Kremlu, w których również niezwykle istotną rolę odgrywały tamtejsze służby KGB i GRU. To właśnie to środowisko prowadziło działania zmierzające do realizacji programu najpierw zmiany twarzy systemu a po Reykjawicku do przeprowadzenia miękkiego lądowania komunistów. Jako najlepiej poinformowani bezpieczniacy sowieccy byli najbardziej świadomi rzeczywistej kondycji ZSRS i konieczności wyjścia z coraz trudniejszej sytuacji. Nie do końca rozumiała to „betonowa” część aparatu partyjnego, która opierała się reformom. Podobnie było w Polsce gdzie lepiej zorientowani pracownicy służb stanowili awangardę progresywnych ruchów, podczas gdy beton partyjny dalej wierzący w hasła propagandowe służył za hamulcowego.

Reklamy