Loading...
Nasza historia2018-05-08T10:00:18+00:00

ANTY MEDIA CZYLI WARIACKA HISTORIA

divider xx red

„Jeśli ktoś chce dotrzeć do określonego miejsca niech wybierze jedną drogę i nie zastanawia się nad innymi, ponieważ nie byłaby to już podroż lecz włóczęga”.

Lucjusz Anneusz Seneka

Panowie i Panie!! A może tak zajmiemy się dla odmiany czymś poważnym, bo jak do tej pory udowadniamy tylko, że ktoś jest głupszy od nas. To z kolei daje nam prawo tylko do tego żeby stwierdzić, że nie jesteśmy skończonymi kretynami.

M • Cytat z 2013 roku
DOŁĄCZ TERAZ

ANTY MEDIA – HISTORIA BEZ ZAKOŃCZENIA

divider xx red
Bez tytułu

Od 1998 roku nie zdołaliśmy zakończyć naszej historii

Jak każda mniej lub bardziej poważna grupa przeżywaliśmy wzloty, upadki i okresy zwątpienia. Ponieważ Anty Media to żywi ludzie, więc i my się zmienialiśmy. Czasami na gorsze a czasami na lepsze. Naszą historię można podzielić na trzy okresy:

  • Okres szaleństw, buntu i przełamywania granic.

  • Okres upolitycznienia gdy postanowiliśmy dołączyć do tego co się dzieje wokół nas.

  • Okres analiz i szukania rozwiązań. Trwa on do dziś.

Okres buntu.  Można napisać, że to były piękne dni. Bez odpowiedzialności i bez skrupułów. Byliśmy internetowymi piratami z przypadku. Pierwszy Internet był drogi i nie oferował zbyt dużo a my chcieliśmy mieć wszystko, więc trzeba było o to walczyć. Jeden chciał mieć gry inny chciał muzykę jeszcze ktoś potrzebował programów. Pierwszą grę zgraliśmy na 13 dyskietek. Wszyscy w nią graliśmy, bo dobrych gier nie było wtedy na rynku wiele. Programy do czyszczenia maszyny i rejestrów napisaliśmy sami.  Resztę zdobywaliśmy innymi metodami. To było jak naprawa starego samochodu. Wystarczył młotek i śrubokręt. Gry paczowaliśmy. Programy przerabialiśmy tak by instalator od razu miał wpisany klucz. Tym dzieliliśmy się między sobą. Byliśmy grupą, ale nikt z nas tego tak nie nazywał. Dla nas była to wspólnota interesów. Czasami zmienialiśmy zainteresowania. Naszym łupem padały kody do TV satelitarnej i każdy z nas miał po 500 programów, z których oglądał, 10 ale miał. Mieliśmy też wszystkie nowe filmy do oglądania, których kolega zbudował w piwnicy kino z popcornem i fotelami. Hi-life.

Wszystko się zmieniło, gdy równo 20 lat temu umieściliśmy na Internecie naszą pierwszą stronę. Oczywiście, że nikt nie pomyślał o założeniu na niej licznika lub jakiś innych zabezpieczeń. Miała służyć nam – nowości można było umieszczać na stronie a ten, który coś potrzebował po prostu sobie to brał. Dziś muszę przyznać, że ta strona miała ohydną grafikę a właściciel serwera liczył nam za każdy MB dysku, ale byliśmy pionierami. 20 pirackich programów użytkowych. Dwie gry i parę płyt. To była cała zawartość. Była też jakaś grafika, która miała imitować reklamy – tak dla jaja.

Pewnego dnia zadzwonił właściciel serwera. Okazało się, że ruch na naszej stronie przekracza jego możliwości i że do takiej działalności potrzebny jest profesjonalny serwer. Dla nas to był szok, bo do tej pory myśleliśmy, że to nasza prywatna zabawka. Wtedy wszystko się zmieniło. Programy zmienialiśmy już pod publikę a nie tylko dla nas. Naszym idolem stał się FOSI, który miał prawdziwe reklamy. Inni kradli nam to, co umieściliśmy na stronach. To nas złościło, więc zaczęliśmy atakować winnych. Tak się zaczęło nasze hackerstwo. Tym, którzy podbierali nam materiały sporadycznie wstawialiśmy na SG ostrzeżenie. Strony, które robiły to permanentnie niszczyliśmy. Zniszczyliśmy mi. grę dla dzieci, czyjś album ze zdjęciami. Naszą ofiarą padło więcej niż 70 stron i dwa całe serwery. Tu przyszło opamiętanie …może refleksja lub skrupuły. Było nas więcej niż myśleliśmy i to nie była już tylko zabawa.

To była również odpowiedzialność.

Do polityki wejść jest łatwo, choć dzieje się to często na drodze przypadku. Tak było też z nami. Nigdy nie stawialiśmy sobie za cel by zaistnieć w polityce, ale to ona do nas wyciągnęła ręce. My działaliśmy w szarej strefie internetowej i byliśmy z tego zadowoleni. Nie rejestrowaliśmy się, nie chcieliśmy zyskać sławy ani naśladowców. Jednak, gdy poszukujesz czegoś trafiasz na różne informacje, które są schowane w różnych miejscach. Trafiasz na te potrzebne i te nie potrzebne, które wcześniej lub później cię jednak zainteresują. To działa jak narkotyk. Czym więcej o czymś czytasz tym bardziej jesteś zainteresowany by przeczytać więcej. A materiały, te prawdziwe, były ukryte. Najpierw zadawaliśmy pytania drogą oficjalną – jak każdy obywatel. Zamiast odpowiedzi dostaliśmy zlepek szumu informacyjnego przygotowanego dla przeciętnego idioty. To wkurzało, bo przecież już coś i tak wiedzieliśmy.

Następnie, jeśli drążyliśmy temat to spotykaliśmy się z agresją. Bo przecież jak ktoś mógł nie wierzyć w prawdy powszechnie znane i ujawnione!! Na koniec zaczynali nas straszyć mówiąc, że ta wiedza nie jest dla nas a to z kolei prowokowało. Zaczęliśmy szukać odpowiedzi na własną rękę a w grę wciągane wciągaliśmy nowe osoby z wiedzą o danej sprawie. Na tym etapie większość odpuszczała, ale nie my. Na koniec okazało się, że w tej sprawie, która nas interesowała tak bardzo wszyscy od góry do dołu nas zwodzili. Wtedy zrodziła się w naszych głowach schizofreniczna idea, że tak jest ze wszystkim dookoła. To z kolei nie było prawdą, lecz łatwo było dojść do takiego wniosku. Myślicie, że teoretyzuje? Niestety nie. To była zupełnie realna sytuacja, która spowodowała, że zaczęliśmy sprawdzać wszystkie informacje nam dostępne i szukać w nich luk. Gdy jedną sprawę udało nam się zamknąć to okazywało się, że jest ona powiązana z jakąś inną sprawą. A zaczęło się jak zwykle od banału.

Jest rzeczą oczywistą, że gdy ktoś cię źle traktuje to starasz się mu pokazać język. Tak zaczęła się nasza wojna z pewnym popularnym periodykiem. Oni mieli czuły punkt. Swoje forum, na którym prowadzili akcję propagandową przy pomocy net batalionu, czyli płatnych agitatorów. Wszystko wyglądało tak ślicznie i spontanicznie, że trzeba było to rozwalić. Bo kłamali i stosowali ukrytą cenzurę. Udało się. Teraz już prawie nikt tam nie wchodzi. To samo zrobiliśmy z internetowym wydaniem wiadomości z jednej ze stacji telewizyjnych. Pokazywaliśmy też, że nawet najostrzej bronione strony nam się nie oprą. Efektem ubocznym było przypisywanie nam różnych nazw i ideologii. Skłamałbym gdybym napisał, że nam to nie schlebiało, ale tak naprawdę chodziło nam tylko o normalność, lecz możliwe, że wybraliśmy złą drogę do niej.

I nagle zorientowaliśmy się, że po drugiej stronie siedzą tacy sami ludzie jak my. Nie jesteśmy już młodymi i zbuntowanymi idealistami, którzy fantazją kompensowali brak odpowiedzialności. Nasze miejsce zajęli młodsi o innych niż my oczekiwaniach. Gdy twoje życie wypełnia się w sferze prywatnej i nie tylko to coraz trudniejsza jest walka z wiatrakami.

Od przeszłości nie da się uciec. Dorywa nas w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Drugi raz fala nas nie poniesie. Nie ma na to szans, bo młodsi już nie będziemy.

Jeśli prozaiczne życie nie sprowadzi cię na ziemię to zrobisz to sam. Możesz jednak skorzystać z zdobytego doświadczenia, kontaktów i informacji by zrobić coś konstruktywnego. Nas z czasem zrobiło się wielu – zbyt wielu żeby wszystkich zapamiętać a nawet ze wszystkimi się zobaczyć lub poznać. To cena, którą się płaci za życie w dwóch światach jednocześnie. W nocy buntownik – w dzień porządny obywatel. Znajomi to litery i cyfry pojawiające się na ekranie. Możliwe jest, że właśnie siedziałeś przy stole ze mną i rozmawialiśmy, lecz żaden z nas nie wiedział, że łączy nas sporo lat współpracy. To męczące, ale czy jest inny wybór?

No, ale przecież Anty Media istnieją! Istnieją, ale tylko dzięki przypadkowi. Tym samym przypadkowi, który nas złączył ponad 20 lat temu. Paru ludzi się poznało w realnym życiu. Polubiło przebywanie i pracę razem. Inni, którzy wolą pozostać daleko jednak pamiętają i z sentymentu albo zgodności przekonań zasilają nas drobnymi datkami. Dzięki nim nie musimy dokładać do interesu. Są też tacy wśród nas, którzy postanowili, że podzielą się informacjami, które zdobyliśmy przez lata. Jest to benedyktyńska praca, ale mamy nadzieję, że się będzie opłacać.

Informacji zebraliśmy dużo i sam proces powiązania ich ze sobą zajmie dużo czasu. Trzeba przelać to na papier i to w formie, która dla większości będzie zrozumiała. To, co staramy się zrobić jest prawie niemożliwe, bo chcemy was przekonać do tego, w co nie chcecie wierzyć. Zdzieramy z historii i teraźniejszości wszystkie ozdoby, bo to one sprawiły, że żyliśmy i żyjemy nadal w wykreowanym świecie. Nie twierdzę, że będziecie lubili to, co wam pokażemy, ale twierdzę, że poczujecie się oszukani, bo przecież w upiększonym świecie łatwiej żyć. Ludzie nie są przygotowani by zobaczyć obraz rzeczywistości bez makijażu, dlatego nie rzucamy wszystkiego na jeden raz. Powoli, krok po kroku, zbliżamy się do gołego obrazu, lecz nim do niej dojdziemy musimy zdjąć parę warstw, które upiększały oryginał.

Jeśli uważasz, że zobaczyłeś część realnego obrazu i nie wiesz, z kim się tym podzielić skontaktuj się z nami. Na tyle na ile będziemy w stanie, pomożemy. Jeśli jednak okaże się, że to, co zobaczyłeś nie zgadza się z naszymi ustaleniami to albo czegoś się od ciebie nauczymy lub każde z nas pozostanie przy swoim.

I na koniec mała prośba do wszystkich, którym nasza droga spodobała się i chcieliby powtórzyć nasze doświadczenia. Nie pytajcie nas o to. Przeszłości nie można powtórzyć i do przeszłości nie można wrócić.

ZREALIZUJ SWOJE CELE!

Przyłącz się do nas. Razem mamy większe szanse.

DOŁĄCZ DO NAS