….Media – to już kiedyś było, ale według słów piosenki minęło by nigdy nie powrócić więcej … a jednak.

Polskie media są znów podobnie jak za czasów PRL obiektem żartów i konsternacji.

Nasze mediaPewnie każdy z nas, kto przeżył te czasy pamięta dobitne określenia mediów z tamtych lat – że wspomnę najdelikatniejsze, czyli tuba reżimu. Za mojej pamięci status społeczny dziennikarza nie był zbyt wysoki a tych, którzy zajmowali się polityką wręcz zerowy. Cóż sytuacja była jasna – media kłamały, bo im za to płacili i tak im kazali robić. Chyba nikt z ówczesnych sprawozdawców politycznych nie miał wątpliwości, że jest nazywany pachołkiem reżimu i gadającą głową. My zwyczajni odbiorcy z dużym dystansem podchodziliśmy do wszystkiego, co pojawiało się w oficjalnych mediach a komentarze polityczne z gazet po prostu trafiały do kosza ze śmieciami.

Tak było – każdy to wie i właśnie to miało się zmienić w nowej już niepodległej Polsce.

Jednym z głównych haseł Solidarności były wolne media, które miały stać się gwarantem naszej niepodległości i suwerenności. Proszę zauważyć to, że piszę w czasie przeszłym. Przedstawiam tu li tylko własne zdanie, ale tak jak to widzę to media miały się stać, ale się nie stały ani wolne, ani niezależne. Tak naprawdę to nic się dla mnie, jako odbiorcy nie zmieniło. Wiem, że ta teza wyda się wielu zbyt kontrowersyjna i trudna do udowodnienia. Jest wiele argumentów przemawiających za tym, że jednak jakieś zmiany nastąpiły.

Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zniknął Urząd Cenzury.

Szefem związku dziennikarzy jest znany opozycjonista i nikt ich nie karze za to, że czasami wymsknie im się słowo, które nie jest do końca lojalne. Ba .. szefem największej polskiej gazety jest znany działacz dawnego KOR – u a opozycja ma pełne prawo wypowiadać się bezkarnie w mediach. Co bardzo ważne to fakt, że media nie są już w całości państwowe, czyli bezpośrednia linia nakazów nie może już istnieć. A jednak pomimo tych znaczących zmian śmiem nadal twierdzić, że tylko w Rosji i krajach arabskich media są bardziej sterowane niż w Polsce.

To, co się właściwie z tymi mediami dzieje?

To prawda, że formalnie Urząd cenzury został zlikwidowany wiele lat temu. Cenzury, jako takiej nie ma. Znikła na nieszczęście polskich dziennikarzy. Dawniej wszystkie chore wypowiedzi, brak kompetencji i niedopracowanie tematu czy wręcz błędy w logice przedstawianych wydarzeń i normalne kłamstwa można było swobodnie zwalić na ingerencje cenzora. Teraz dla odmiany każdy czytający wie, że dziennikarz jest nieukiem lub leniem a w ostateczności (najczęściej niestety spotykanej) działa na zlecenie.

Kiedyś delikwent zajmujący się szmatławą publicystyką mógł zawsze powołać się na naciski i groźby oraz na ewentualne kary.

Teraz wybrakowany dziennikarz może jedynie stwierdzić, że gdyby wykonał solidną pracę to redaktor naczelny by się obraził no i dałby gorsze miejsce w rozkładówce lub gorszy czas antenowy. To z kolei mogłoby obniżyć zarobki i prestiż w środowisku. Co więcej grozi niepokornemu i myślącemu samodzielnie dziennikarzowi? W sumie nic. W przeciwieństwie do czasów komuny mamy jednak zagwarantowaną wolność słowa i sądy pracy w ostateczności. Czyli co kieruje osobami z pierwszej linii naszych mediów? Wnioski mogą być różne.

Braki w wykształceniu lub inteligencji.

W najbardziej skrajnym wypadku są to osoby o ograniczonej inteligencji. Posługują się one z góry nadanym schematem. Tu można posłużyć się przykładem osoby podpisującej się, jako Andrzej Kublik ( Gazeta Wyborcza). Ww. osoba z upodobaniem godnym większej sprawy rozpisuje się o polityce energetycznej szczególnie z perspektywy Rosji. Pomijam już błędy językowe ( sam do orłów nie należę), lecz przeinaczeń i kompletnych bzdur darować nie mogę. Otóż piszący, jako Kublik ( mam szczerą nadzieję, że to pseudonim) przyjmuje w każdym tekście, który pisze założenie, że:

Wszystko, co się dzieje prowadzi Rosję do katastrofy energetyczne.

A że przy tym zaprzecza sam sobie jest już najmniejszym problemem. Dla przykładu ten artysta polskiego dziennikarstwa podał, że umowa Rosja – Chiny na dostawy gazu nie zostanie podpisana, bo Chinom to się nie opłaca. Po podpisaniu już tego kontraktu gwiazda konstatuje, że ten gaz i tak nie popłynie, bo brak infrastruktury i Rosjanom zajmie to wiele lat by taką zbudować ( a Nord – Stream?) . Na koniec zaś, kiedy innych argumentów już brakło specjalista Gazety Wyborczej ogłosił, że no owszem może ten kontrakt będzie działał, ale przyniesie Rosjanom straty. Napisawszy zupełnie szczerze to ja z kolei szybciej uwierzę w braki intelektualne dziennikarza Gazety niż w altruizm państwa takiego jak Rosja. Przypadek skrajny, ale świetnie ilustrujący skalę problemu, bo takich pseudo specjalistów niestety jest więcej.

Niedopracowanie tematu, czyli niechlujstwo.

Tu za przykład najlepiej podać autorów lub autora z TVN 24 z sygnaturą asz, mk//gak,rzw. Piszących artykuł o ciężkich walkach na wschodnich terenach Ukrainy do tego stopnia zafascynowali się wiernym tłumaczeniem tekstu z ukraińskiej gazety, że zapomnieli o realiach wojny. Według relacji portalu trwają krwawe walki, w których strona Ukraińska osiąga znaczącą przewagę. No i dobrze bo o tym, kto ma wygrać ten konflikt nie mnie decydować.

Tutaj jednak autorzy popełniają grzech pierworodny

Mając konkretne zamówienie na udowodnienie określonej tezy zapominają, że czytający mają rozum. Jeśli się pisze, że jedna strona poniosła ciężkie straty druga zaś strat nie ma to robi się wilczą przysługę tym, dla których to się pisze. Tak na logikę, jeśli paruset ludzi strzela do siebie i jedni są zabici a drudzy idą do domu na piwo to znaczy, że ci, którzy zginęli albo nie mieli broni palnej ( tylko proce i to kiepskie) lub nie umieli bronią się posługiwać albo w ostateczności wcale nie chcieli nikogo trafić. Jak wskazuje praktyka strzały, które w dużej ilości lecą w jakimś kierunku zawsze kogoś trafią – oczywiście, jeśli tam ktoś jest – akurat to wie każdy, kto choć raz w życiu posługiwał się bronią automatyczną!! A może dywersanci przez pomyłkę strzelali do siebie?

Zresztą TVN w swojej głupocie potrafi być jeszcze odważniejszy.

Świetnym przykładem jest opublikowanie zdjęcia paszportu jakiegoś człowieka urodzonego w Czeczeni, który to paszport miał świadczyć o tym, że Czeczeni walczą na Ukrainie. Jak powszechnie wiadomo na Ukrainie mieszka 8 mil Rosjan? Jeszcze nie tak dawno było to jedno państwo i ludzie urodzeni w jednym miejscu mogli mieszkać zupełnie gdzie indziej. Czy to dowód na agresje? Znam Polaka, który miał pecha i urodził się, kiedy rodzice byli na wycieczce we Francji. W dowodzie też ma Francję, jako miejsce urodzenia, choć całe życie mieszka w Polsce na Targówku. Wg. logiki TVN24 stanowi to niezaprzeczalny dowód na francuskie manipulacje w Polsce. Redaktorzy TVN widać mają kłopot z logicznym myśleniem.

Samozadowolenie lub pycha – służalczość.

Tu przykładów jest wiele. Te, które mnie najbardziej poruszają to Monika Olejnik gwiazda telewizji TVN i Tomasz Lis były ulubieniec TVP. Obie te osoby prowadzą programy publicystyczne o charakterze dyskusyjnym. Nie można powiedzieć, że dobierają gości tendencyjnie, ale to jak ich traktują to już inna sprawa.

Z zażenowaniem można patrzeć, gdy ww. osoby na swoje nieszczęście zaproszą kogoś z właściwych elit.

Odbywa się wtedy spektakl kulturalny i miły a tzw. niewygodne pytania zadawane są w taki sposób by broń Boże nie uraziły gościa. Taki ” Miś z okienka dla dorosłych” z dodatkiem wazeliny. W razie, kiedy zaproszona osoba jednak zaplącze się w swoich zawiłych zeznaniach prowadzący zawsze służy pomocną dłonią i ciepłym słowem. Ta miłość bliźniego nie sięga jednak daleko.

Kiedy do programu zaproszony jest gość z opcji politycznej lub organizacji, która nie stoi na liście ulubieńców stacji telewizyjnej zachowanie prowadzących zmienia się diametralnie.

Wymienieni dziennikarze potrafią zachowywać się w sposób wskazujący na ich braki w wychowaniu lub kompletny brak kultury. Do typowych trików w takich wypadkach należy wtedy przerywanie wypowiedzi gości w połowie zdania. Przekręcanie zdań lub łapanie za słowa, czyli wyjmowanie z wypowiedzi fragmentów, które mają udowodnić tezy z góry założone przez autora programu. Jeśli gość jest sprytny i inteligentny to uda mu się wyjść z tych pułapek obronną ręką, ale niestety to nie koniec repertuaru tych ” dziennikarzy”.

W razie napotkania godnego oporu posługują się metodą puenty, czyli ostatniego słowa.

Polega to mniej więcej na tym, że na koniec programu prowadzący w ramach podsumowania stwierdza ni mniej ni więcej, że choć nie zostało to w programie jasno wykazane to gość programu to i tak baran i oszołom. Istnieją też inne może lepsze przykłady, ale na ich opisywanie po prostu szkoda czasu, bo tak jak np. redaktor Jarosław Kuźniar sam wystawia sobie ocenę. Wystarczy przeczytać jego wpisy na Twitterze.

Wolne media czy media na zamówienie polityczne?

Teza karkołomna, bo jak wcześniej napisałem media teoretycznie są wolne. Słowo teoretycznie nie użyłem tu przypadkowo. Wszyscy pamiętamy batalie, które toczy się co parę lat o radę nadzorczą koncernu TVP i stanowiska decyzyjne w tym koncernie. Jak chyba wszyscy wiedzą ” nasi” politycy są pragmatykami, co w praktyce oznacza, że robią tylko tyle ile muszą lub tyle ile im się opłaca. To, że stoczono już parę wojen o tą instytucję i to wojen, które wymagały wielu zabiegów i wybiegów oraz poświęcenia paru swoich ważnych ludzi mogło oznaczać tylko jedno.

To, o co walczono miało wielkie znaczenie dla walczących stron.

Tu pojawia się możliwość polemiki, bo teoretycznie, jeśli weźmie się do ręki suche statystyki to tzw. media publiczne nikogo nie preferują i wszystkim poświęcają tyle samo uwagi. Statystyka ma tu duże znaczenie dla rządzących, bo liczy tylko to ile się mówi a nie jak się to robi i kiedy! Dla przykładu mamy pana A i pana B. Obaj Ci panowie pojawiają się w mediach. Dziennikarze demokratycznie poświęcają obu panom tyle samo miejsca w programie. Teraz pojawia się różnica, bo opisujący pana A lub komentując jego działania dziennikarze używają w 8 na 10 przypadków superlatyw. Za to w przypadku pana B w 9 na 10 przypadków dodają krytyczne uwagi.

Zauważmy! Kryterium demokracji zostało spełnione!

Obaj panowie 10 razy pojawili się w mediach! Oczywiście statystycznie wszystko jest w porządku, ale tak po ludzku czy ktoś nie zauważa, że media preferowały któregoś z tych panów? A jeśli ww. przykład odniesiemy do partii politycznych to, co nam wyjdzie z tej układanki?

I żeby nie było na mnie, że mam coś przeciw TVP. To samo i to w jeszcze większej skali dotyczy TVN, która od lat znana jest, jako tuba propagandowa PO.

Według mnie TVN dzieli lata świetlne od tego, co można nazwać rzetelnym dziennikarstwem. Programy publicystyczne i informacyjne są czystą propagandową kampanią i uczciwe by było podanie tego w nagłówku stacji np. TVN OFICJALNY ORGAN PLATFORMY OBYWATELSKIEJ lub obecnie Nowoczesnej lub KOD-u. To samo zresztą dotyczy Gazety Wyborczej i dziennika Newsweek oraz Radia ZET. Daleki jestem od twierdzenia, że są to media reżimowe, bo to ostatnio jednak u nas nie funkcjonuje.

Są to jednak media partyjne i jako takie powinny być postrzegane.

Jeśli potrafimy krzyczeć i bulwersować się tym, że kompania o. Rydzyka lub TVP sprzyja PiS i popiera prawicę to, czemu nie powiedzieć jasno, że ww. media są propagandowym organem PO lub pokrewnych partii? Czy to powód do wstydu? Raczej nie, ale w naszej polskiej tradycji leży zachowanie pozorów. Człowiek może być skończonym chamem, ale panią w rękę pocałuje i powie komplement na temat jej wyglądu by na koniec stwierdzić, że jest ladacznicą. Podobne zachowania obserwujemy w naszych mediach.

Może jestem idealistą, ale uważam, że dziennikarstwo polega na rzetelnej i solidnej a co najważniejsze obiektywnej pracy.

To, co się dzieje w naszych mediach nie przypomina nawet w znikomym procencie tego, co nazywamy sztuką dziennikarską. Jest to rzemiosło i to na dodatek wykonywane w bardzo kiepskim stylu. Część rzemieślników to artyści w swoim fachu, bo potrafią dodać i co najważniejsze wymyślić coś, co jego pracę uczyni oryginalną i piękną. Nasi „dziennikarze” nie dorastają im do pięt. Joanna Kryńska, Brygida Grysiak, Jarosław Kuźniar, Paweł Płuska, Kolenda-Zaleska, Monika Olejnik, Maciej Kurzajewski, Piotr Kraśko, Maciej Orłoś, Tomasz Lis to wszystko są czeladnicy. Z przyjemnością dodałbym jeszcze parę nazwisk z Gazety Wyborczej, ale to by wymagało bliższego zainteresowania się tą ” gazetą”, czego w interesie własnego zdrowia psychicznego nie chcę robić.

Jak napisałem są to czeladnicy a nie rzemieślnicy.

Ich zadaniem jest jedynie przekazanie przemielonej już papki informacyjnej tak, aby odbiorca się nie zbuntował, czyli w miły przyjemny dla oka i starannie zatuszowany sposób. Największym problemem, który te ” gwiazdy dziennikarstwa” napotykają na swojej drodze to wymyślenie pytań i argumentów, które mają skierować rozmowę na właściwe i z góry ustalone tory.

Żeby nie być gołosłownym. Media i parę faktów.

Akcja ” kibol”. Genezą akcji było wybitnie niechętne stanowisko kibiców piłkarskich do byłego premiera Tuska. Z góry wiadomo było, że po ogłoszeniu haseł cyt. ” Tusk ty matole…” nastąpi zemsta władz. Trzeba było tylko poczekać na właściwy pretekst. Takim pratekstem stały się zamieszki na stadionie w Bydgoszczy, w których brało udział może 300 a może 500 osób. Rannych – to znaczy ciężko pokrzywdzonych było brak, ale już sam fakt wykorzystały media do podlizania się władzy.

W akcję zaangażowano wszystkie siły.

Nie było dnia by media nie wychwytywały informacji o jakiś grupach kibolskich zamieszanych w to czy owo ( połowa z tych procesów już się zakończyła z powodu braku dowodów bądź znikomej szkodliwości czynu). To wcale nie znaczy, że media odpuściły. Przy pomocy policji zorganizowano sławną akcję „Widelec”. Nadal zorganizowana grupa kibiców określana jest przez ” dziennikarzy”, jako kibole a ktoś, kto popełnił jakieś przestępstwo i miał to nieszczęście, że przebywał dwa razy na stadionie staje się automatycznie przedstawicielem kibiców jakiegoś klubu. Dajmy na to, że dziennikarz albo chłopiec na posyłki w redakcji GW lub TVN kradnie pomarańcz w sklepie. Idąc tropem mediów udowadnia to fakt, że pracownicy mediów to złodzieje.

Pomijając już argumentacje to piękną laurką była koordynacja działań.

Od dnia, kiedy premier wraz z ministrem S ( w świetle obecnych wydarzeń tak trzeba go chyba określać) ogłosili krucjatę na stadionach wszystkie media zajęły się tym problemem, ale też poświęciły tematowi dużą część rozkładówek. Nie muszę dodawać, że wszystkie relacje mediów i „obiektywne” komentarze ” ekspertów” szły tylko w jednym właściwym kierunku, czyli takim, jaki nakreśliła kancelaria Premiera. Tak na marginesie tylko dodam, że ta chorda barbarzyńców jak kibiców określały media organizują akcje charytatywne i opiekują się domami dziecka a Solidarność w latach 80 miała swój bastion na stadionie Lechii Gdańsk wśród najbardziej fanatycznych kibiców, ale za pisanie o tym nikt nie dostałby pochwały.

Marsz Niepodległości parę lat temu.

Ponowna zgodność wszystkich mediów. Chuliganie i bezmyślna młodzież wyszła na ulice. Wg. mediów byli też prowokatorzy i zwykli bandyci. Władza osiągnęła sukces, bo marsz rozwiązano 20 minut przed jego zakończeniem. Oczywiście świetnie ocenzurowane fragmenty pokazywały jak ktoś rzuca kamieniem w policjanta i daje mu kopa. Szkoda, że ta władza nie miała już podobnej estymy do wyrywkowego traktowania taśm ” Wprost”.  Wręcz skarżyła się na wyjmowanie wypowiedzi i zdarzeń z większego kontekstu.

Przecież sami zrobili dokładnie to samo. Mentalność Kalego?

Oczywiście, że tak. Parę miesięcy później te same warianty powtórzyli dzielni chłopcy z Majdanu na Ukrainie. W tym jednak wypadku dziennikarze nie potępiali ich. Nie domagali się kar, bo zlecenia z działu prasowego były inne. Jeśli media nie potrafią zrozumieć, że społeczeństwo jest niezadowolone a przynajmniej jego część. Nie rozumieją powodów tego niezadowolenia to wyznaczają sobie tylko i wyłącznie linię własnej alienacji. Wcale mnie nie dziwią śmiechy, gdy w jakiejś publicznej sytuacji pojawia się na ekranie dziennikarz …no cóż dla nas zwykłych zjadaczy chleba jest to taki UFO – ludek.

Mam jednak tylko jedno pytanie.

Czy nikogo nie zastanowiła jednomyślność wszystkich stacji telewizyjnych i prawie wszystkich gazet? Bo mnie tak. W świetle późniejszych wydarzeń na Ukrainie dziennikarze opluwający chłopaka, który podobno podpalił budkę w rosyjskiej ambasadzie powinni przeprosić i wręczyć odszkodowanie oplutemu. Ci sami ludzie piszą w tych samych gazetach o bohaterskich Ukraińcach demolujących wszystko, co stoi przed ambasadą rosyjską – to jest dopiero podwójna moralność.

No tak, ale co poradzisz na rozkazy z góry.
Spalenie tęczy na pl. Zbawiciela zostało uznane za czyn wybitnie haniebny przez samą vice szefową PO. Wszystkie media po za małymi wyjątkami zrozumiały to, jako oficjalną wykładnie i zaczęły publikować swoje bardzo mądre dywagacje. Wszyscy, którzy nie akceptowali tęczy zostali natychmiast określeni, jako homofobii i prawicowi nacjonaliści.     Cóż każdy mierzy ludzi według własnej miary.

Redaktor, który zmienia zdanie w zależności od rozkazu z góry nie rozumie, że komuś dana instalacja może się nie podobać ze względów estetycznych lub historycznych. Dodanie do tego względów światopoglądowych i kultury osobistej byłoby już solidnym nadwyrężeniem redaktorskiej wyobraźni. Fakt jest taki, że ww. tęcza stanęła w historycznej części Warszawy. Tam gdzie zupełnie nie pasowała. Proponowałem przenieść ją razem z palmą do Gdańska. Niech to miasto słynne z tylu nieprzekupnych i prawdomównych polityków samo za te instalacje zapłaci. Warszawa po prostu nie ma na to pieniędzy.

Jest też faktem, że tęcza przeszkadzała ludziom.

Stało się tak gdyż mianowano ją symbolem ruchu ludzi myślących inaczej, czyli zwolenników tęczowej flagi. Oczywiście gazety nie widzą w tym nic złego, bo popieranie takich ruchów ładnie kojarzy się z europejskością tolerancją itd. Muszę się przyznać, że nie jestem homofobem, ale wątpię by prasa była dla mnie tak łaskawa gdybym w ramach mojego manifestowania postawy heteroseksualnej postawił glinianego penisa przed kancelarią Premiera.

Cóż poradzę biedny Polak, że media mają swoje rozkazy nawet w sferze seksualnej.

Korwin – Mikke. Fajna postać. Elegancki pan w muszce z nieco kontrowersyjnymi poglądami i nietuzinkowym sposobem zachowania. Komu przeszkadzał? Nikomu. To, co się nagle stało, że stał się najbardziej znienawidzoną przez media postacią i przebił w tym nawet posłów Macierewicza i Niesiołowskiego? Zakładając, że moja teoria o tym, że media są sterowane i upartyjnione a dziennikarze to maszynki do mówienia i wypisywania lojalnych tekstów jest prawdą, to odpowiedz jest prosta. Kiedy słupki KNP zaczęły wzrastać w rożnych sondażach to decydenci zaczęli wsłuchiwać się w to, co Janusz Korwin – Mikke mówi i jakie poglądy głosi jego partia. Osłupienie mainstreamu było tym większe, że okazało się, że poglądy te są akceptowane przez pewną część społeczeństwa.

To było tragiczne nie tylko dla polityków, ale też dziennikarzy.

Zastanówmy się. Co Tomasz Lis pomyślał, gdy usłyszał o oderwaniu od koryta? Jakim stresem musiała ta myśl się stać dla Moniki Olejnik oraz wielu podobnych tub propagandowych? Przecież Korwin – Mikke zaproponował coś, co by zachwiało samymi podstawami życiowymi ww. ludzi. Mówić prawdę i to bez konkretnych wytycznych – prawdziwa zgroza.

Czyli co było do wyboru?

Nic tylko frontalny atak i tu powstał problem. Stare metody w tym przypadku nie zadziałały. Niestety ten pan mimo dość kontrowersyjnych poglądów jest na wskroś uczciwy politycznie. W przeciwieństwie do wielu innych polityków trzyma się swoich poglądów od wielu lat. Ponieważ przy korycie nie był i tam się nie pcha, więc jakiekolwiek próby mediów wkręcenia go w jakąś aferę były z góry skazane na przegraną. Pozostała bitwa na argumenty a do tej nasze gwiazdy dziennikarstwa są średnio przygotowane. Okazało się, że zakładając z góry, że poglądy JKM są zbyt kontrowersyjne dla większości społeczeństwa nie przeliczono się. Ale problem rozdmuchany w kampanii pozostał bo:

UE nie fascynuje już tak jak 10 lat temu, bo i tak połowę tego, co dostaliśmy rozkradziono.

Niestety fakty też są takie, że duża część społeczeństwa woli sama wychowywać własne dzieci a podatki ….. No cóż przypomniał mi się dowcip z tramwaju: Faceta zamknęli w szpitalu psychiatrycznym, bo chciał odebrać swoje pieniądze z ZUS. To, co nie dotarło do dziennikarzy i polityków to fakt, że wielu zwykłych ludzi nie przepada za mniejszościami seksualnymi. Uważa, że takie zachowania człowiek powinien trzymać dla siebie. Korwin – Mikke dobitnie wykazał w ciągu paru miesięcy, że dziennikarze i media nie są już dla normalnego człowieka autorytetem. Czyli sterowanie szarą masą przy pomocy cenzurowania informacji i propagandy zaczyna działać przeciw sobie.

Powstaje jeden znaczący dylemat!

Czy nasze media i ludzie w nich pracujący są tak zero jedynkowi? Czy po prostu tak ogłupieni i zastraszeni, że atakują bez planu i bez zastanowienia, wszystkich myślących po swojemu? Ja nie wierze w jednomyślność tysięcy ludzi zatrudnionych w mediach. To, co się stało przy okazji wyborów uważam za dowód na to, że największe media w Polsce są kupione lub przekupione przez nową i starą grupę trzymającą władze.

Co więc wypada powiedzieć na koniec?

Określę to bardzo prywatnie i uczuciowo. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedyś będę żałował czasów Trybuny Ludu i Ekspresu Wieczornego. Wtedy kłamcę dziennikarza nazywano kłamcą a złodzieja złodziejem. Dzięki naszym współczesnym mediom kłamca stał się wielkim wizjonerem, którego prawdy nie zawsze się sprawdzają. Złodzieja przekwalifikowano na biznesmena, który czasami myli się w podatkach.

Są jednak rzeczy niezmienne. Polityk rwie się do koryta za wszelką cenę a z wiadomości telewizyjnych można się nadal śmiać!

Ps. JKM autor użył jako przykład. Poglądy Korwina to temat na osobną dyskusję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisz swój komentarz
Proszę wpisz tu swój nick

thirteen − 11 =