Walter i jego TVN

Media manipulują. O tym wie każdy kto myśli rozsądnie. Jak to wyglądało na przestrzeni lat? Nad tym warto się zastanowić.

Walter i jego telewizjaKiedyś wszystko było proste. Każdy z nas Polaków wiedział, że gazety i telewizja kłamią a radio jest miejscem zsyłki, bo tam nie można było się wypromować. Wyjątek stanowili dziennikarze muzyczni i słuchowisko „W Jezioranach”. Każdy dziennik telewizyjny był jedną wielką machinacją faktami. Te złe przekręcano a te dobre wyolbrzymiano. Takie były zasady gry. Dziennikarze rywalizowali ze sobą na styl i wyobraźnie, bo tematy, na które można było pisać z góry były ograniczane. Na ulicy Mysiej w Warszawie znajdował się urząd cenzury i trzeba było latać tam z kartkami w zębach żeby łaskawca siedzący za biurkiem po dokonaniu koniecznych korekt, za moich czasów już czarnym flamastrem, na koniec przystawił stempel. Wszyscy o tym wiedzieli i nikt tego specjalnie nie ukrywał. Czasami zdarzały się wyskoki, czyli oszukanie cenzora, ukrycie właściwej treści pod płaszczykiem ironii lub aluzji. Oczywiście nie przechodziło to bezkarnie. W takim wypadku delikwent był wzywany na dywanik. Gdzie? A z tym było rożnie. To zależało od tego, jakie szanse delikwent rokował i jak poważnie śmiał zaatakować jedyną i właściwą linię „ogółu”. Nie prawdą jest, że po pierwszej wpadce dostawało się czarny bilet. Władza w tym czasie była bardziej wyspekulowana. Piszący te słowa miał na przykład nie przyjemność zostać zaproszonym na dywanik do KC PZPR a konkretnie do pana Leszka Millera, który wtedy był sekretarzem czegoś do spraw młodzieży. Rozmowę odbyłem na stojąco, bo do zajęcia pozycji siedzącej mnie nie zaproszono. Ważny pan zwracał się do mnie cały czas w liczbie mnogiej, co było śmieszne, ponieważ ja byłem zupełnie sam a legitymacji organizacji, którą ten pan reprezentował nigdy nie posiadałem. Teraz powinien nastąpić opis dramatycznych wydarzeń, które później mnie spotkały i uczyniły mnie godnym podziwu martyrem. Niestety musiał bym skłamać. Zostałem opieprzony, potraktowany jak maszyna do pisania i wysłany do domu z miesięcznym zakazem publikowania nawet notatki z wywozu smieci.

Nie jest jednak prawdą, że każdy zdolny młody człowiek mógł pisać, co mu się podoba i zdobywać sławę. Trzeba było przejść właściwe przeszkolenie a następnie odbyć praktyki na przykład u Olka Kwaśniewskiego później zwanego prezydentem, który wtedy był dobrze zapowiadającym członkiem wiadomo, czego i redaktorem naczelnym ITD. Takowe praktyki piszący też odbył na szczęście tylko trzy dniowe, bo szczęśliwym zbiegiem sytuacji zbliżały się bardzo ważne obchody czegoś tam i nikt nie miał czasu na zajmowanie się gówniarzem. Ale zostawmy piszącego te słowa w spokoju i przejdźmy do sedna sprawy.

Dziennikarze w tych czasach dzielili się na kilka kast. Były legendy takie jak Bohdan Tomaszewski, Daniel Passent, Teresa Torańska, Kazimierz Brandys i Irena Dziedzic. Ich nikt się nie czepiał z resztą potrafili oni świetnie cenzurować się sami. Inną kastą byli zadaniowcy systemu. Tacy jak jeden z bohaterów „Człowieka z Żelaza” Winkiel. Typowy zadaniowiec grany przez Mariana Opanię. Tu można przytoczyć przykład Tadeusza Kraśki ojca Piotra Kraśko czy Aleksandry i Waldemara Kedaj skąd inąd znanych, jako rodzice Hanny Lis. O wielu podobnych zadaniowcach się nie pisze, bo przeszli tak głęboką transformacje, że nagle stali się ikonami nowej demokracji, czego przykładem jest Adam Michnik (Szechter).

Często zapominaną grupą dziennikarska byli wyrobnicy. Pisali do Ekspresu czy Życia. Zajmowali się szeroko rozumianą polityką społeczną w minimalnym zakresie obijającą się o salony polityki. Ci wyrobnicy byli na swój sposób mistrzami zawodu, bo dostawali po kilkanaście linijek, na których mieli zawrzeć cały opis niekiedy ważnego wydarzenia. Niestety podpisywali się oni z reguły tylko skrótami nazwisk, dlatego ciężko w tej chwili odtworzyć konkretne osoby chyba, że pracowało się wtedy  w redakcji. Na końcu albo właściwie na początku byli promowani dziennikarze, którzy głęboko siedzieli we wszystkich układach partyjnych. Mariusz Walter, Bogumiła Wander, Krystyna Loska, Stanisława Ryster, Marek Tumanowicz, Nina Terentiew, Tomasz Hopfer, Tadeusz Sznuk, Grzegorz Woźniak, Marek Barański, Bogusław Wołoszański. Jeśli ktoś myśli, że to były osoby przypadkowe i zasługujące na swoją poczesną rolę na szklanym ekranie tylko, dlatego że byli zdolni to jest w błędzie. Na przykład taka Irena Dziedzic mimo już wtedy podeszłego wieku miała dość siły przekonywania by kontrolę NIK wywalić z gmachu telewizji. Tych osób nie spotykało się w popularnym SPATiF –e, oni byli ponad to. Wtedy mówiło się o nich, że to osoby wysoko podwieszone. Gdy nastał stan wojenny większość z nich ( po za Tumanowiczem) usunęła się w cień udając, że z systemem nie mają nic wspólnego i nigdy nie mieli. Należy się jednak zastanowić czy Ci ludzie i im podobni, którzy tak wiernie służyli systemowi nagle pod wpływem impulsu zmienili zdanie czy po prostu świetnie wyczuli koniunkturę? Odpowiedz na to pytanie najłatwiej otrzymać używając przykładu. Mariusz Walter jest klasycznym takim przykładem jak proces transformacji wyglądał w praktyce. Od Studia 2 do TVN, od realnego socjalizmu i propagandy sukcesu do tuby propagandowej PO i V kolumny banderowców.

***

Wracając do tematu. Na koniec poprzedniego rozdziału stwierdziłem, że najlepszy sposobem pokazania przemian w świecie mediów i prasy jest historia kogoś z „nich”. Na tego kogoś wybrałem Mariusza Waltera. Nie tylko ze względu na wpływ, jaki miał na polską kulturę przez ostatnie 45 lat, ale dlatego że ten przykład świetnie ilustruje mechanizm tak zwanej transformacji.

Sama historia Mariusza Waltera to opis powolnego pięcia się po szczeblach kariery w mediach państwowych. Jego karierę świetnie opisała Wikipedia, więc nie będę z nią konkurował cyt. „Dziennikarz TVP w latach 1963–1982. Redaktor naczelny Redakcji Widowisk Publicystycznych i Form Dokumentalnych Studia-2 TVP w latach 1978–1982. Współtworzył takie programy telewizyjne jak: „Turniej Miast” czy „Studio 2”. W stanie wojennym zakończył współpracę z TVP. W latach 1979–1984 wykładał na Uniwersytecie Śląskim. W latach 1967–1983 był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W 1983 założył z Janem Wejchertem holding ITI (International Trading and Investment).Firma otrzymała koncesję od władz PRL na sprowadzanie sprzętu elektronicznego z zagranicy i dystrybucję filmów na kasetach video w Polsce. W 1997 stanął na czele telewizji TVN, której kierownictwo w 2001 przekazał synowi Piotrowi”.

Ten życiorys jest w miarę prawdziwy i w miarę obiektywny, lecz nie tylko ja, ale też i inni ludzie zatrudnieni w pokrewnych branżach śledziliśmy Waltera z zapartym tchem. Był dla nas wzorem, bo stworzył z niczego Studio 2, które zbierało przed telewizorami miliony ludzi. Określając to wprost to każdy chciał być Walterem i prawie każdy chciał się od niego dowiedzieć jak w komunistycznej telewizji dokonać takiego cudu. Czym bliżej jednak podchodziło się do tematu tym bardziej śliski on się stawał. Walter to zagadkowa postać. Przetrwał w wysoce upartyjnionej TVP nie tylko rok, 68 ale też 70 i 76 a nawet 80 i 81. Obojętnie, co się w kraju działo jego to nie ruszało a nawet w dalszym ciągu awansował. Apogeum jego działalności przypada na lata, 70 czyli erę Gierka. To w tych czasach Mariusz Walter wyreżyserował nawet parę filmów i oddano mu pod kuratelę flagowy okręt TVP „Studio 2”

Drugi życiorys nie jest już tak pochlebny.

Mariusz Walter uchodził z młodu za całkiem dobrego lizusa a nawet donosiciela, choć tego drugiego nie udało się potwierdzić. Samo dostanie się do telewizji w erze wczesnego Gomułki wymagało układów, legitymacji partyjnej i dużej dozy szczęścia. Przetrwanie w tejże telewizji ( i to na stanowisku kierowniczym) kilku zmian szefów partii i władz Radiokomitetu szczęściem już nie było. To był dowód, że Walter należał do ekipy niezniszczalnych a to z kolei sugerowało już zupełnie inne powiązania. Jak stwierdziliśmy wcześniej Studio 2 było flagowym programem TVP. Miało przekonać obywateli PRL – u że poziomem życia a co zatem idzie też telewizji zbliżamy się do zachodu. W ten projekt TVP zainwestowała pieniądze, których praktycznie nie miała, więc jego kierownictwo powierzono najbardziej zaufanemu z zaufanych, czyli Mariuszowi Walterowi. No i na koniec tego rozdziału zauważmy, że nasz obiekt zainteresowania zrezygnował z członkostwa w PZPR dopiero w 83 roku. Nie przeszkadzał mu stan wojenny, ale jego decyzja zbiegła się z odmową Jaruzelskiego utworzenia specjalnego wydziału propagandy, w którym na poczesnym stanowisku miał pracować właśnie Walter. Jest to udokumentowane listami do KC PZPR, ale o tym później.

Po rozstaniu z TVP „los” spiknął Waltera z Janem Wejchertem. Kim był pan Jan mało, kto wiedział i mało, kto go znał. Wspomogę się znów Wikipedią. Cyt. „Zaczął wyjeżdżać za granicę w 1968 w wieku 18 lat. Do 1972 odwiedził Anglię, Francję, Szwecję i Włochy. W 1976 został polskim pełnomocnikiem frankfurckiego przedsiębiorstwa Konsuprod, GmbH & Co. Był także właścicielem przedsiębiorstwa Contal International Ltd, ulokowanej w Irlandii na obszarze doków portowych ( strefy wolnocłowej). W 1984 założył wspólnie z Mariuszem Walterem przedsiębiorstwo ITI (International Trading and Investment), zajmującą się na początku produkcją chipsów. Przedsiębiorstwo otrzymało koncesję od władz PRL na sprowadzanie sprzętu elektronicznego z zagranicy i dystrybucję filmów na kasetach video w Polsce. Był współzałożycielem (1997) komercyjnej stacji telewizyjnej TVN oraz współwłaścicielem, wraz z Mariuszem Walterem, klubu piłkarskiego Legia Warszawa”.

Jaka jest szansa, że tuza TVP i obieżyświat posiadający podupadające przedsiębiorstwo w dokach portowych zejdą się razem i nawiążą współpracę na resztę życia? Pewnie taka sama, jaką miał przecięty a nawet ponadprzeciętny Polak na założenie w stanie wojennym w Polsce przedsiębiorstwa zajmującego się obrotem elektroniką i handlem filmami i to na bazie innej firmy produkującej chrupki. Zauważmy też, że w głębokim stanie wojennym, kiedy my skakaliśmy od bramy do bramy, aby nie złapał nas patrol ZOMO obaj ci panowie dysponowali paszportami uprawniającym do wielokrotnego przekraczania granicy PRL. Czy nadal ktoś wierzy w przypadek?

Czas zakończyć spekulacje i tajemnice. Przytoczę tu fragmenty zeznań Grzegorza Żemka.

Pan Żemek był szefem Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Metronex”. Następnie został zastępcą attaché handlowego w Brukseli. Po powrocie do Polski pracował w Banku Handlowym. W 1983 objął funkcję szefa Departamentu Kredytowego w Banku Handlowym International w Luksemburgu. Był tajnym współpracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) o kryptonimie „Dik”. Na przełomie lat 80. i 90. był dyrektorem generalnym Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). W latach 90. podjął własną działalność gospodarczą. Od 1999 do 2000 był szefem Rady Nadzorczej Zakładów Mięsnych w Nisku. Za defraudację publicznych pieniędzy przeznaczonych na spłatę długu zagranicznego został w marcu 2005 po wieloletnim procesie skazany przez skład orzekający na karę 9 lat pozbawienia wolności.

W trakcie procesu p. Żemek zeznał, co następuje sygn. akt VIII K37/98 t. IV: „Ja dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim, aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę „konia trojańskiego”, to znaczy, która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie w dziedzinie mediów. Był to rok 1987. Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii (…). Firma ta nazywała się Cantal, a później zmieniono jej nazwę na ITI. Zapytałem służby wojskowe, czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste (…)”. Powyższe słowa Grzegorza Żemka zostały także opublikowane w aneksie nr 9 do Raportu z weryfikacji WSI.

Co dalej zeznał Żemek: „(…) firma należąca do Jana Wejherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. „raju podatkowego”. Mechanizmy działań tego raju podatkowego były analogiczne do tych, które funkcjonowały na Guernsey (…). W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w Banku Handlowym International. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejhertem jego współpracowników m.in. Mariusza Waltera. Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania – znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego. (…) Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek, że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi, którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować. (…) Ten biznesplan przekazałem do WSI oraz Wejchertowi, do oceny.(…) Przyznaję jednak, że przez cały czas miałem naciski ze służb specjalnych czy to ze strony Pospieszyńskiego żeby jak najszybciej zorganizować ten koncern medialny na zachodzie. W związku z tym rozpoczęła się pierwsza faza tworzenia tego koncernu; muszę przyznać że trochę „na wariackich papierach„. (…)

Jan Wejchert miał długotrwałe i mocne kontakty ze służbami PRL.

W aktach IPN zachowało się jednak podanie Jana Wejcherta do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z sierpnia 1972 r., w którym zwraca się o ponowne rozpatrzenie sprawy przyznania paszportu. Po interwencji SB Jan Wejchert mógł wyjechać – dostał paszport ze „względów operacyjnych”. W sprawie wydania paszportu Janowi Wejchertowi interweniowała nie tylko SB. W stanie wojennym, w styczniu 1982 r., z prośbą o wydanie dla niego paszportu do Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej zwrócił się podsekretarz stanu Wiesław Adamski, pełnomocnik rządu ds. współpracy gospodarczej z Polonią Zagraniczną. „Uprzejmie proszę o wydanie paszportu dla Ob. Jana Wejcherta, członka zarządu Polsko-Polonijnej Izby Przemysłowo-Handlowej ‚Inter Polcom’, Przedstawiciela Przedsiębiorstwa Polonijno-Zagranicznego ‚KONSUPROD’, udającego się do RFN w miesiącu styczniu br. celem omówienia spraw związanych z dostawą paczek żywnościowych dla Polski” – napisał Adamski. Interwencja była skuteczna – w maju 1982 r., sześć miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego, Jan Wejchert dostał paszport zezwalający nie tylko na jednorazowy wyjazd do RFN, ale paszport wielokrotny, ważny na wszystkie kraje świata. „Częste wyjazdy za granicę pana Wejcherta są niezbędne w związku z prowadzoną przez nasze przedsiębiorstwo działalnością eksportową” – napisano w podaniu o wydanie paszportu. Firma polonijna Jana Wejcherta, zajmowała się dostarczaniem paczek z zagranicy wysyłanych dla obywateli PRL. Zdaniem historyków z IPN oznacza to, że musiała współpracować z Biurem W, jednostką organizacyjną MSW zajmującą się kontrolą korespondencji. W stanie wojennym KONSUPROD był najbardziej liczącą się firmą polonijną. Niemieckim partnerem biznesowym Wejcherta był jego wuj Lothar Grabowski. Trzy tygodnie po wprowadzeniu stanu wojennego, 4 stycznia 1982 r., spotkał się on z wicepremierem Jerzym Ozdowskim, który zapewnił Grabowskiego o pozytywnej współpracy z firmami polonijnymi. Inter Polcomu była wtedy organizacją zrzeszającą firmy polonijne, w której Wejchert był członkiem zarządu. Pisma z ramienia Inter Polcomu podpisywał Jerzy Więckowski, sekretarz generalny. Co ciekawe, w piśmie z 17 maja 1988 r. w sprawie wydania paszportu Janowi Wejchertowi interweniował ppłk Więckowski. Czy Więckowski z Inter Polcomu i ppłk Więckowski to ta sama osoba?

Płk J. Szatan napisał: „Dotyczy: organizacji dodatkowych kanałów łączności agenturalnej w relacji agent-Centrala I. Wykorzystanie działalności przedsiębiorstw zagranicznych (polonijnych) rozprowadzających paczki do przekazywania materiałów i informacji wywiadowczych”. Czy Jan Wejchert wiedział, że firmy, w których zasiada, są kontrolowane przez służby specjalne PRL i czy miał kontakty z tymi służbami?

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że Antoni Macierewicz nie musi przepraszać spółki medialnej ITI za słowa, że wojskowe służby specjalne miały swój udział w powstaniu tego koncernu. Były szef SKW nie musi też przepraszać właściciela ITI Jana Wejcherta za słowa o związkach Wejcherta z WSI – orzekł wtedy sąd i zasądził wypłacenie przez Wejcherta na rzecz Macierewicza tytułem kosztów zastępstwa powodowego 7 tys. zł. Informacje o związkach Jana Wejcherta ze służbami specjalnymi PRL pojawiły się w zeznaniach Grzegorza Żemka, byłego prezesa FOZZ. W odpowiedzi na pytanie mec. Lwa Mirskiego, pełnomocnika Antoniego Macierewicza, czy powód, (czyli Jan Wejchert) był współpracownikiem służb specjalnych PRL, Wejchert oświadczył, że nie widzi powodów, żeby na to pytanie odpowiadać.

Co zaś do Mariusza Waltera ciekawa jest opinia Jerzego Urbana zawarta w liście do KC PZPR cyt.

Sekretarz Stanu przy Radzie Ministrów. Warszawa 22 lutego 1983r.

Rzecznik Prasowy Rządu

Tow.Generał Czesław Kiszczak

Minister Spraw Wewnętrznych

Proponuję utworzenie w MSW oddzielnego pionu ( służby) propagandowej, działającej także w obrębie MO. Znaczna część politycznie ważnych w skali kraju przedsięwzięć polityczno -propagandowych ma związek domeną działalności MSW. Dopóki w kraju toczyć się będzie walka polityczna, MSW będzie planować i realizować przedsięwzięcia o największym znaczeniu z punktu widzenia jej przebiegu. Niezbędny jest, więc poważny, instytucjonalny instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie propagandowe tych operacji, bezpośrednie oddziaływanie na społeczeństwo w pożądanym kierunku.

Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.(…) W przypadku tego rodzaju rozbudowy służby propagandowej, decydujące znaczenie będzie mieć obsada kadrowa. Trudno jednak znaleźć dobrych dziennikarzy, którzy zdecydują się przejść do MSW. Nie mniej mam pewne propozycje, które jak uważam, warto przynajmniej rozważyć:

  1. Mariusz Walter – nadaje się na głównego konsultanta, jakiegoś szefa programowania, szefa realizacji programów radiowych i TV – jednym słowem nie kierownika pionu propagandy, lecz główną siłę koncepcyjno-fachową. Najzdolniejszy w ogóle redaktor telewizyjny w Polsce, organizator i koncepcjonista. Przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych. W latach siedemdziesiątych był twórcą i naczelnym redaktorem Studia 2 w TV. Wykładowca dziennikarstwa TV na Uniwersytecie Śląskim. Znalazł się w konflikcie z grupą ludzi TV skupionych głównie w Komitecie Zakładowym PZPR. Kilkukrotnie wysuwano wobec niego fałszywe oskarżenia: o nadużycia finansowe (upadło), o członkostwo w „Solidarności” – zupełnie nieprawdziwe. Jedynie, co mu można było zarzucić to to, że część jego współpracowników związała się z „Solidarnością”, ale, w której redakcji tak nie było (u Rakowskiego też). Pozytywnie zweryfikowany w 1982 r. Sam się usunął z TV mając dość nękania go. Sprawę zna gen. Wojciech Jaruzelski. Dwukrotnie polecał przyjąć go na powrót do TV. (…) Walter zwleka z decyzją powrotu, żądając satysfakcji i pognębienia jego wrogów. Na razie pracuje w firmie polonijnej, gdzie robią wideo-kasety. Nie jest tą pracą usatysfakcjonowany. Materialnie też nie uznaje jej za dobrą. Walter jest, więc w tej chwili do wzięcia i wkrótce będzie za późno, bo ma otrzymać wysokie stanowisko w TV, jak tam mu się oczyści przedpole. Wielki talent i wulkan energii. Oczywiście członek PZPR, ale raczej profesjonalista niż polityk.

(…) Gdyby udało się pociągnąć Waltera, on zaproponuje dużo młodych, zdolnych ludzi. Ja dalej będę myśleć, rozglądać się, szukać.

Jerzy Urban

Propozycja Urbana upadła i dlatego pewnie obdarzono nas telewizją TVN.

Najlepszym, więc podsumowaniem tej części artykułu będzie to, co kiedyś napisał anonimowy internauta: „ Jeżeli z tej perspektywy spojrzeć na informacyjną działalność TVN-u, nietrudno dostrzec, że jej priorytetem jest obrona status quo, zwanego umownie ‚III Rzeczpospolitą’. To wokół mediów takich jak TVN czy Gazeta Wyborcza, powstały środowiska opiniotwórcze i tam należy szukać pierwszej linii obrony frontu – ustaleń Okrągłego Stołu. Łatwość, z jaką tego typu media, posługują się materiałami uzyskanymi od służb specjalnych, znajduje swoje uzasadnienie w słowach Jerzego Urbana – „Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.

***

Trzeba zostawić na boku dyplomację i zanurkować w bagnie.

W poprzednim odcinku określiłem, kto był zainteresowany w tworzeniu „nowych” mediów w Polsce. Nim przejdziemy dalej należy jednak zająć się mitami, które stworzono by obraz nie był klarowny.

Od lat krąży w Polsce legenda, która dzieli siły polityczne w tym kraju na tak zwaną opcję amerykańską, opcje niemiecką i opcję rosyjską. Ta ostatnia już nie istnieje gdyż partie ”lewicowe” prędzej zrezygnują z działalności niż przyznają się do powiązań z Moskwą, bo to ostatnio wielce stygmatyzujący fakt. Czy naprawdę istnieją opcje niemiecka i amerykańska reprezentowane kolejno przez PiS i PO?

Żeby dokonać takiego założenia trzeba by najpierw stwierdzić, że na arenie międzynarodowej istnieją dwa niezależne podmioty. Niemcy i USA. Żeby z kolei do tego dojść trzeba by określić polityków amerykańskich mianem kompletnych idiotów. Przecież nie po to Ameryka dawała Niemcom pieniądze na zbrojenia przed II Wojną światową, finansowała przez kanał szwedzki zakupy surowców dla niemieckiej armii, następnie uzbroiła Rosjan żeby tą armię zniszczyli. Nie po to bombardowano niemieckie zakłady przemysłowe, wywożono z Niemiec wszystko, co cenne do USA ( włącznie z ludźmi) a na koniec zbudowano olbrzymi plan Marshalla, który wyjaśniał Niemcom, kto jest ich dobroczyńcą aby na koniec taką zdobycz wypuścić z rąk.

Niemcy są tak niezależne jak Polska była przez lata istnienia obozu socjalistycznego. Naiwnym jest argumentowanie, że wasal w danych wypadkach może robić, co chce szczególnie wtedy, gdy to się nie zgadza z wolą suwerena. Cały ten teatr przypomina znaną z amerykańskich filmów kryminalnych zabawę w dobrego i złego policjanta gdzie zainteresowani w ramach konieczności zamieniają się rolami. Jeśli założymy w takim razie, że istnieje tylko jeden ośrodek decyzyjny to wszelkie podziały na PiS, PO czy inną marionetkową partię nie mają sensu chyba że chodzi tylko o politykę wewnętrzną. Różne mogą pozostać drogi dojścia do celu, lecz sam cel pozostaje bez zmian. Jeśli przeniesiemy tą sytuacje na mikroskalę i przyjrzymy się Gazecie Wyborczej i TVN to zobaczymy to samo konsekwentne działanie zmierzające do oznaczonego z góry przez mocodawców punktu. GW podchodzi do tego od lekko lewicującej strony zaś TVN od strony wiernej wszystkiemu, co wypłynie z centrali PO. To nie jest jednak ważne. Ważne jest, że na mecie stoją Ci sami decydenci.

Jak już stwierdziliśmy telewizja TVN została sfinansowana z pieniędzy służb specjalnych za to Gazeta Wyborcza dostała na start sporą pulę pieniędzy z Niemiec. Skoro te dwa media mają wspólne cele to łatwo popaść w pułapkę i stwierdzić, że polskie służby były powiązane z Niemcami. Nic bardziej mylnego. Decydenci służb już w połowie lat 80 – tych zdawali sobie sprawę z tego, że gmach, który zajmują się wali i że ten system jest nie do utrzymania. Dlatego pozornie działając w ramach systemu służby upychały fundusze w takich firmach jak poprzedniczka ITI, które miały w przyszłości stanowić kartę przetargową. Akta wywiadowcze były niszczone już po stanie wojennym, gdy Jaruzelski buńczucznie ogłaszał zwycięstwo systemu nad grupą dywersantów. O tym, kto współpracował a kto nie i kto operował tajnymi kontami wiedzieli tylko ludzie i to było ich zabezpieczenie na niepewną przyszłość. Wszyscy siedzący na wysokich stołkach i ci, którzy mieli dość oleju w głowie wiedzieli, że musi dojść do handlu. Do takiego handlu doszło w kuluarach okrągłego stołu.

Teraz przychodzi kolej na wyjaśnienie jak sytuacja geopolityczna i przemiany w naszym kraju powiązane są z mediami i manipulacją. Pan Żemek, który zdefraudował trochę pieniędzy z naszego długu zagranicznego twierdził, że służby stworzyły TVN w celu umieszczenia agentów na zachodzie. On święcie w to wierzył, bo tak mu powiedziano. Tylko czy jego mocodawca był realnie zainteresowany w wyjaśnianiu takiemu pionkowi, o co rzeczywiście chodzi w tej akcji? Po co połączono zespół, w którego skład wchodził agent służb obracający brudnymi pieniędzmi i wybitny specjalista w dziedzinie polskich mediów? Po co tym ludziom nadano specjalne przywileje, które w tych czasach nie były dostępne nawet dla wybitnych działaczy? I ostatnie pytanie. Kto ułożył tak dalekosiężny plan działania dla ITI, który rozciągał się od roku 1983 ( powstanie ITI), do 1997 kiedy powstała telewizja TVN? Na te pytania odpowiedzi nikt prawdopodobnie nigdy już nie dostanie chyba, że sam Mariusz Walter na łożu śmierci zdecyduje się na szczerość, w co bardzo wątpię.

Pragnę jednak zauważyć, że przywileje nadane ITI w 83 roku, czyli koncesja na sprowadzanie sprzętu elektronicznego z zagranicy i dystrybucję filmów na kasetach video, produkowaniu chrupek itd. nie wygasły po 89 roku nie zmieniono ich też po 91 roku, kiedy upadł sejm kontraktowy a „Solidarność” przejęła pełnię władzy. ITI przetrwała kolejnych prezydentów Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego nic nie tracąc a wręcz rozszerzając swoją działalność na nowe pola. Wiadomo, że do grupy trzymającej władzę w ITI dołączył bankier Bruno Valsangiacomo wcześniej związany z Banque Paribas. Fama głosi, że Wejchert i Walter nie byli przygotowani do takiego przemiału pieniędzy, dlatego dano im księgowego z zewnątrz który miał opanować sytuację. W 1991 roku nieznana nikomu polska firma nawiązuje współpracę z McCann Erickson – firmą, w której pracował między innymi brat prezydenta Regana, Neil. Firma ta realizowała kontrakty dla takich marek jak Coca-Cola czy MasterCard.

Na stronie ITI znajdujemy też krótką informację, że cyt. „W roku 1995 rozpoczęła współpracę z CME i w 1997 r., uruchomiła swój flagowy, bezpłatny kanał telewizyjny TVN”

Notatka pozornie jest nic nieznacząca, ale jeśli przyjrzymy się, kim jest ten mityczny CME to dowiemy się, że to nie, kto inny tylko CME Group Inc. (Chicago Mercantile Exchange & Chicago Board of Trade). Firma ta należy bezpośrednio do VANGUARD GROUP. Do grupy tej należą między innymi takie firmy jak: Bank of America, JP Morgan, Citigroup, Wells Fargo, Goldman Sachs, and Morgan Stanley. State Street Corporation, Vanguard Group, Capital Research Global Investors, and FMR (Fidelity) i sławna firma Monsanto.

Teraz pozostaje zadać sobie pytanie: Kto kontroluje VANGUARD GROUP? Tu należy wpisać  nazwiska następujących osób:  Goldmana Sachsa, Rockefellerów, Loeb Kuhna i Lehmanów z Nowego Jorku oraz Rotszyldów. Otwartym pozostaje więc pytanie jak to możliwe że firma tworzona przez polskie służby znajduje się zarazem w pakiecie największych żydowsko amerykańskich banków???!!

***

Skończyliśmy na tym, że jest tylko jeden słuszny i właściwy ośrodek decyzyjny, czego dowodem jest spójny cel a jest nim pozbawienie naszego państwa resztek własności i zaszczepienie nam Polakom obcych wartości, które są podobno lepsze od naszych, bo bardziej nowoczesne. Znamienne jest również, że od lewicy po lekkiej prawice panuje powszechna zgoda na wynaradawianie narodu, tworzenia dzikiej idei jakiegoś Europejczyka, który zamiast pomodlić się przy kapliczce, modli się do Brukseli i do Tuska. Nie można znaleźć całym polskim establishmencie politycznym jednego uczciwego człowieka, który przyzna, że imigranci już nie przynoszą dla Polski nic dobrego. Reakcje polityków i tzw. „ekspertów” na jakiekolwiek informacje zawierające słowo Rosja przypominają bardziej pacjenta szpitala psychiatrycznego, któremu odmówiono leków niż rozsądnego i mądrego człowieka.

Skąd się to bierze?

Jeśli prawie wszystkie partie polityczne w III RP działają wspólnie i w zmowie, co udowodniły same zgodnie głosując w sejmie za najbardziej kretyńskimi ustawami to i wykupione przez nie media muszą robić to samo. I tu pojawia się problem, bo jakkolwiek politycy i przedstawiciele mediów są świetnie zmotywowani by głosić jedyną prawdę płynącą z Brukseli lub jak kto woli z Waszyngtonu to normalny przeciętny Polak jest do tej prawdy bardziej sceptyczny. Dużo w tym kraju zrobiono by zamknąć usta mediom niepodporządkowanym miłościwie panującej nam klice. Przede wszystkim stworzono giganty medialne, które wypierają z rynku mniejsze podmioty. Tu wracamy do sensu powstania w 83 roku małej i niepozornej spółki ITI, która w ciągu 32 lat rozrosła się w jeden z największych koncernów medialnych w Europie Środkowowschodniej. Jeśli ktoś w tej chwili poda mi sposób na zrobienie z firmy, której jedyną wartością była licencja na rozprowadzanie kaset wideo, sprzedaż sprzętu elektronicznego jednej firmy i produkcja chrupek koncernu wartego miliardy dolarów to ja w to wchodzę natychmiast i wymagane licencje załatwię od ręki. W tym był plan i to plan, w który niewidzialna ręka inwestowała od wielu lat. To samo także dotyczy TV POLSAT, którego źródła finansowania w początkach działalności stanowią temat tabu. Mając te dwa podmioty można było zdać się na średnio rozwiniętych naszych polityków i założyć, że dadzą sobie radę i ogarną jakoś TVP.

Na rynku gazet papierowych zagwarantowano też monopol, bo jak tu konkurować z Gazetą Wyborczą, która do niedawna dostawała 30 mil złotych tylko za publikacje rządowych anonsów. Nawet fora internetowe są sponsorowane ale tylko zainteresowani dokładnie wiedzą ile pieniędzy dostali i na jakich warunkach.

To wszystko jednak nie wystarcza, bo nasi rodacy myślą a na dodatek są oportunistami. Czym bardziej im się coś wmawia tym bardziej się przeciwko temu buntują, czego dobitnym dowodem była klęska ery propagandy sukcesu. Do sterowania zachowaniem ludzi wprzęgnięto, więc mechanizmy manipulacji i socjotechniki.

Nie jest moim celem robienie wykładów i przedstawianie teorii. Chcę tylko na prostych przykładach pokazać jak to się robi i jak mało wymaga to sił. Nie trzeba być Einsteinem żeby do tego dojść i z tym walczyć. Ponieważ jestem człekiem leniwym i do kiosku nie chcę iść, jako przykład podam wydanie internetowe TVN 24.

Więc zaczynamy.

  1. Nie ważne, co ale ważne ile. Na pierwszej stronie znajdujemy sześć artykułów o Rosji. Co się dziś stało w Rosji … kompletnie nic, ale temat trzeba grzać. A to był jakiś generał Irański kiedyś w Rosji, czym strasznie wtedy Rosjan podobno przestraszył. Kiedy był i kto o tym poinformował oczywiście się nie dowiemy i kierując się zdrowym rozsądkiem nie można powiedzieć, że taka wizyta kiedykolwiek się odbyła, bo kto będzie dzwonił do agencji Reuters, aby o to zapytać? No i właśnie ponownie odkryto, że malezyjski samolot zleciał, bo go trafiła „zapewne” rosyjska rakieta. I tak dalej. Nie ważne, co się pisze byle ciągle publiczność epatować tym, że jednak coś się dzieje.
  2. Pomniejszanie kontra powiększanie. Zdjęcie na całą stronę i dramatyczna informacja o tym, że lumpex zainstalował się w eleganckiej kamienicy. Dużo niżej malutkie zdjęcie i tak samo mała informacja, że Pentagon „ubolewa” za Kunduz – czyli formalnie przejmuje odpowiedzialność za śmierć 23 pracowników szpitala. Zwróćmy uwagę na wagę informacji i ilość miejsca tym wydarzeniom poświęconą.
  3. Osoby. Są osoby, które w dzień ogórkowy zawsze warto umieścić na stronie gazety, bo są kontrowersyjne i na zawołanie coś zmalują. Np. mamy cztery artykuły o Maciarewiczu i jeden o byłej lwicy SLD Jakubowskiej.
  4. Odkrycia starych spraw. MSZ: Rząd PO zaczynał sprowadzać Polaków z Mariupola ( kiedy to było pierwszy raz?). Kluczowe tu jest słowo zaczynał. Chwalebna sprawa to sprowadzenie naszych rodaków z banderowskiej krainy, ale to zaczynał może znaczyć właściwie wszystko. Może to sugerować, że jutro pojawią się na lotnisku rodacy witani kwiatami przez p. Kopacz, ale też może znaczyć, że były rząd ( co jest najbardziej prawdopodobne) zaczynał planować i na tym skończył. Za to, jaki piękne i pozytywne wrażenie robi taki anons.
  5. Półprawdy. Na samej górze znajdujemy artykuł, że Mołdawia wspólnie oczywiście z bohaterską FBI zatrzymała uran do budowy bomb. Mołdawia „podjęła wiele istotnych kroków” i co ważne powiedział to jakiś generał z USA, co TVN uznał natychmiast za bardzo ważne słowa. Tylko, że Mołdawia nie ma broni nuklearnej, nie ma jej też podobno banderlandia. W związku z tym wyżej wymieniony transport przejechał zaprzyjaźnioną z USA banderlandie bez przeszkód i cudem znalazł się w Mołdawii. Czyli zamiast chwalić to ostatnie państwo warto opieprzyć banderowców, że rosyjska mafia albo jakaś inna jeździ sobie po ich terytorium z plutonem jak i kiedy chce?
  6. Ewidentna manipulacja faktami. TVN informuje nas, że w niemiecki obozie dla emigrantów wybuchła wielka bijatyka.. 30 radiowozów, 5 rannych plus to, że używano prętów stalowych i strzelano z pistoletu a to wszystko, dlatego że jest przepełnienie i biedni ludzie walczą o jedzenie. Wniosek, który nam się podsuwa to, że to nasza wina, bo nie pomagamy miłościwym Niemcom a oni przecież robią to wszystko dla nas. Weryfikacja danych w niemieckiej prasie prowadzi do innych wniosków. Potłukło się 50 osób na tle konfliktu rodzinnego. Pięć osób dostało po buzi i odwieziono je na pogotowie. Jedna została postrzelona w ramię i leży w szpitalu. Przecież no może poza tą kulą to opis normalnego polskiego wesela, ale czy ktoś o tym pisze na 1 stronie gazet?

Inna sprawa to tak zwane wolne forum TVN. Bardzo zacna i niemanipulowana sprawa. To ostatnie zdanie było oczywiście zwykłą szyderą. Na forum króluje nijaki Jawort, który składa się z kilku jawortów, bo funkcjonuje 24 na 24. Jego zadaniem jest sprowadzanie każdego tematu do ruskich. Od d…… zaczniesz na ruskich i tak skończysz. Po przejrzeniu paru dyskusji łatwo się zorientować, że takich jawortów jest więcej. Nawet mało inteligentnie porobili sobie podobne awatary. Forum jest mocno moderowane i to w czasie rzeczywistym. W ramach testu napisałem komentarz o tym, że TVN cenzuruje. Później napisałem drugi i trzeci. Za każdym razem informowano mnie, że za kilka minut komentarz się ukaże. NIC SIĘ NIE UKAZAŁO, ale cenzury podobno nie ma.

Pokazałem tu tylko przykłady manipulowania informacją. Nie ma chyba sensu nikogo przekonywać, że jest to robione na większą skalę. Tworzone są na pieńku organizacje pozarządowe ( np. Otwarty dialog – główny ekspert TVN czy hejt-stop itd.), które wypowiadają się, jako specjaliści w danym temacie. Wyciąga się ludzi podobno ze stopniami naukowymi, których zaletą jest prezentowanie jedynej właściwej linii, ale nikt wcześniej o nich nie słyszał. Świadomie manipuluje się wypowiedziami niewygodnych ludzi poprzez np. przerywanie w połowie zdania lub w podsumowaniu mówi się coś, czego właściwie nikt w programie nie powiedział. O pracy ośrodków badania opinii publicznej często jedno osobowych zajmujących kawalerkę na Bemowie nie będę pisał żeby nie obrażać inteligencji czytelników.

Zawsze, gdy piszę staram się o jakieś ładne podsumowanie. Tym razem z tego przywileju zrezygnuje. Zamiast tego zakończę przykładem świetnie ilustrującym to, co chciałem powiedzieć

Stary cytaty z TVN 24:

NBP: rekordowo wysoka liczba wolnych stanowisk. Rąk do pracy ubywa” „MFW bardziej optymistyczny niż rząd: bezrobocie wyniesie 7,5 proc. jeszcze w tym roku

Dla porównania informacja ze strony internetowej gazety z tego samego okresu:

Polacy znów coraz chętniej emigrują z kraju – wynika z najnowszych badań Głównego Urzędu Statystycznego. Po zauważalnym spadku w latach 2008-2010, czyli momencie najcięższego kryzysu gospodarczego w Europie, w ostatnich czterech latach liczba emigrantów stopniowo rosła. W ubiegłym roku o ponad 5,5 proc.”

NAJGORZEJ JEST Z PACJENTEM, KIEDY PRAWA RĘKA NIE WIE, CO ROBI LEWA, BO GŁOWA W TYM NIE UCZESTNICZY.

1 lipca 2015 roku Grupa ITI i Grupa Canal+ sprzedały wszystkie swoje udziały w spółce N-Vision B.V., zarejestrowanej w Amsterdamie, która bezpośrednio i pośrednio kontroluje łącznie 52,7 proc. udziałów w TVN spółce Southbank Media Ltd, zarejestrowanej w Londynie i należącej do amerykańskiej grupy Scripps Networks Interactive. Kupił swój od swego a twórcy z WSI odbierają procenty od zainwestowanego kapitału.

 

Pozdrawiam wszystkich dobrych ludzi

M

0