Reklamy

Oprócz tego w zawoalowany sposób ustalono wstępnie, że Polskę trzeba między siebie podzielić! Jest to sprawa fundamentalna, bo pokazuje, że już wówczas zarysowały się główne filary układu w Magdalence i jego medialnej emanacji w postaci szopki „Okrągłego Stołu”. Już wtedy liczono się poważnie z takim scenariuszem. Dwa lata później, gdy Gorbaczow wiedział już, że oszukanie zachodu przez wprowadzenie pierestrojki nie wyjdzie i jedyną możliwością jest miękkie lądowanie dla komunizmu, na co przystał Reagan i finansjera światowa (Rockefeller) zostało zapalone zielone światło dla tak zwanych „demokratycznych przemian”, czyli kontrolowanego przeistoczenia systemu w nową jakość, w której komunistyczna nomenklatura będzie się czuła jak ryba w wodzie. Trzeba było to tylko uwiarygodnić przed społeczeństwem dzięki współudziałowi „autorytetów” z opozycji. Chętni wspólnicy byli już przygotowani proszę się, więc nie dziwić, że w 1989 roku to właśnie Tadeusz Mazowiecki został pierwszym „niekomunistycznym” premierem, a kluczem sejmowego exposé nowego szefa rządu była zapowiedź słynnej „grubej kreski”. Można bez przesady powiedzieć – co samo w sobie jest jakimś niewyobrażalnym i ponurym paradoksem – że śmierć ks. Jerzego Popiełuszki i okoliczności z nią związane są fundamentem węgielnym III RP, państwa założonego na kłamstwie.

Ta rozmowa Geremka i Mazowieckiego z Jaruzelskim i Kiszczakiem była oczywiście preludium przeprowadzonym w ścisłym gronie i za zamkniętymi drzwiami. Żeby można było zrealizować rysujące się zamysły porozumienia musiały powstać ku temu sprzyjające okoliczności polityczne a wtedy do tajemnicy zaczęto stopniowo dopuszczać innych – już dawno wytypowanych kandydatów, z którymi można było rozmawiać. Warunek był jeden. Nie mogli to być ekstremiści gdyż ci zasiedliby przy stole z włodarzami Polski Ludowej najwyżej po to by negocjować warunki ich kapitulacji. Do takich ekstremistów nie należał z pewnością Jacek Kuroń. Jego osoba znakomicie wpisywała się w zakres realizacji polityki, której celem było przeprowadzenie kontrolowanej transformacji. W jej ramach rozpoczęto nieformalne negocjacje z wyselekcjonowanymi przedstawicielami tak zwanej „konstruktywnej” opozycji.

AKT IV – Jacka K. errata do biografii

Stenogramy rozmów Kuronia z przedstawicielami SB a konkretnie z mjr. Janem Lesiakiem i płk. Wacławem Królem zachowały się w aktach IPN i zostały podane do druku przez Sławomira Cenckiewicza a następnie ukazały się w opracowaniu Henryka Głębockiego na łamach czasopisma „Arcana” ( rok 2006 nr. 70). Lesiak był wieloletnim i cenionym funkcjonariuszem, który nieprzypadkowo został skierowany do rozmów z Kuroniem gdyż prowadził przeciw niemu Sprawę Operacyjnego Rozpracowania o kryptonimie „Watra”. Rozpracowywał też Adama Michnika (SOR „Wir”).  Co ciekawe przypadł on najwyraźniej Kuroniowi do gustu gdyż po przełomie politycznym, gdy Lesiakowi groziła negatywna weryfikacja pozostał w służbach właśnie dzięki wstawiennictwu Kuronia. Jako funkcjonariusz UOP-u stał się głównym bohaterem głośnej w latach 90-tych sprawy tzw. „Szafy Lesiaka”, w której chodziło o inwigilację prawicy kwestionującej porządek wypracowany w 1989 roku. Płk. Wacław Król był natomiast szefem Wydziału II Departamentu III MSW, który m.in. zwalczał rewizjonistów, dogmatyków i tępił dywersję ideologiczną. Wypisz wymaluj pasuje jak ulał do Kuronia byłego trockisty.

Król ze względu na swoją rangę bezpośrednio kontaktował się z Kiszczakiem i tą ścieżką mógł mu przekazywać wyniki rozmów z Kuroniem. Spotkania te oficjalnie miały charakter rozmów ostrzegawczych lub przesłuchań – prawdziwa konspiracja. Zostały przeprowadzone pomiędzy 1985 a 1989 rokiem. Treść tych rozmów jednoznacznie wskazuje, że Jacek Kuroń złożył władzom nieoficjalną ofertę polityczną, która została potem w dużej mierze powielona przy Okrągłym Stole a właściwie wcześniej w Magdalence. Wtedy też począwszy od maja 1985 roku padły najważniejsze elementy tej propozycji. Przede wszystkim Kuroń zaproponował utworzenie wspólnie z władzami „frontu odbudowy gospodarki”, do którego ze strony opozycji mieli wejść tylko przedstawiciele nurtu umiarkowanego. Jest to bardzo charakterystyczne i właściwie stanowi główny motyw inicjatywy Kuronia żeby wyeliminować jakąkolwiek „ekstremę”, czyli po prostu tę część patriotycznej opozycji, która nie zgadzała się na żadne pakty z komunistami i dążyła konsekwentnie do obalenia reżimu i wywalczenia pełnej niepodległości.

Między innymi wymieniano tu z nazwy „Solidarność Walczącą”, która w latach 80-tych była najbardziej nieprzejednaną organizacją opozycyjną. Dalszymi punktami tej koncepcji była reaktywacja „Solidarności” na podstawie zmienionej ustawy o związkach zawodowych, nadanie jej wyłącznie charakteru branżowego, przeprowadzenie rozmów przez wyselekcjonowane osoby z Tymczasową Komisją Koordynacyjną a także – co znamienne – rezygnacja z określenia „niezależny”. Nowy związek miał na siebie wziąć współodpowiedzialność za łagodzenie nastrojów społecznych i wskazać osoby, które nie będą mogły ponownie wstąpić w jego szeregi. Była to, więc propozycja utworzenia koncesjonowanej „Solidarności”, która w dużym stopniu przypominała to, o czym Bronisław Geremek rozmawiał jeszcze przed stanem wojennym ze Stanisławem Cioskiem w słynnej rozmowie, której ślad znajduje się w archiwach po enerdowskiej STASI. Wydaje się, że termin rozpoczęcia tych rozmów też nie był przypadkowy albowiem w marcu 1985 roku zmarł sekretarz generalny KC KPZR Konstantin Czernienko uchodzący za partyjny „beton” i do władzy doszła właśnie ekipa Gorbaczowa, która zaczęła realizować program Pierestrojki. Oczywiście sytuacja na Kremlu natychmiast wpływała na to, co działo w demoludach, więc pojawiło się zielone światło do tego, aby w ogóle możliwe było prowadzenie podobnych negocjacji, które jeszcze nie tak dawno były nie do pomyślenia.

Powstaje pytanie, dlaczego Kuroń prowadził rozmowy na z pozoru niskim szczeblu, na jakim znajdowali się oficerowie SB średniej rangi. Otóż jest to pozór, bowiem jak wiadomo w tym czasie bezpieka wojskowa i cywilna była głównym rozgrywającym w państwie. Ale jest jeszcze druga sprawa, mianowicie, po co w ogóle Kuroniowi były te rozmowy? Przecież nie tak dawno jeszcze to Kuroń uchodził za ekstremistę, przed którym przestrzegał w kontaktach z bezpieką Wałęsa (nazywany przez Kuronia wprost agentem) a w czasie pobytu w więzieniu wzywał wręcz do walki zbrojnej z komunizmem.

Reklamy