Reklamy

Po śmierci Breżniewa szef KGB Jurij Andropow został sekretarzem generalnym, co było przejawem chwilowego triumfu służb. Jednak po dwóch latach zastąpił go na jeszcze krócej przedstawiciel „betonu” Konstantin Czernienko (02.1984 – 03.1985) zastąpiony z kolei przez reformatora Gorbaczowa będącego „produktem” Andropowa i jego KGB-istów. Te wolty miały przełożenie także na to się działo w Polsce. Otóż duża część bezpieki cywilnej w Polsce (SB) w tym czasie popierała aparat partyjny. Podobnie aparat ten w ZSRS stał za Czernienką. SB próbowała wzmocnić swoją pozycję wobec WSW („wojskówka”), co mogło mieć związek z tym, że w tym czasie na czele resortu spraw wewnętrznych stał gen. Czesław Kiszczak, którego Jaruzelski przeniósł do MSW właśnie z wojska, co nie mogło się podobać części szefostwa SB, która tym samym traciła swoją autonomię a gen. Kiszczak nie był kimś, z kim można było iść na układy lub dyskutować – to był klasyczny oficer Informacji Wojskowej do specjalnych zadań wyznaczanych tylko przez Moskwę lub Jaruzelskiego.

Do tego dochodziła zwykła zawiść, że to właśnie „wojskówka” była głównym beneficjentem dochodów płynących z działalności tak zwanych „spółek polonijnych” i firm krzaków oficjalnie zajmujących się handlem zagranicznym a kontrolowanych przez bezpiekę wojskową. W tej sytuacji doszło do akcji, której celem było wycięcie a właściwie przejęcie kontroli nad służbą cywilną przez WSW. Kulminacyjnym momentem tych rozgrywek było zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. Ten charyzmatyczny kapłan, kapelan robotników z Huty „Warszawa”, związany blisko z „Solidarnością” posługiwał, jako rezydent w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Znany był z bezkompromisowej postawy i odprawiania słynnych mszy za ojczyznę, które Jerzy Urban nazywał „seansami nienawiści”, zainicjowane jeszcze w 1980 roku przez proboszcza tejże parafii ks. prałata Teofila Boguckiego. Za swoją działalność ks. Jerzy był wielokrotnie szykanowany przez SB, stosowano wobec niego prowokacje i oszczerstwa. Niezrozumienie znajdywał też w kręgach hierarchii kościelnej z prymasem Glempem na czele, co było efektem działań agentury w kościele.

Ostatecznie we wrześniu 1984 roku zapadła decyzja o jego usunięciu. Bezpośrednia inspiracja wyszła podobno od samego Jaruzelskiego, który miał powiedzieć Kiszczakowi „załatw to, niech on nie szczeka”. Na tę zbrodniczą decyzję miały z kolei wpływ artykuły radzieckiego dziennikarza Toporkowa, korespondenta „Izwiestii” w Polsce, który napisał dwa sążniste teksty krytykujące bez pardonu władze polskie za tolerowanie działalności ks. Popiełuszki. Był to, więc potężny sygnał ostrzegawczy. Jego następstwem było uruchomienie przez Kiszczaka operacji o kryptonimie „Popiel”. W jej wyniku ks. Jerzy został porwany przez funkcjonariuszy SB w drodze z Bydgoszczy do Warszawy 19 października 1984 roku a następnie brutalnie zamordowany. Pojawiły się też spekulacje, że śmierć księdza mogła nastąpić 25 października po kilkudniowych torturach. Jego ciało wyłowiono 30 października z Wisły w pobliżu tamy we Włocławku.

Same okoliczności śmierci kapłana budzą wątpliwości. Przede wszystkim dotyczą one osoby jego kierowcy Waldemara Chrostowskiego, co, do którego istnieją uzasadnione, choć dyskusyjne podejrzenia, że współpracował z SB. Obciążają go liczne niejasności, dziwne zachowanie a także pewne ślady mówiące o tym, że figurował w aktach MSW, jako zabezpieczenie operacyjne o pseudonimie „Desperat”. Sprawę śmierci ks. Jerzego badał na początku lat 90-tych prokurator Andrzej Witkowski, którego władze już „demokratycznej” Polski odsunęły od tej sprawy, ale odkrył on m.in., że w to morderstwo zamieszani byli funkcjonariusze bezpieki wojskowej nadzorowani z kolei przez GRU. Dużo wskazuje na to, że oprócz inspiracji z Moskwy drugim dnem sprawy była rywalizacja między bezpieką cywilną a wojskową, o czym była mowa wcześniej. SB przeprowadziła zamach na życie księdza nie wiedząc, że WSW kontroluje sprawę a potem całość wykorzystano do kompromitacji służby. Wykonawcy mordu – Grzegorz Piotrowski, Waldemar Chmielewski, Leszek Pękala oraz ich bezpośredni przełożony płk. Adam Pietruszka – zostali skazani na więzienie w tzw. procesie toruńskim i zdegradowani.

Wskazali oni, jako inspiratora gen. Mirosława Milewskiego, jednego z sekretarzy KC PZPR i członka Biura Politycznego, byłego ministra spraw wewnętrznych. To stało się pretekstem dla Kiszczaka by go usunąć. Dodatkowo wyciągnięto jeszcze Milewskiemu udział w aferze „Żelazo”. W latach 70-tych z inspiracji bezpieki gang barci Janoszów dokonał szeregu zuchwałych akcji rabunkowych na terenie RFN, z których profity były dzielone między wykonawców i SB-Recję. Łupem przestępców padały zarówno dewizy jak i wartościowe przedmioty. Część z nich trafiła do prominentnych działaczy PZPR w tym samego Gierka. W ten sposób Kiszczak pozbył się rywali w MSW, któremu szefował i umocnił pozycję bezpieki wojskowej w państwie. Sam Milewski nie poniósł jednak odpowiedzialności karnej. Paradoksalnie był pod tym względem kryty, bo Kiszczakowi i Jaruzelskiemu nie zależało by ktoś z kasty prominentnych generałów znalazł się przed sądem. Na razie zadowoliło ich odsunięcie Milewskiego i ludzi z nim powiązanych. Z kolei pokłosiem operacyjnym tego wszystkiego była inwigilacja funkcjonariuszy, którzy mieli jakiś związek z zamordowaniem ks. Popiełuszki nakazana przez Kiszczaka, którą realizowano w latach 1985-1990. Absolutnie szokujący jest epilog tej tragicznej historii. 30 Października 1984 roku a więc w dniu wyłowienia zwłok księdza Popiełuszki z Wisły odbyło się spotkanie w czasie, którego generałowie Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski podejmowali zaproszonych za pośrednictwem Mieczysława Rakowskiego „wielkich” z opozycji to jest Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka. Co ciekawe Kiszczak nagrał tę rozmowę zgodnie ze swoim zwyczajem (dotarł do niej wspomniany wcześniej Andrzej Witkowski). Z jej przebiegu wynika, że uczestnicy ustalili, że sprawę śmierci ks. Popiełuszki należy zamknąć i do niej nie wracać (czytaj nie wyjaśnić wszystkich wątków i poprzestać na tezie o winie funkcyjnych oficerów).

Reklamy